blinski pisze:
Jeśli dyskurs ma być poważny, muszą być zasady, najlepiej dążące do ideału. Podobnie - jeśli prowadzimy sklep, idealistycznie zakładamy, że klienci nie kradną, tylko kupują, i w ramach tego ideału robimy wszystko, by się on wypełnił (zakładamy kamery, wynajmujemy ochronę, zakładamy chipy itp.).
Ha, ,,robimy wszystko, by się on wypełnił'' - taka postawa jest niedostępna w wypadku oceniania, czy ktoś czyni dość zła, by nie zasłużyć na tolerowanie. Upieram się, że tu ocena jest w sporym stopniu arbitralna.
Tu chodzi o popieranie konkretnej, agresywnej czy dyskryminującej myśli. A jeśli chodzi o samo medium czy źródło przekazu idei (jak np. partia polityczna) to liczy się nie to, czy jest ono ideałem czy nie, bo ideałów nie ma, tylko w jakim stopniu te negatywne, wrogie myśli przekazuje. Czy np. GW odpuszcza PO, gdy partia ta ma idiotyczne, szkodliwe pomysły? Nie, jedzie po niej jak po łysej kobyle.
Gazeta ma ten luksus, że jedno popiera, drugie gani. Człowiek, który idzie na demonstrację jest niejawnie traktowany jako zwolennik organizatorów, mimo że np. zależy mu tylko na podwyżce płac. Czy nauczyciele są w większości socjalistami? Może i tak, może i nie, ale ZNP jest związany z SLD i już. Czy robotnicy tak kochają PiS? A dopóki Śniadek był prezesem, Solidarność chodziła na pasku Jarka. Wiem, OPZZ też jest... Ale co to za związek - wpływów nie ma.
Ale przecież kto dziś uznaje przemoc fizyczną za jedyną przemoc?
Gdzie coś takiego powiedziałem?
Samo stwierdzenie 'nie warto lubić tych czy owych, bo ogólnie są źli', jest już nakłanianiem do przemocy symbolicznej, do dyskryminacji na którą nie może być zgody. Musi być jasno opisane, jaka cecha danej grupy, która jest charakterystyczna dla większości lub każdego członka z osobna może być na tyle szkodliwa dla społeczeństwa, że trzeba się tej grupie przeciwstawić. Inaczej jest to dyskryminacja i na miłość boską, w 2012 to powinno być jasne jak słońce.
Jest jasne. Taka jawna dyskryminacja jest na wymarciu (powiedzmy, że w wykształconych środowiskach).
Nadgorliwości nigdy nie popieram, bo nie opiera się ona na przesłankach racjonalnych. Ale przedstawianie sprawy w rodzaju 'boję się tej tolerancji, bo za chwilę nie będzie można używać słów kojarzących się z dyskryminacją nawet w absurdalny sposób' to tak, jak mówić 'nie dam ci piwa, bo zaraz skończysz z wodą brzozową w rowie'.
A nie jest tak? W Polsce 0,2 promila, na Zachodzi 0,5, nawet gdzieniegdzie 0,8. Bo ponoć u nas dużo piją. Może słuszne jest to 0,2. Tylko że Polak-prawie abstynent może
czuć się dyskryminowany, że traktują go na równi z pijakami i jednego dużego piwa wypić nie może, gdy jest bryką, a Irlandczyk może. Wydaje mi się, że w całej sprawie dyskryminacji i ,,dyskryminacji'' jest dużo więcej ,,czucia'' i zgadywania co kto mu odczuć, a mniej konkretów, niż chcesz przyznać.