Strona 10 z 10

: 11 gru 2010, 13:40
autor: person
Glonojad pisze:Nie widzę podstaw do takiego twierdzenia,
Dlaczego?
Czym np. różni się przystanek AWF 02 od AWF 03?

: 11 gru 2010, 13:53
autor: Glonojad
Przeważająca większość przystanków autobusowych jest powiązana z chodnikiem. Nawet wysokością się nie wyróżniają. Przystanki tramwajowe, nawet jeśli sąsiadują z chodnikiem, są z reguły wyniesione. Szukanie na siłę egzotycznych przypadków i/lub wskazywanie przystanków tramwajowych, z których z drugiej strony korzystają autobusy, niewiele zmienia.

: 11 gru 2010, 14:01
autor: person
Rozumiem argumentację. Niemniej - czy na wyniesionym [tramwajowym] przystanku dym papierosowy inaczej będzie się rozprzestrzeniał, niż na "płaskim" [autobusowym]? (Pamiętaj, że jestem z Łodzi, a tam nie wszędzie wsiadasz do tramwaju choćby z chodnika :P)
Nie wydaje mi się, aby ustawa Prawo o ruchu drogowym rozróżniała przystanek tramwajowy od autobusowego w ten sposób.

Uważam, że zbyt dokładne (np. w metrach) określenie strefy "wolnej od papierosów" może prowadzić do absurdów (niestety są tacy, którzy właśnie takiego oznaczenia wymagają). Tylko i wyłącznie o to mi chodzi.

: 11 gru 2010, 14:05
autor: Czotyk
Zdecydowana większość przystanków tramwajowych to wyspy więc sprawa oczywista ale np. KINOWA :arrow: centrum w ogóle nie ma różnicy poziomów z chodikiem ale w pewnej odległości od torów (i równolegle do nich) kostkę przeszywa krawężnik (czy coś). To byłaby dobra granica ale w zimę wszystko zasypane więc trudno byłoby tego przestrzegać :-k

: 11 gru 2010, 15:38
autor: bepe
person pisze: To już jest sprowadzanie przepisów do poziomu absurdu.
Ależ skąd. Należy określić w przepisach, jak daleko od słupka jest jeszcze przystanek i najłatwiej zrobić to w metrach - np. "przystanek to obszar o długości 15 metrów przed i za znakiem oznaczającym przystanek oraz szerokości 5 metrów od krawędzi jezdni". To nie jest absurd, tylko precyzyjny przepis. Tak powinno być.
Glonojad pisze:Może, chociaż np. w przypadku przystanków tramwajowych określenie granic peronu nie powinno, w większości przypadków, nastręczać trudności.
Zakrojone na szeroką skalę próby zrekonstruowania definicji przystanku przez uczestników Forum Prawnego zaowocowało odnalezieniem przepisu art. 13 us.t 7 PoRD:
7. Jeżeli wysepka dla pasażerów na przystanku komunikacji publicznej łączy się z przejściem dla pieszych, przechodzenie do i z przystanku jest dozwolone tylko po tym przejściu.

A zatem - wysepka znajduje się NA przystanku, w związku z czym obowiązuje na niej zakaz palenia. Dalej jednak nie rozstrzyga nam to najważniejszej kwestii, czyli zasięgu przystanku połączonego z chodnikiem.

: 12 gru 2010, 22:23
autor: Bastian
bepe pisze:"przystanek to obszar o długości 15 metrów przed i za znakiem oznaczającym przystanek oraz szerokości 5 metrów od krawędzi jezdni"
Są takie miejsca, gdzie postawienie słupka dokładnie pośrodku przystanku było niemożliwe (pamiętam choćby przystanki na Spisaka, gdzie trzeba się było wpasowywać między bramy i drzewa).

: 12 gru 2010, 22:26
autor: Emyl
Bastian pisze:Są takie miejsca, gdzie postawienie słupka dokładnie pośrodku przystanku było niemożliwe (pamiętam choćby przystanki na Spisaka, gdzie trzeba się było wpasowywać między bramy i drzewa).
No to może przyczepić się żółtej linii wyznaczającej krawędź przystanku. I załóżmy 5 metrów w głąb chodnika licząc od tej linii strefa przystanku obowiązuje.

: 12 gru 2010, 22:35
autor: bepe
emyl pisze:No to może przyczepić się żółtej linii wyznaczającej krawędź przystanku.
Żółta linia nie ma żadnego umocowania prawnego. Ona tak sobie jest bo jest - pełni raczej funkcję pomocniczą. Zresztą - nie na każdym przystanku jest taka linia namalowana/wyłożona. Wpisanie takiej linii do ustawy musiałoby się wiązać ze zrobieniem jej na wszystkich przystankach w całej Polsce, bo inaczej przepis straciłby sens.
Bastian pisze:Są takie miejsca, gdzie postawienie słupka dokładnie pośrodku przystanku było niemożliwe
Skoro zakaz zatrzymywania się może być w taki sposób wyznaczany, to tym bardziej zakaz palenia by mógł.

: 13 gru 2010, 0:03
autor: Glonojad
A co z tzw. "grzebieniem"?

: 13 gru 2010, 22:05
autor: bepe
Ale co z "grzebieniem" (chodzi o tę łamaną zwyczajną otwartą, którą oznacza się przystanek?)? Co do zakazu zatrzymywania - w art. 49 ust. 1 pkt 9 jest zakaz zatrzymywania pojazdu:'
9) w odległości mniejszej niż 15 m od słupka lub tablicy oznaczającej przystanek, a na przystanku z zatoką - na całej jej długości;

Natomiast w par. 90 ust. 1 rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych napisano:
§ 90. 1. Znak P-17 "linia przystankowa" wyznacza na jezdni miejsce przystanku pojazdów określonych w § 51 i oznacza, że zakaz zatrzymywania się innych pojazdów na przystanku obowiązuje na całej długości linii.

: 16 gru 2010, 0:32
autor: Bernard

: 11 mar 2011, 21:26
autor: Bywalec
Przystanki jak popielniczki
ŻW pisze:Obrazek
Przystanki jak popielniczki

Popielniczki w koszach na śmieci na przystankach są puste, za to wokół wiat leżą stosy niedopałków – to efekt ustawy antynikotynowej. Dlatego ZTM zastanowi się nad przeniesieniem koszy.


Zaostrzone przepisy ustawy antynikotynowej, które weszły w życie w połowie listopada zeszłego roku, przewidują za palenie tytoniu na przystankach komunikacji miejskiej 500-złotowe mandaty. Od tego czasu większość warszawiaków odchodzi „na dymka” trochę dalej, nie zmuszając do wdychania dymu innych podróżnych. Nowe przepisy mają jednak swoje wady.

– Wystarczy spojrzeć, co się dzieje na chodnikach za przystankami i na pobliskich trawnikach – mówi pan Zygmunt Kot z Bemowa. – Są niemal porośnięte niedopałkami.
Problem polega na tym, że kosze z popielniczkami znajdują się na przystankach. Jednak za wejście na ich teren z papierosem grozi kara.

– Gdy mam do wyboru: zapłacić 500 zł za palenie w miejscu niedozwolonym albo 50 zł za zaśmiecanie chodnika, to zdecydowanie wybieram drugą opcję – mówi Robert, nałogowy palacz od 15 lat. – Ale przecież to absurd, że prawo zmusza mnie do wybierania między jednym wykroczeniem a drugim. Czy nie dałoby się przenieść choćby jednego kosza z popielniczką w takie miejsce, gdzie każdy może wyrzucić papierosa i nie musi śmiecić na ulicy?

Brak koszy czy kultury?

Na forach internetowych zdania są podzielone. Jedni twierdzą, że ustawa została wprowadzona po to, by uprzykrzyć życie palaczom i w związku z tym nie powinno się w żaden sposób im pomagać, inni z kolei uważają, że Warszawa, która aspiruje do miana stolicy czystości, nie powinna pozwalać sobie na drugą – po psich odchodach – plagę nieczystości na chodnikach.

Sprawą zainteresowali się warszawscy radni. Marcin Rzońca (SLD) złożył w tej sprawie interpelację. Jak sam twierdzi, problem jest wprawdzie trywialny, ale jednak z całą pewnością może dołączyć do warszawskich absurdów dnia codziennego.
– Nie tylko ja zauważyłem, że niedopałków na chodnikach jest o wiele więcej niż wcześniej – mówi radny. – Nie wiem, czy to brak koszy, czy brak kultury powoduje, że okolice przystanków wyglądają jak popielniczki, ale przecież trzeba próbować zaradzić takiej sytuacji.

Zapytał więc prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz, czy przeniesienie koszy na obrzeża przystanków jest możliwe i jakie byłyby koszty takiej operacji.

Operatorzy koszy

Problem polega na tym, że koszami stojącymi na przystankach komunikacji miejskiej zajmuje się Zarząd Transportu Miejskiego, a tymi poza nimi – Zarząd Oczyszczania Miasta.
– O sprawę trzeba pytać ZTM – mówi rzeczniczka ZOM Iwona Fryczyńska. – My ustawiamy kosze przy przejściach dla pieszych i w głównych ciągach ruchu pieszego w Warszawie.
Decyzję podjąć musi więc ZTM, który mógłby przesunąć kosze tak, by stanęły na granicach przystanków.

– Przyjrzymy się tej sprawie – zapowiada rzecznik zarządu Igor Krajnow.
Czy osoby palące muszą więc nadal wybierać „między dżumą a cholerą”? – Zawsze można zgasić papierosa poza przystankiem, po czym wrzucić go do kosza na śmieci – mówi Agnieszka Kłąb z biura prasowego ratusza.

Zaśmiecone okolice przystanków pokazują jednak, że dla większości palących jest to zbyt skomplikowane. – Nie rozumiem, dlaczego miasto nie miałoby ułatwić nam przestrzegania prawa – zastanawia się Robert Pawlicki. – Jesteśmy przecież takimi samymi podatnikami jak inni. Płacimy nawet więcej, bo większość ceny papierosów to przecież akcyza.