MichalJ pisze:Matura ma sprawdzać wiedzę po N latach nauki, a nie to, co uczniowie wkuli przez ostatnie 2 miesiące. Zwłaszcza matematyki tak się nauczyć nie da.
Nauczyć się nie da, ale da się podciągnąć na tyle, żeby ją zdać (bo mimo wszystko optymistycznie zakładam rozkład zbliżony do przesuniętej
krzywej Gaussa ). Zwłaszcza podstawową, biorąc pod uwagę, że nie są tam wymagane większe umiejętności niż przepisanie i użycie wzoru z karty.
Wolfchen pisze:w Polsce są problemy z kształceniem z przedmiotów ścisłych, bo nauczyciele nie potrafią prowadzić zajęć.
W wielu wypadkach tak jest. Z drugiej strony, miałem w liceum fizyka pasjonata. Dzięki niemu zdałem fizykę rozszerzoną na 85% (dziś pewnie może byłaby połowa tego

). Po drugiej stronie była matematyczka typu "ja tu tylko wymagam". Fakt, na zajęciach miałem tylko 3, ale za to maturę na 86% (podst. 98% bez sprawdzania) czyli z grubsza porównywalnie.
Z obu przedmiotów poświęciłem przy tym mniej więcej tyle czasu na naukę: od ferii do połowy kwietnia. Więc to nie jest tak, że do matury uczy się nie wiadomo ile czasu, żeby w ogóle zdać. Jeśli ktoś nie zdał matury z początku marca nie znaczy, że nie zda tej właściwej. Ja z tego co pamiętam poprawiłem swoje wyniki o 21% (matematyka) i 15% (fizyka).