R-9 Chełmska pisze:Nagminnym zjawiskiem jest opóźnianie odjazdów z krańca(...)
Problem polega na tym, że o ile likwidacja opóźnień na trasie jest możliwa poprzez rozmaite koncepcje polityki transportowej (np. londyńskie Congestion charging), o tyle opóźnianie odjazdów z krańca to już czysta obstrukcja ze strony kierowców i obawiam się, że nawet formalna płaszczyzna penalizacji niewiele tu pomoże.
Jamnik pisze:Za opóźnienia kierowcy prawie nigdy nie są karani. Zresztą wiadomo, że lepiej być po czasie niż przed.
Przewoźnik ponosi odpowiedzialność z tytułu niewykonania lub nienależytego wykonania umowy przewozu osób. Zawsze odpowiada za szkodę, jaką poniósł podróżujący, jeśli zaszła ona w wyniku rażącego niedbalstwa lub umyślnego postępowania (a taką jest opóźniony wyjazd z krańca). W odniesieniu zarówno do przyjazdów przed, jak i po czasie= art. 62 i 63 Prawa przewozowego. Kierowca podpisuje umowę o pracę nie z samym sobą, tylko z konkretnym usługodawcą rynku przewozów. I tak naprawdę to przewoźnik ponosi karę, nie zaś kierowca.
Proboszcz pisze:Na zakładach R6 i R13 nikt kierowców o tym nie informował tak więc kierowcy tych zakładów mogą mieć +2
Forum wawkom jest ogólnodostępne, zaś wśród jego użytkowników są kierowcy zarówno Redutowej, jak i Stalowej. Nie widzę więc przyczyny, dla której nie mogliby poinformować kolegów z zakładu o nieaktualnym marginesie odchyleń w czasach odjazdów z przystanku. Poniższe słowa już padły, ale nie zaszkodzi powtórzyć:
ignorantia iuris non exculpat; ignorantia legis excusat neminem. Nieznajomość prawa nie usprawiedliwia nikogo i nie można się nią tłumaczyć. Jest to jedna z elementarnych doktryn prawa - część prawa zwyczajowego. Zatem obowiązująca wszystkich. Inna (przywołanie jej jest jak najbardziej zasadne w niniejszym kontekście) znana skądinąd maksyma głosi, że usprawiedliwieniem może być nieznajomość
faktu. Tu jednak nie posiadająca zastosowania wskutek działania celowego i świadomego, samoistnie wywołującego zaistnienie danej sytuacji (tu:przyjazd przed czasem/opóźnienie).
Hieronim pisze:Pracodawca ma obowiązek ogłoszenia w sposób przyjęty zwyczajowo...
Pracodawcą są w tym wypadku Miejskie Zakłady Autobusowe w Warszawie, nie zaś poszczególne oddziały tychże. Sytuacja, w której zajezdnie posługują się odrębnymi wykładniami jest więc niedopuszczalna.
(-2, -3, przyp. mój -e.)Jest odjazdem w granicach tolerancji punktualności. Czy(li -e.) odjazdem według rozkładu.
Pasażer nie jest zobligowany znać dopuszczalne wahnięcia w czasach odjazdu, rozkłady jazdy nie zawierają informacji tego rodzaju. Odjazd wg rozkładu oznacza odjazd o godzinie podanej w rozkładzie.
bambi pisze:Może te opóżnienia to problem różnie ustawianych zegarów. Czy jest jakaś koordynacja czasomierzy przy wyjeżdżaniu z zajezdni?
Wiążąca (tj. taka, którą obligatoryjnie stosuje Nadzór Ruchu) jest zawsze godzina na zegarze w kasowniku, nie zaś taka, którą pokazuje kierowcy sterownik.Jestem gotów się zgodzić, że przy różnym ustawieniu zegarów, kierowca nie ponosi pełnej odpowiedzialności.
inż. Glonojad pisze:Tak czy siak, przedwczesność powinna być surowo karana.
Bezwzględnie. Jako nie wynikająca z obiektywnie trudnych warunków jazdy i będąca rezultatem działania umyślnego.
Fikander pisze:Ależ ja nie wymagam nieomylności. Ja wymagam tylko porzucenia wygodnictwa.
Nic dodać, nic ująć.
Tym powinien zająć się ZTM tzn. zlecić przewoźnikowi (MZA R10 "Ostrobramska") poinformowanie kierowców poprzez wywieszkę na dyspozytorni i odpowiednią notkę w karcie drogowej o tym, że na liniach 196 i 198 wycofuje się tolerancję -3 wprowadzając nową +2 - 0. I wszystko. Powinien na trasie tych linii stanąć NR ZTM i zacząć spisywać kierowców za spóźnienia, a zakład nakładać na kierowców słowne reprymendy. Wtedy ten problem powinien się skończyć
Sądzę, że jest to dobre rozwiązanie. Ale wina tkwi w wadliwym pomiarze czasu przejazdu. Może pomiary powinny być oddzielne dla DS i wieczorów?Przyjazdom przed czasem o tych porach sprzyja po prostu obsada wozami mającymi automatyczną skrzynię biegów, jazda 20 km/h nie jest chyba przyjemnością także dla kierowcy. Co do opóźnień tuż przy krańcach generowanych z premedytacją, to może pomóc faktycznie tylko Nadzór Ruchu wlepiając kary ile wlezie. Dowozówki są materią wyjątkowo newralgiczną, to prawda. Relatywizowanie z pewnością sprawdziłoby się na poszczególnych liniach, ale czy tak działoby się w szerszej perspektywie?Jak widać, ten sam margines opóźnień stworzył zgubny precedens na często odmiennych trasach.