MPK Łódź. I wszystko jasne. Czy ta spółka nie może wybić się czymś pozytywnym? Bo na razie zaskakuje negatywnie. Ciekawe co będzie jak rzeczywiście trzeba będzie zapłacić za 3 lata wstecz...
Praca nawet po pracy
Małgorzata Kozerawska, Łódź2007-02-19, ostatnia aktualizacja 2007-02-18 19:53
Związek zawodowy dogadał się z MPK w Łodzi, jak ratować firmę i oszczędzić na nadgodzinach dla kierowców. Inspekcja pracy szykuje przeciw niemu 1,7 tys. pozwów
- To patologia - mówi Jerzy Iwaszkiewicz, rzecznik PIP w Łodzi. - To największa w regionie akcja przeciw łamaniu praw pracowniczych.
Zaczęło się w 2004 r. MPK tonął w długach. Nieruchomości były zastawione, niespłacono 150 autobusów. Nowy prezes Krzysztof Wąsowicz szukał oszczędności. Między innymi na wysoko płatnych nadgodzinach. Dogadał się ze Związkiem Zawodowym Kierowców i Motorniczych Komunikacji Miejskiej i ten uruchomił tzw. spółdzielnię działającą jak agencja pracy tymczasowej. Typowa agencja pracy tymczasowej rekrutuje np. bezrobotnych z pośredniaka albo osoby przychodzące z ulicy i wysyła do różnych firm. A spółdzielnia założona na terenie MPK zatrudniła etatowych pracowników MPK na umowach-zleceniach i wynajmuje ich MPK.
Sprawę ujawnił przewdoniczący drugiego związku w MPK - "Solidarności". - W dzień kierowca jeździ dla miejskiego przewoźnika, a po pracy zmienia tabliczkę z numerem służbowym za szybą i jest już pracownikiem spółdzielni. Człowiek zamiast odpocząć, zasuwa za kółkiem za marne grosze - mówi Krzysztof Frątczak, przewodniczący Komisji Międzyzakładowej "S" MPK.
MPK płaci średnio za godzinę 18,5 zł brutto. Związek w ramach przetargu w MPK zaproponował 15 zł. I pobiera od tego 3 zł za pośrednictwo. Pracownik spółdzielni dostaje na rękę 8,5 zł za godzinę. Za nadgodziny w ramach etatu dostawałby dwa i pół razy więcej.
- Rocznie na nadgodzinach oszczędzamy 1,8 mln zł - przyznaje Bogusław Makowski z biura prasowego MPK. - Ale kierowcy są zadowoleni. Młodsi wręcz proszą, żeby się tam dostać. Po likwidacji nadgodzin to dla nich jedyna szansa na większe pieniądze. Spośród 1350 kierowców i motorniczych MPK ponad tysiąc podpisało umowy ze spółdzielnią.
"Gazeta": Czy dorabianie po godzinach nie ogranicza ustawowego czasu na odpoczynek i jaki to ma wpływ na bezpieczeństwo pasażerów?
Marcin Małek, specjalista ds. informacji w MPK: - Kierowcy pracują w spółdzielni w czasie wolnym albo podczas urlopu. A jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to wypadków mamy mniej.
Czy etatowi pracownicy MPK są rzeczywiście zadowoleni z dorabiania w spółdzielni? Mimo wielokrotnie ponawianych prób żaden kierowca ze spółdzielni nie chciał o tym rozmawiać. - Ludzie boją się stracić pracę - twierdzi przewodniczący Frątczak. - Wiem, że były naciski i próby zastraszania. A ja jestem uważany przez kolegów za wariata i odszczepieńca.
Kierowca MPK, nie pracuje w spółdzielni: - Namawiali, ale odmówiłem, bo to wykorzystywanie ludzi i omijanie prawa. Inni koledzy nie mieli odwagi powiedzieć "nie". Tracę za nadgodziny kilkaset złotych miesięcznie.
Motorniczy MPK, nie pracuje w spółdzielni, też tylko anonimowo: - Naciskali, żebym się zapisał. Straszyli zmianą pracy na gorszą linię. Na szczęście kierownik nie naciskał.
Frątczak: - Ten sam człowiek w tym samym ubraniu roboczym i na tym samym sprzęcie wykonuje tę samą pracę, ale dla innego podmiotu i za mniejsze pieniądze. Przecież to obchodzenie kodeksu pracy!
Przez dwa lata przewodniczący zgromadził grubą teczkę pism do różnych urzędów i instytucji. Prezydent Łodzi nie odpowiedział (MPK jest spółką gminy). Rzecznik praw obywatelskich uznał, że to nie należy do jego kompetencji. Zareagował główny inspektor pracy. Na jego wniosek przeprowadzono dwie kontrole. W wyniku ostatniej inspektorzy postanowili wystąpić z 1,7 tys. pozwów. - Z powodu dorabiania w spółdzielni pracownicy pracowali dodatkowo od 20 do prawie 100 godzin w miesiącu i mieli za mało czasu na odpoczynek. I choć twierdzili, że są zadowoleni, uważamy, że związek mijał się z prawem i zatrudniał na umowach-zleceniach zamiast na umowach o pracę - wyjaśnia inspektor nadzorujący postępowanie. - Mamy też imienne oświadczenia 47 osób, że były zmuszane do pracy w ramach umów-zleceń.
Co jeszcze stracili pracownicy MPK w spółdzielni? Na umowach-zleceniach pracownicy: • nie mają norm czasu pracy • nie mają gwarancji minimalnego wynagrodzenia • nie mają prawa do płatnego urlopu • prawo do płatnego zwolnienia uzyskują dopiero po sześciu miesiącach • nie zalicza im się stażu pracy.
Jeśli sąd uzna, że pracownicy spółdzielni zostali pokrzywdzeni, trzeba im będzie wypłacić pieniądze za nadgodziny za trzy lata wstecz i wyrównać składki ZUS.