Glonojad pisze:Oczywiście oprócz tego, że od siedmiu lat powozisz tramwajem/autobusem, a żaden z nas nie, więc mamy czyścić buty i błagac o litość.
Nie musisz mi nic czyścić. Natomiast wykonując jeden a teraz drugi zawód muszę obserwować zachowania zarówno pieszych, jak i innych użytkowników dróg, co daje mi doświadczenie, którego innym brakuje. Posądziłbym niektórych z tych innych wręcz o jakąś nieuzasadnioną pewność siebie, niezachwianą nawet wtedy, gdy praktycy piszą, że teorii zdarza się nie sprawdzać w praktyce, bo nie uwzględnia pewnych czynników niedostrzegalnych zza biurka. A ja naprawdę, ale to naprawdę bym chciał, żeby ktoś ze mną wsiadł do kabiny, przejechał jakiś odcinek i przynajmniej wysłuchał moich uwag robiąc notatki. Wtedy byłoby to nazywane współpracą, a nie narzucaniem czegoś, co nie zawsze jest realizowalne. Jak cztery sekundy na zamknięcie drzwi.
Glonojad pisze:Aha, na wielkość próby bym uważał, bo ja z kolei np. nie posiadam samochodu i w związku z tym wszystkie moje podróże liczą się do puli obserwacji, a nie tylko służbowe

Ja samochód posiadam, ale prowadząc go i tak obserwuję wszystko i wszystkich, bo prowadzenie pojazdów poważniejszych wytresowało mnie na tyle, że nie umiem jeździć inaczej.
A co do rozwiązania: czasem chodzi po prostu o bezpieczeństwo. Jeśli czas, który pieszy ma poświęcić na oczekiwanie, przekroczy jakąś krytyczną wartość, nazwijmy ją roboczo t
wkurwu, to pieszy po prostu pójdzie na czerwonym, a światło dla pieszego pojawi się później, blokując bez sensu wszystko i wszystkich. A pieszy idący na czerwonym, bo nie doczekał się zielonego, stanowi zagrożenie. Głównie dla siebie, ale zawsze. Dlatego dość ważne jest, żeby pieszy nie czekał za długo.