Dlaczego?Glonojad pisze:Nie widzę podstaw do takiego twierdzenia,
Czym np. różni się przystanek AWF 02 od AWF 03?
Moderatorzy: Poc Vocem, Wiliam

Ależ skąd. Należy określić w przepisach, jak daleko od słupka jest jeszcze przystanek i najłatwiej zrobić to w metrach - np. "przystanek to obszar o długości 15 metrów przed i za znakiem oznaczającym przystanek oraz szerokości 5 metrów od krawędzi jezdni". To nie jest absurd, tylko precyzyjny przepis. Tak powinno być.person pisze: To już jest sprowadzanie przepisów do poziomu absurdu.
Zakrojone na szeroką skalę próby zrekonstruowania definicji przystanku przez uczestników Forum Prawnego zaowocowało odnalezieniem przepisu art. 13 us.t 7 PoRD:Glonojad pisze:Może, chociaż np. w przypadku przystanków tramwajowych określenie granic peronu nie powinno, w większości przypadków, nastręczać trudności.
Są takie miejsca, gdzie postawienie słupka dokładnie pośrodku przystanku było niemożliwe (pamiętam choćby przystanki na Spisaka, gdzie trzeba się było wpasowywać między bramy i drzewa).bepe pisze:"przystanek to obszar o długości 15 metrów przed i za znakiem oznaczającym przystanek oraz szerokości 5 metrów od krawędzi jezdni"
No to może przyczepić się żółtej linii wyznaczającej krawędź przystanku. I załóżmy 5 metrów w głąb chodnika licząc od tej linii strefa przystanku obowiązuje.Bastian pisze:Są takie miejsca, gdzie postawienie słupka dokładnie pośrodku przystanku było niemożliwe (pamiętam choćby przystanki na Spisaka, gdzie trzeba się było wpasowywać między bramy i drzewa).
Żółta linia nie ma żadnego umocowania prawnego. Ona tak sobie jest bo jest - pełni raczej funkcję pomocniczą. Zresztą - nie na każdym przystanku jest taka linia namalowana/wyłożona. Wpisanie takiej linii do ustawy musiałoby się wiązać ze zrobieniem jej na wszystkich przystankach w całej Polsce, bo inaczej przepis straciłby sens.emyl pisze:No to może przyczepić się żółtej linii wyznaczającej krawędź przystanku.
Skoro zakaz zatrzymywania się może być w taki sposób wyznaczany, to tym bardziej zakaz palenia by mógł.Bastian pisze:Są takie miejsca, gdzie postawienie słupka dokładnie pośrodku przystanku było niemożliwe
ŻW pisze:
Przystanki jak popielniczki
Popielniczki w koszach na śmieci na przystankach są puste, za to wokół wiat leżą stosy niedopałków – to efekt ustawy antynikotynowej. Dlatego ZTM zastanowi się nad przeniesieniem koszy.
Zaostrzone przepisy ustawy antynikotynowej, które weszły w życie w połowie listopada zeszłego roku, przewidują za palenie tytoniu na przystankach komunikacji miejskiej 500-złotowe mandaty. Od tego czasu większość warszawiaków odchodzi „na dymka” trochę dalej, nie zmuszając do wdychania dymu innych podróżnych. Nowe przepisy mają jednak swoje wady.
– Wystarczy spojrzeć, co się dzieje na chodnikach za przystankami i na pobliskich trawnikach – mówi pan Zygmunt Kot z Bemowa. – Są niemal porośnięte niedopałkami.
Problem polega na tym, że kosze z popielniczkami znajdują się na przystankach. Jednak za wejście na ich teren z papierosem grozi kara.
– Gdy mam do wyboru: zapłacić 500 zł za palenie w miejscu niedozwolonym albo 50 zł za zaśmiecanie chodnika, to zdecydowanie wybieram drugą opcję – mówi Robert, nałogowy palacz od 15 lat. – Ale przecież to absurd, że prawo zmusza mnie do wybierania między jednym wykroczeniem a drugim. Czy nie dałoby się przenieść choćby jednego kosza z popielniczką w takie miejsce, gdzie każdy może wyrzucić papierosa i nie musi śmiecić na ulicy?
Brak koszy czy kultury?
Na forach internetowych zdania są podzielone. Jedni twierdzą, że ustawa została wprowadzona po to, by uprzykrzyć życie palaczom i w związku z tym nie powinno się w żaden sposób im pomagać, inni z kolei uważają, że Warszawa, która aspiruje do miana stolicy czystości, nie powinna pozwalać sobie na drugą – po psich odchodach – plagę nieczystości na chodnikach.
Sprawą zainteresowali się warszawscy radni. Marcin Rzońca (SLD) złożył w tej sprawie interpelację. Jak sam twierdzi, problem jest wprawdzie trywialny, ale jednak z całą pewnością może dołączyć do warszawskich absurdów dnia codziennego.
– Nie tylko ja zauważyłem, że niedopałków na chodnikach jest o wiele więcej niż wcześniej – mówi radny. – Nie wiem, czy to brak koszy, czy brak kultury powoduje, że okolice przystanków wyglądają jak popielniczki, ale przecież trzeba próbować zaradzić takiej sytuacji.
Zapytał więc prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz, czy przeniesienie koszy na obrzeża przystanków jest możliwe i jakie byłyby koszty takiej operacji.
Operatorzy koszy
Problem polega na tym, że koszami stojącymi na przystankach komunikacji miejskiej zajmuje się Zarząd Transportu Miejskiego, a tymi poza nimi – Zarząd Oczyszczania Miasta.
– O sprawę trzeba pytać ZTM – mówi rzeczniczka ZOM Iwona Fryczyńska. – My ustawiamy kosze przy przejściach dla pieszych i w głównych ciągach ruchu pieszego w Warszawie.
Decyzję podjąć musi więc ZTM, który mógłby przesunąć kosze tak, by stanęły na granicach przystanków.
– Przyjrzymy się tej sprawie – zapowiada rzecznik zarządu Igor Krajnow.
Czy osoby palące muszą więc nadal wybierać „między dżumą a cholerą”? – Zawsze można zgasić papierosa poza przystankiem, po czym wrzucić go do kosza na śmieci – mówi Agnieszka Kłąb z biura prasowego ratusza.
Zaśmiecone okolice przystanków pokazują jednak, że dla większości palących jest to zbyt skomplikowane. – Nie rozumiem, dlaczego miasto nie miałoby ułatwić nam przestrzegania prawa – zastanawia się Robert Pawlicki. – Jesteśmy przecież takimi samymi podatnikami jak inni. Płacimy nawet więcej, bo większość ceny papierosów to przecież akcyza.
