Różnice miedzy tramwajami a koleją

Moderatorzy: JacekM, Dantte

Awatar użytkownika
MeWa
Cukiereczek
Posty: 24727
Rejestracja: 14 gru 2005, 21:34
Lokalizacja: Czachówek Centralny Południowo-Środkowy

Post autor: MeWa » 13 maja 2008, 2:26

Tak jakby niezamykające się drzwi nie zdarzały się w tramwajach i autobusach... Oczywiście jest to niedopuszczalne, ale wciąż nie można wysnuwać ogólnych wniosków o stanie taboru.
STACJA METRA "RATUSZ" POWINNA NAZYWAĆ SIĘ "PLAC BANKOWY"

[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]

Awatar użytkownika
Premo
Posty: 5439
Rejestracja: 15 kwie 2006, 14:58

Post autor: Premo » 13 maja 2008, 8:17

Póki w pociągach nie ma klimatyzacji to drzwi będą otwierane.

Awatar użytkownika
Koszałek
Posty: 120
Rejestracja: 06 sty 2008, 23:46
Lokalizacja: Po drugiej stronie lustra

Post autor: Koszałek » 13 maja 2008, 13:05

Oto kolejna różnica między tramami a koleją. Pociągi drzwi miały zawsze. Z jakichs powodów pojawiły się tez potem w ruchu miejskim. Czyżby chodziło o bezpieczeństwo?

Pozwolę sobie na cytat:

"Jeżdżące w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych wozy tramwajowe nie miały automatycznie otwieranych drzwi a jedynie ciężkie, przesuwane ręcznie. Trzeba się było nieźle naszamotać, żeby je otworzyć, zwłaszcza kiedy był tłok, a tłok był prawie zawsze. Toteż najczęściej drzwi były otwarte przez cały czas jazdy, co ułatwiało tworzenie znanych powszechnie "winogron", które wyglądały jak roje pszczół przyczepione do jakiegoś przedmiotu, zwisające i brzęczące. Sama bywałam częścią 5takiego roju i do dziś nie wiem, jak mi się udawało tam utrzymać. Ale ludzie wtedy sobie pomagali. Kiedyś, stojąc na przystanku, obserwowałam wręcz dramatyczną scenę, rozgrywającą się w tramwaju, który już ruszył i nabierał rozpędu. Od takiego właśnie winogrona zaczął odpadać jeden mężczyzna, nie miał się czego złapać, balansował w powietrzu. Był w jasnym płaszczu, typu prochowiec i za ten płaszcz trzymało go kilka rąk wystających z wiszącego grona. Płaszcz się darł aż trzeszczało, ale anonimowe ręce nie dawały za wygraną i wreszcie udało się delikwenta podciągnąć na tyle, że już nie machał nogami w powietrzu i cały ten ładunek pojechał, w miarę spokojnie, dalej. A już majstersztykiem była jazda "na cycku", czyli na tylnym zderzaku drugiego wozu. Miał on postać dość grubego walca, zakończonego czymś w rodzaju kołnierza. Mieściły się tam dwie lub trzy osoby, które stały jedną nogą na zderzaku, a drugą luźno balansowały, rękami zaś czepiano się wszystkich wystających elementów obudowy wozu. Kiedy tramwaj się zatrzymywał na przystanku, pasażerowie "cycka" tę wolną nogę stawiali na jezdni, zachowując strategiczną pozycję drugiej nogi. Jeździli tak najczęściej młodzi chłopcy, ale nierzadko zdarzali się i dorośli mężczyźni. W każdym razie była to raczej domena mężczyzn."

Obrazek

Źródło
- Kochasz mnie?
- Kocham.
- Wyjdziesz za mnie?
- Nie.
- Złaź!

Awatar użytkownika
piotram
Posty: 2463
Rejestracja: 27 lut 2006, 19:42
Lokalizacja: W-wa Kercelak

Post autor: piotram » 16 maja 2008, 23:53

Tia, a w Indiach jeżdżą nie tylko w winogronach, ale również na dachach i na lokomotywach pociągów :P

ODPOWIEDZ