iosellin pisze:Komunizm tez nie byl zly w zamysle
Komunizm był zły u samych fundamentów. To zło polegało na uzurpowaniu sobie prawa do zbudowania nowego ładu, raju na ziemi, raju bez Boga. Poniósł druzgocącą klęskę, ponieważ rozdźwięk między głoszonymi tezami a ich praktyczną realizacją był ogromny. Do tego komunizm przegrał także ekonomicznie, choć chciał w tej właśnie dziedzinie odnieść największe zwycięstwo. Podział dóbr był równie niesprawiedliwy, jak wcześniej, tylko że niewydolna gospodarka tychże dóbr mogła wyprodukować mniej.
iosellin pisze:Bo to chrzescijanstwo nie jest takie piekne i niewinne, jak sie ludziom wpaja
Kto wpaja? Chrześcijanie o sobie mówią, że są wspólnotą grzeszników, którzy pragną się nawracać. Nie dziwi mnie jednak sposób, w jaki próbujesz chrześcijaństwo skompromitować. Najłatwiej jest pokazać grupę ludzi w fałszywym świetle, żeby ich skompromitować. Ale do niektórych wyssanych z palca rzeczy się zaraz odniosę.
iosellin pisze:w zasadzie wyznawanie religii badz jej niewyznawanie nie ma wiekszego wplywu na to, czy sie jest sie dobrym czy zlym
Bardzo ciekawa teza. Przyrównana moralność np. ateisty-marksisty, chrześcijanina, muzułmanina, buddysty i satanisty. Gdyby tak było, nauki takie jak filozofia czy etyka nie miałyby żadnej racji bytu, skoro nie mogłyby formować żadnych pozytywnych (obojętnie, co pod tym rozumieć) postaw.
iosellin pisze:nie widze najmniejszych powodow, dla ktorych wyznawca czegokolwiek mialby prawo uzurpowac sobie monopol na decydowanie co jest dobre a co nie
W tym świetle również Ty nie masz prawa do podejmowania decyzji w oparciu o własne sumienie. Czysty frazes.
iosellin pisze:Jakkolwiek, z przyczyn dosc naturalnych, nie tlumaczenie sobie swiata za pomoca Boga (a przynajmniej nie takiego, jakim ukazuje go KK), poszerza horyzonty myslowe i nie ogranicza scisle religijnymi nakazami/zakazami
Wytłumacz mi, co to znaczy "przyczyny dość naturalne"? Wiara w Boga nie zamyka drogi do poznawania świata i studiowania rozmaitych nauk. Weźmy np. takiego Kopernika - o zgrozo, on był duchownym katolickim!!! Albo Staszic (tak, Fikandrze, mieliśmy księdza za patrona szkoły) lub Kołłątaj. Można dalej wymieniać.
A może jednak nie o horyzonty wiedzy i mądrości tu chodzi, tylko o samostanowienie o dobru i złu. Tutaj faktycznie odrzucenie, a najlepiej wykpienie religii pozwala na tyle "wygimnastykować" sumienie, by przepuszczało bądź odrzucało to, co myśmy sami uznali za dobre bądź złe, bo zwykle nam tak jest wygodnie.
iosellin pisze:powodujacymi czesto rozdarcie psychiczne
Rozdarcie psychiczne pojawia się dopiero, kiedy ktoś wyznaje pewne zasady moralne (niekoniecznie związane z religią), ale się do nich konsekwentnie nie stosuje. Ucieczką z tego stanu hipokryzji jest bądź zmiana postępowania, bądź zmiana światopoglądu (tzn. zracjonalizowanie tego, co wcześniej mogło nam się jawić jako złe). Inaczej wyrzuty sumienia nie dadzą spokoju. Dlatego np. osoba regularnie uprawiająca seks poza małżeństwem po pewnym czasie sama odcina się od kościoła.
iosellin pisze:czekacie z seksem do slubu? stosujecie antykoncepcje? onanizm was nie dotyczy?
Powyższe sprawy prawdopodobnie dotyczą zdecydowanej większości ludzi chodzących do kościoła, jako że są to sprawy bardzo ludzkie. Ale jest fundamentalna różnica między grzesznikiem, który okazjonalnie upada i powraca do Boga a osoba, która (choć niejednokrotnie wie że źle robi) robi takie rzeczy konsekwentnie i swojego postępowania nie chce zmienić. Ktoś taki, owszem, będzie się gorszył, że mu się jego postępowanie wypomina. I z KK odejdzie, określając się zwykle jako tzw. "wierzący-niepraktykujący".
iosellin pisze:W ogole religia chrzescijanska jest strasznie ponura i niejako "nawolujaca do apoteozy cierpienia".
Widocznie chodziliśmy do innego kościoła. Czuję się zobowiązany te informacje zdementować.
Religia chrześcijańska nie jest ponura, ale radosna. Jak człowiek ma się nie cieszyć wiedząc, że jest przez Boga bezwarunkowo kochany i akceptowany oraz że ma przygotowane miejsce w niebie. Nie ma też żadnej apoteozy cierpienia, które jest uznawane po prostu za coś złego. Jeżeli mówisz o cierpiącym Bogu na krzyżu, to z tego aspektu nauki chrześcijańskiej wypływa radosna nowina, że Jezus dał się zabić, abyśmy my żyli. Chrześcijanie nie są masochostami!
Jeżeli zaś mówisz o tym, że w chrześcijaństwie wspomina się cierpienia, które spotykają w życiu człowieka, to robi się to, aby ludziom pomóc. Cierpienie każdy ma, ale świat się tego wstydzi, bo się cierpienia boi. Współczesny świat unika mówienia o cierpieniu i śmierci, bo się ich zwyczajnie panicznie lęka. Człowiek, który cierpi doznaje odrzucenia przez świat, np. staruszkowie, którym proponuje się eutanazję. KK pomaga ludziom ich cierpienie przezwyciężyć (nawet stanąć w obliczu śmierci), pociesza ich, ale to z apoteozą samego faktu cierpienia nie ma nic wspólnego.