Metro z Castro walczyć nie będzie
Iwona Szpala2007-03-07, ostatnia aktualizacja 2007-03-07 00:11
Metro Warszawskie nie pokaże wystawy "Damy w bieli". Fotografie matek, żon, córek 75 więźniów reżimu Fidela Castro uznano tam za bezwartościowe artystycznie i zbytnio zaangażowane politycznie
Mayelin Bolivar Gonzalez: - Gdy mojego męża aresztowano na 20 lat, krewni użyczyli nam małego pokoiku. Za to zwolniono ich z pracy i w rodzinie nie zarabia już nikt
Fot. Fundacja People in Need, Praga
"Damy w bieli" chciał pokazać Instytut Lecha Wałęsy, w marcu mija czwarty rok od kubańskiej "czarnej wiosny". Po fali aresztowań opozycji zapadały wyroki sięgające 28 lat więzienia.
- Dla przeciętnego Polaka Kuba to hasła: Fidel Castro i plaże Varadero. Zależało nam, żeby nieco inną kubańską rzeczywistość zobaczyło jak najwięcej osób. Korytarze metra w centrum wydawały się miejscem doskonałym - mówi Agnieszka Grątkiewicz z Instytutu, która od stycznia prowadziła rozmowy z miejskimi urzędnikami. Twierdzi, że nic nie zapowiadało fiaska pomysłu: ma projekt umowy z Metrem, ustaliła termin, omówiła zasady otwarcia. - "Damy w bieli" miały być pokazane 20 marca na stacji Świętokrzyska - opowiada.
Ale w poniedziałek dowiedziała się, że wystawy nie będzie. - Pani Jowita Kiepas, z którą negocjowałam, napisała, że mają tam poważne obawy, bo wystawa jest o wiele bardziej zaangażowana politycznie od ich poprzednich projektów. Jest odmowa zarządu spółki - relacjonuje Agnieszka Grądkiewicz. - Jestem zdziwiona. Nie zamierzaliśmy przecież namawiać pasażerów do obalenia reżimu Castro, jedynie pokazać ważny problem społeczny.
O polityczny niepokój pytam prezesa Metra Jerzego Lejka. Twierdzi, że artystyczna część działalności spółki nie zajmuje go "z założenia". - Mam zasadę: nie wtrącać się - mówi. - To przestrzeń otwarta dla sztuki, byleby nie była za wulgarna czy zbytnio rażąca.
Przyznaje, że historię "czarnej wiosny" zna, ale swoimi opiniami publicznie się nie podzieli. - Moje zadania to bezpiecznie wozić ludzi i budować kolejne stacje - informuje Lejk. Jako "siła techniczna i menedżer" o Kubie rozmawiać nie będzie. I odsyła do rzecznika spółki Grzegorza Żurawskiego.
Ten zapewnia, że powodem nie była polityka. - Już po odmowie dowiedzieliśmy się, że w projekt są zaangażowani byli prezydenci RP - opowiada. - Pomijając fakt, że nasze galerie nie służą wyrażaniu poglądów politycznych, to jaką wartość artystyczną mają zdjęcia z Kuby?
Podaje kryteria, którymi kierują się mecenasi sztuki z Metra. - Każdy chciałby, żeby jego wystawę za darmo oglądało kilkadziesiąt tysięcy oczu dziennie. My promujemy głównie młodych artystów, najlepiej tworzących o Warszawie. Żeby jeszcze te zdjęcia robił warszawski fotografik polecony przez doradców do spraw sztuki, ale tak nie jest - dowodzi rzecznik.
Podobną wersję ma Jowita Kiepas, przedstawiona przez rzecznika jako "koordynator ds. zaangażowania metra w sprawy sztuki". - Chcemy promować sztukę, a nie realizować tematy słuszne i być może dobre, które nie mają wartości artystycznych - słyszę.
Przekonuje, że takie wątpliwości miała od początku rozmów z Instytutem. - Konsultowałam się w firmie. Robię tak zawsze, gdy projekt wykracza poza nasze cele albo jest nietypowy - zapewnia. - Niedawno omawiałam ze służbami bhp pomysł bardzo wartościowego artysty, który chciał pokryć stację Politechnika dywanem z trawy. Odmowa była oczywista z troski o pasażerów. Proszę sobie wyobrazić niewidomego, który zamiast na oznakowaną posadzkę wkracza na trawę.
Po odmowie Instytut będzie szukał innego miejsca na wystawę. - Zależało nam, by pokazać ją w miesiącu aresztowań kubańskich opozycjonistów. W tej sytuacji nie wiemy, czy wystawa w ogóle dojdzie do skutku - mówi Agnieszka Grądkiewicz.