Nie mieszkałem wprawdzie nigdy koło zajezdni, ale chyba bym wolał parę takich nocy w roku niż codzienne (a zwłaszcza conocne) buczenie wentylatorów garażowych i supermarketowych.dzidek pisze:A dziś z uwagi na silne mrozy po zjechaniu na zakład mistrz zabronił mi gaszenia wozu tylko kazał pozostawić włączony i na awaryjnych (gdy były mniejsze mrozy to dopiero późniejszą porą mechanicy odpalali wozy) do tego był przykaz aby zostawić włączone również dmuchawy. Trochę współczuję okolicznym mieszkańcom
[ Dodano: |1 Lut 2010|, 2010 09:09 ]
O to, to. Jakkolwiek jestem wielkim wrogiem smrodu papierosowego, to właśnie w tym przypadku jestem w stanie zrozumieć i usprawiedliwić takiego kierowcę, który sobie zapali w czasie jazdy. Myślę, że jest mniejszym zagrożeniem dla bezpieczeństwa jeśli pali w czasie jazdy niż gdyby mu się ręce trzęsły w 80. minucie półkursu na takim 107 na przykład i nie myslał prawie o niczym innym niż o dymku, jaki go czeka na pętli (albo i nie, jeśli straci przerwę).fraktal pisze: A uważam, że zestresowany i wściekły kierowca może być znacznie gorszy niż taki, który sobie od czasu do czasu zapali.
Zresztą i tak spora część palących robi to w taki sposób, ze nawet siedząc przy kabinie nie za wiele czuć - mają otwarte okna. Jest niestety i taka grupa, która siedzi zamknięta na pętli i zasmradza nie tylko całą kabinę, ale i resztę wozu mając wszystko i wszystkich centralnie gdzieś i takich akurat bym ścigał, ale już nadawać do gazet na palącego w czasie jazdy uważam za przesadę. Przecież zawsze można sobie stanąć z tyłu wozu (jeśli ktoś ma np. astmę) i tam problem z palącym kierowca nie jest dużo większy niz z przeciętnym burakiem palącym na przystanku.