: 27 sty 2013, 3:35
Pasażer w miejskim autobusie podróżuje każdorazowo przeważnie - powiedzmy - kilka... kilkanaście minut. A co mamy powiedzieć my kierowcy spędzający w takim lub podobnym wozie po 8-10 godzin dziennie gdy np. nie działa ogrzewanie w kabinie - jak to często bywa w jelczykach, czy niektórych 10-tkach... Szyby walą, poręcze trzeszczą , zawieszenie - wrażenie że wóz się rozpada, uszy stają dęba, a po kilku godzinach więdną... O naszym losie nikt się nie rozpisuje.... A dla wielu pasażerów kierowca to element wyposażenia autobusu, taki robocik, który nie wiadomo po co biegnie siusiu jak przyjedzie na kraniec opóźniony (bo korki), tuż po planowanym odjeździe.... (I zaraz pewnie odezwą się głosy "ja przecie płacem za bilet". Spieszę donieść niewiedzącym, że ja też muszę płacić za przejazd jadąc jako pasażer)