Strona 8 z 16

: 17 lip 2010, 10:41
autor: JotPeCet
To polewaczki budują teraz chodniki?

: 17 lip 2010, 12:57
autor: Piotrek_2274
Chodziło mi o to że lała wodę aby się nie kurzyło z budowy...

: 21 lip 2010, 13:54
autor: Gronostaj
Bardzo ciekawa wypisówka - kto gdzie i kiedy widział polewaczkę, hehe ;)

: 05 wrz 2010, 17:35
autor: Patryk2222
Dwa linki o tym jak powstają wagony metra (zdjęcia)w jednej z rosyjskich fabryk.
Część 1
Część 2

: 05 wrz 2010, 22:48
autor: Adam G.
Patryk2222 pisze:Dwa linki o tym jak powstają wagony metra (zdjęcia)w jednej z rosyjskich fabryk.
Część 1
Część 2
brr, linki bez google translate na drugi raz będą lepszym rozwiązaniem ;)

: 11 wrz 2010, 2:17
autor: kulikowski
sowieckie kible z podsłuchami MSPANC.

: 11 wrz 2010, 18:54
autor: Bernard
Obrazek

Co kobiety pcha na tory? Poznaj warszawskie tramwajarki

Kinga, Danka, Beata. Różne staże, doświadczenia, charaktery. Wszystkie codziennie siadają za sterami tramwaju


Trzy warszawskie motornicze opowiadają o swojej pracy - wstawaniu o 2 w nocy, niedomykających się drzwiach, o pretensjach i uprzejmościach pasażerów, a także o tym, jak humor w tramwaju pomaga.

O złych i dobrych pasażerach

Danka: - W różnych miejscach pracowałam, ale to właśnie zawód dla mnie. Umiem sobie z pasażerami radzić. Wczoraj do drzwi w trzynastce trzeba było biegać, żeby się zamykały. Zorganizowałam pasażerów, żeby mi pomagali. I cały kawał świetnie nam się jechało. Jeden pan akurat wysiadał, to przyszedł i powiedział mi, że on już kończy dyżur. To zaraz następny się znalazł.

Raz jeden pan mi pomógł, jak się drzwi zacięły, i tak wyszło, że zamknął dopiero z zewnątrz. A ja przez megafon: "Temu panu już podziękujemy!". Wagon w śmiech. "Nie, no dobra, zabierzemy!". I ja tak właśnie sobie radzę. Z humorem.

Beata: - Zdarza się też tak, że ktoś nas zbluzga. Wrzeszczą, że nogi ucinamy, że jeździmy tylko po to, żeby im torby przycinać. Jak ktoś ma zły dzień, to i się wyżyje. W nowych tramwajach jest monitoring, to chuligani są mniej bezkarni. Jest też odsłuch w kabinie. Ale wiadomo, czasem kobiecie może być nieprzyjemnie. Zwłaszcza nocą. Niby jest ochrona. Ale kiedyś przecież strzelano w tramwaj w Warszawie.

Danka: - Bywa, że trzeba siły użyć, trzeba kijem postukać. Kiedyś tak walę, a jakaś babka do mnie: "O, głupia, myśli, że jak postuka, to pojedzie!".

Beata: - Ludzie czasem nie patrzą, w co wsiadają, a potem z pretensjami: "Gdzie pani jedzie?!", albo w czasie jazdy taki pyta: "A dokąd? A jak? A którędy?". To strasznie rozprasza.

Danka: - A mnie się wczoraj trafiła taka staruszka, jak zjeżdżałam po dziesięciu godzinach, taka wymalowana, szminką nawet na zębach. I do mnie: "Dziękuję, pani kochana", i buzi, buzi, buzi. To ja jej też, a co. O i to jest w tej pracy satysfakcjonujące. Wdzięczność. Te złe chwile zaraz się zapomina, jedzie się dalej, następny przystanek, następni ludzie.

Danka: - W kabinie niby można mieć coś swojego, ale nie ma gdzie tego postawić. Choć ja to i tak sobie lustereczko stawiam. Sprawdzam co przystanek, czy coś się nie zmieniło. A czasem to tacy przedwojenni panowie pukają do drzwi tych nowych tramwajów. Jaki ładny tramwaj i jaka ładna pani prowadzi, mówią.

Kinga: - U nas aż sześć małżeństw powstało na zakładzie. Fakt, że rozwody też są. Raz jakiś pan się tak zapatrzył na mnie na przejściu, że mało go tramwaj z drugiej strony nie przejechał. A jak wracałam, to tam nadal czekał. To poszłam z nim na kawę.

Danka: - Niektórzy nieśmiali wrzucają kartki z numerami telefonów i dopiskiem: "Zadzwoń".

O dzieciach i świętach

Beata: - Nie jest tak łatwo, jak się jest samotną matką, jak mam na rano, muszę być o trzeciej na zakładzie. Ktoś nocuje wtedy z dzieciakami, żeby zaprowadzić je rano do szkoły. A jak mam na wieczór, to z kolei ktoś je odbiera. Siostra, mama albo brat - wszyscy pomagają. Najpóźniejsze kursy mają zjazdy nawet do pierwszej. Przez dwa lata potem jeździłam autobusem, na trzecią byłam w domu.

Danka: - Jakie my jesteśmy dzielne, nie?

Beata: - Ciężko jest wyjeździć te 10 godzin. Jeszcze jak kocioł na mieście, a tylko dwie przerwy po 10-20 minut. Jak jest opóźnienie, to i w kółko się jeździ ze dwa kursy.

Danka: - Te poranne godziny są akurat najprzyjemniejsze. Pusto wszędzie. Ale ja to mam starsze dzieci, one sobie już same radzą. Choć i tak przychodzę z pracy, to zaraz mi jedna przez drugą opowiadają, bo nigdy nie mają tej mamy dosyć. Często jeżdżę na dodatkach, czyli jak jest największy ruch, to mam trochę czasu w ciągu dnia. I odpoczywam wtedy - znaczy sprzątam w domu, gotuję obiad. Moje dzieci są dumne, że mama jeździ tramwajem.

Kinga: - Zawsze w święta jeden dzień się pracuje. Przygotowania trzeba jakoś pogodzić z pracą. A czasem wypadnie akurat w Wigilię wieczorem kurs i trzeba wozić tych, co wracają od rodziny. Ja nie jestem z Warszawy, to nawet jak Wigilię mam wolną, a w pierwszy dzień świąt będę jeździć od rana, to nie ma co jechać. Szuka się na zakładzie innych takich i razem coś się organizuje.

Beata: - Tramwaje na szczęście pomagają mamom, jak chorują moje bliźniaki, to nigdy nie robią problemów, a ja to dwa razy w sezonie muszę z moimi zostawać.

Kinga: - Jak jest małżeństwo, to się dopasowuje grafiki, wymieniają godzinami. Motorniczy na rano, motornicza - wieczorem.

Danka: - Widują się tylko w weekendy.

Kinga: - Dzięki temu tacy zgodni są. A tak poważnie, to mogą wymieniać się przy dzieciach.

Beata: - W tych najnowszych tramwajach obok miejsca z wózkiem jest też rozkładane siedzenie, żeby mamusia mogła sobie wygodnie usiąść.

O podzielnej uwadze

Kinga: - Tramwaj waży 34 tony, ale o tym się nie pamięta, jak się prowadzi. Widać, że ludzie nas podziwiają - tu taki kolos wielki, a kobieta prowadzi. Zaglądają do kabiny, gdy siedzę jako instruktorka, i dziwią się, że uczę, jak tym jeździć.

Danka: - W samochodzie można zawsze uciec w bok, a tu jak jakiś bałwan wjedzie na tory, to koniec.

Beata: - A im więcej pasażerów, tym dłuższa droga hamowania i trzeba gwałtowniej. Zwłaszcza jak jest zła pogoda. A ludzie zaraz krzyczą: "Co pani, ziemniaki wozisz!?".

Kinga: - Czasem ludzie nawet się nie rozejrzą, jak wchodzą na tory - to dodatkowe obciążenie psychiczne, bo trzeba przewidzieć, co też mogą wymyślić.

I mieć podzielną uwagę. Tu przystanek, tu piesi, tu dzwonek, tu rozkład, tu trasa, a żeby dostać premię, trzeba być superpunktualną.

Danka: - Bywa, że kierowcy w ogóle nie znają przepisów. Miałam kiedyś kolizję z tirem, wjechał mi zwyczajnie, a potem zdziwiony, a co ja tu robię. I jeszcze się kłócił, że dostał zieloną strzałkę. A moje zielone na wprost to co?

O tym, że kobiety się przykładają

Beata: - Najtrudniejsze było zapamiętanie trasy. Na początek się gubiłam, choć jestem z Warszawy. Ma się tylko rozpiskę, którymi ulicami jechać. Trzeba znać rozkład pętli, żeby nie skręcić pod prąd czy na zły tor w zajezdni, bo można wszystkie brygady zablokować. Tu trzeba się bardzo pilnować, to nie autobus.

Kinga: - Ja prowadzę kursy i jestem patronką, taką opiekunką przez pierwsze 14 dni pracy. Wszystko zależy, jaką kto miał fizykę w szkole, jak dobrą, to łatwiej wszystko łapie. Muszę też przyznać, że kobiety bardziej się przykładają. Notują sobie pytania na karteczkach i przychodzą z całą listą. Mężczyznom się wydaje, że najlepiej się znają na wszystkich mechanizmach, a potem rusza taki na miasto i wychodzi, że nie bardzo.

Praca instruktorki jest dodatkowo obciążająca, bo czuję się odpowiedzialna za czyjąś przyszłość. Jak go nauczę, tak będzie jeździł. Trzeba też być psychologiem. Na jednego trzeba huknąć, a z innym lepiej łagodnie, bo się wystraszy. Ale i tak wolę uczyć facetów.

Danka: - Wiadomo, kobieta.

Kinga: - Pochwalę się, że ja mam akurat uprawnienia na wszystkie tramwaje, nawet na te z korbą, z 1907. W porównaniu z nimi teraz to i tak jest łatwo. Korba to ciężka sprawa. Przez to dopiero w latach 50. pojawiły się pierwsze składy obsługiwane przez brygady kobiece. Za ciężko było z nastawnikiem, no i praca stojąca była. A fundusz socjalny zapewniał kożuch na zimę, bo nie było grzania w kabinie.

O wysokich obcasach

Danka: - Na obcasach się nie jeździ, to niewygodne. Ale mundury mamy ładne i łatwiej, bo jak idę do pracy, to nie muszę się zastanawiać, czy to, czy to (śmiech).

Kinga: - To też podnosi respekt wobec motorniczej. Jak wysiada w mundurze, to pasażerowie traktują ją z większym szacunkiem, bo widać, że na służbie jest.

Danka: - A tak na koniec to chciałybyśmy, żeby ludzie też byli przekonani, że my tam jesteśmy dla nich, no i może żeby trochę bardziej uważali, zwłaszcza teraz, na jesieni, bo to bardzo trudny okres dla tramwajów i dla nas też.

W Tramwajach Warszawskich pracuje tam 3660 osób, z czego 781 kobiet. Połowa z nich to motornicze. Według okresowych ocen pracowniczych wypadają nawet lepiej niż mężczyźni. Spokojniej i bezpiecznej prowadzą pojazdy.
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,95193,8361911.html

: 11 wrz 2010, 19:21
autor: Walas
Kiedy to było =; . Z jkieś 2-3 miesiące temu :-$

: 15 wrz 2010, 22:57
autor: Bernard

: 15 wrz 2010, 23:17
autor: MZ
Bernard pisze:Wspinaczka na 568 m maszt: http://www.wykop.pl/link/466823/wspinac ... 8-m-maszt/
:arrow: O nie, w życiu bym po czymś takim nie wszedł :shock:.
Lęku wysokości nie mam, ale muszę mieć jakąś podłogę pod nogami.

: 15 wrz 2010, 23:47
autor: Bastian
A ja mam.

Poza tym w życiu bym się nie zgodził na taką eskapadę, gdybym widział choć chmurkę na horyzoncie, a tu były całkiem solidne... :chodu:

: 16 wrz 2010, 14:10
autor: Kleszczu
568 to nic :p Znam człowieka, który wchodził na szczyt nieistniejącego już masztu w Konstantynowie ;)

: 09 paź 2010, 10:12
autor: Bastian
Takiego bloku jeszcze nie widziałem :shock:

Habitat 67 w Montrealu

: 09 paź 2010, 15:24
autor: MeWa
piękne :)

: 09 paź 2010, 19:18
autor: snooker