Problem leży w innym punkcie. Królowie szos, widząc, że kolejka na którymś pasie ruchu jedzie o metr na godzinę szybciej niż kolejka, którą aktualnie zajmują, starają się przeskakiwać na ten "jadący szybciej" pas. Takie zachowanie potęguje jeszcze bardziej zator gdyż:MANiek pisze:N[...]a w tym czasie te szybkie i sprytne osobówki,chcą się jeszcze przeciskać.Dlatego kierowcy autobusów hamując gwałtownie klną pod nosem.Ostatnio im większe korki tym bardziej daje się to zauważyć.
1. przy wykonaniu manewru najczęściej wymuszają pierwszeństwo,
2. nie ma dostatecznie długiego odcinka drogi (w porównaniu do ich umiejętności nabytych), aby zdążyli zabrać dupę swojego mobilu z pasa, który dotychczas zajmowali.
Tymczasem pas, który zajmowali potrafi się bardzo ładnie przesunąć o kilka pozycji do przodu i wykorzystują to inni kombinatorzy. Taki jest ten dziwny mechanizm walki o lepszą pozycję.
Innym zagadnieniem jest bardzo powszechny wlot na środek skrzyżowania, mimo, że z daleka widać, że i tak ów człowieczek nie jest w stanie z niego zjechać. Co się dzieje - łatwo przewidzieć - blokują się wloty poprzeczne.
Osobiście: W takim mega-korku, jak i w każdym innym zatorze, najważniejszy jest umiar. Trzeba wypośrodkować sobie takie wartości jak życie własne i osób przewożonych oraz życie tego barana, który właśnie skorzystał z okazji, że między tobą a poprzednim wozem zrobił się metr przerwy... Najlepiej podchodzić do tego z rezerwą. Pasażerów i tak ta jedna minuta nie zbawi. Mnie - tym bardziej - mówi się, że "do fajrantu się wyrówna". A ów baran - niech jedzie i będzie mu to na zdrowie.
A temat ostrego hamowania i podjeżdżania pod sam zderzak już dawno schowałem głęboko do kieszeni. Wystarczy mokra nawierzchnia lub marznący opad i już pana/panią z osobówki będą musieli zeskrobywać z mojego zderzaka.