Przede wszystkim to była kwestia oznaczeń. Od małego lubiłem liczby, a każda liczba w przypadku tramwajowym i autobusowym oznaczała inną trasę - stąd stosunkowo szybko zacząłem się orientować w trasach. Jako przedszkolak jednym z ulubionych żartów było wkręcanie matki na pl. Konstytucji, że 180bis nam pasuje do domu (mieszkaliśmy przy Nowolipkach, gdzie dojeżdżało wtedy 111, 112 i 180). Dodatkową "premią" było zaliczenia zakręconego (i bardzo dla przedszkolaka przez to atrakcyjnego) wjazdu na poziom -1 pętli przy Dworcu Centralnym.
Plany Warszawy jak najbardziej też studiowałem, co zaowocowało ich późniejszym raczej marnym stanem technicznym (w wieku wczesnoszkolnym jeszcze je "aktualizowałem"). W późniejszym czasie kupiłem inne egzemplarze tych wydań, ale te stare pomazane też zachowałem na pamiątkę (jakoś ciężko mi się było z nimi rozstać

).
W szkole podstawowej miałem też kolegę, z którym zwiedzaliśmy pętle tramwajowe (wybieraliśmy sobie którąś linię i jechaliśmy do końca trasy), jeśli było mniej czasu to najczęściej wsiadaliśmy w trójwagonową "czwórkę" (oczywiście na koniec ostatniego wagonu) i jechaliśmy do pętli na Stalowej.
Rysowanie schematów też przechodziłem, a dokładnie w formie szkicowego planu Warszawy z naniesioną komunikacją miejską. Plan był stale aktualizowany (przy pomocy głównie naklejanych małych białych fragmentów papieru samoprzylepnego). W ciągu całej swojej "kariery" zrobiłem dwa "wydania" - jedno ok. 1991 r., drugie - ok. 1993 r.:
Później zaczęły się regularne spacery w rejon Śródmieścia w celu wynotowywania wszystkich linii prywatnych (czy się jakaś nowa pojawiła, ewentualnie, czy z jakąś nową trasą) - bądź to z nielicznych rozkładów przystankowych, bądź to po prostu obserwując autobusy. Nie ukrywam, że bardzo się takie notatki później przydały przy kompletowaniu danych do Trasbusa.
A ze środowiskiem to zacząłem mieć jakikolwiek kontakt już po rozpoczęciu tworzenia Trasbusa, czyli gdzieś tak ok. 2004 r., jak trafiłem na jakieś zebranie KMKMu. Wrażenia miałem raczej średnie (pogadanka, grupki dyskusyjne "taborowców", czy "biletowców" ("trasowców" było bardzo niewielu)), poza tym na tym zebraniu był jakiś nawalony jak szpadel awanturujący się koleś, którego trzeba było wyprowadzić.