Chyba nie ma co dyskutować, bo się nie przekonamy. Prośba tylko o więcej wyobraźni. Tak jak Tramwaje Warszawskie mają pewne koszty i muszą np. zapłacić motorniczym, nadzorowi ruchu, pracownikom zajezdni, tak też koszty mają redakcje. Onet też. Do czytelnika należy wybór, gdzie klika. Czy w Onecie jest dział warszawski i 19 działów lokalnych? Owszem pojawiają się tam informacje ze stolicy, często widzę, że dwa-trzy dni po moich tekstach, a są portale, które bez żenady przeklejają informacje od razu. Można oczywiście klikać tam za darmo. Tylko prędzej czy później klikanie się skończy, bo nie będą mieli od kogo kraść artykułów, albo sami będą musieli rozbudować swoje redakcje. A to już kosztuje.Szeregowy_Równoległy pisze:Tak, to całkiem sporo jak na jednorazowy wydatek. Szczególnie, że naprawdę ciekawych treści jest relatywnie mało.osa pisze: 178 zł za 366 dni (49 gr dziennie). Czy to dużo?Jeszcze żeby to były jakieś unikalne materiały. Za "Duży format" chętnie zapłacę. Za dodatek sportowy chętnie zapłacę. Felietony Steca to mogę prenumerować, niech mi przychodzą mejlem z rana. Ale, cholera żesz jasna, żądanie kasy za artykuły typu "Tak wygląda maska przeciwpyłowa po całym dniu w Krakowie" to leciutka przesada. Albo o zmianach w komunikacji. Przeczytać komunikat na stronie ZTM i napisać po swojemu. No, szacun, to wymaga ogromu pracy. Cud, że w jeden dzień się ktoś wyrobił. Warto za taki wysiłek zapłacić. I, drogi Oso, to nie do końca tak działa, że nie będzie co czytać. Będzie, tylko w innej gazecie. Albo na innym portalu. I, co cię może zdziwi, to nie czytelnikom powinno być przykro, że ktoś w redakcji popełnia błędy. To dziennikarzom, redaktorom i kontrolerom (to ci od ctrl+c i ctrl+v) będzie przykro. I tyskiej korekcie, bo jeden zleceniodawca odpadnie.osa pisze:Dwa, że to ślepa uliczka, bo w końcu tych tekstów do czytania po prostu nie będzie.Płacicie za Onet? Za fejsbuka? Jaja se robisz? Pokaż mi chociaż jeden artykuł, którego przygotowanie wiązałoby się z kosztami większymi niż stałe łącze. Artykuł ze Stołka z tego tygodnia. Zakładam, że koszty dotarcia gdzieś i rozmowy z kimś nie masakrują redakcji? Bo innych kosztów zwyczajnie nie widzę. Może rozmowy telefoniczne macie drogie? No, sorry, ale drogie to jest wysłanie ekipy na drugi koniec świata, a nie pisanie piąty dzień z rzędu, że most się spalił albo opisywanie kolejnej manifestacji rolniczej. Albo, jeszcze lepsze, to o burzeniu budynku TVP. Czytelnik napisał list, przeczytaliśmy, pogadaliśmy (albo mejla wysłaliśmy) do TVP, publikujemy list i odpowiedź rzecznika TVP i jest super. Taki artykuł, sami se wdechę za to powinniście przyznać. Rozumiem, że autor tego cuda też rozwalił budżet redakcji? Macie jeszcze ciepłą wodę?osa pisze:Bez tego niedługo trudno byłoby liczyć na informacje, których przygotowywanie też kosztuje.
Poza wszelką dyskusją jest też kontrolna rola mediów. Kiedy tego brakuje, grożą standardy białoruskie, rosyjskie itp. Kupując gazety czy ambitne treści w internecie (jest już kilka płatnych portali), czytelnicy - obywatele wspierają tę rolę mediów. Mało tego, niektóre państwa (Francja) - to już dyskusyjne - dopłacają do czytelnictwa gazet z budżetu, choć tam jest ono i tak na wyższym poziomie niż w Polsce. Nie ma u nas tradycji czytania, stąd taki opór przed płaceniem za to.
