Do "ostatniego ataku lewarów" (święto listopadowe 2010) fotografowałem staruśkim Canonem EOS Rebel Digital, kupionym w 2004 roku. Niestety w listopadzie padł autofokus (nie czuł ostrości), a koszt jego naprawy stanowił circa aktualną wartość body. Zakupiłem na początku listopada wspomniane wyżej body Canon EOS 500D. Wychodzę z założenia, że dla mojej totalnej amatorszczyzny funkcje oferowane przez serie dwu, a tym bardziej jednocyfrowe i tak nie byłyby wykorzystywane, nie mówiąc już o ekonomicznym stosunku korzyści do kosztów.
Szkieł, przez 12 lat obcowania z Canonami, mam niemało, jednak są one takie, jak moje pstrykanie - amatorskie

Żadnych "L", żadnych nastu i dziesięciotysięczników.
- kitowy obiektyw canonowski, nawet nie pamiętam jego danych, nigdy tego plastiku nie założyłem na aparat nawet, dostałem go w pakiecie z poprzednim aparatem, kurzy się na półce.
- sigma 35-135 mm f/3.5-4.5 - niezłe szkło o fajnym zakresie ogniskowych i niezłym świetle, dodatkowo z metalowym korpusem oraz wysuwaną ręcznie (nie kręconą!) częścią ruchomą, niestety... szkło obarczone błędem firmware'u, który w wielu sigmowych obiektywach wyszedł, jak się je założyło do cyfrowych body; przy ustawieniu przysłony powyżej pewnej wartości, próba wykonania zdjęcia daje błąd i ze zdjęcia nici. Kurzy się gdzieś na półce.
- tamron 28-200 mm f/3.8-5.6 - kupiony jeszcze za czasów analoga i jeszcze za czasów analoga porzucony. Początkowo dosyć sprawny (tylko ciemny) po czasie stał się paskudną butelką, która niemożebnie rozpływała ostrość na prawym brzegu. Serwis nic nie dał, prócz zaświadczenia o współosiowości soczewek, którym zdjęcia dobrego nie zrobię. Cóż, kurzy się na półce

- canon 24-85 mm f/3.5-4.5 USM, czyli pierwsze bardziej rasowe szkło do aparatu, z szybkim focusowaniem (Ultrasonic Motor). Nie wiem, czemu bardzo rzadko je używałem. Może nieco za ciemne, jak na taki mały zakres zoomowania, niemniej szkło daje fajne miękkie w kolorach fotki. Aktualnie szkło kurzy się na półce

, ale o tym niżej.
- tamron 70-300 mm f/4.0-5.6, czyli długa rura, na której uparcie miesiącami leciałem, obojętnie czy z pociągami (to głównie uprawiam), czy autobusami. W sumie, przy dobrym oświetleniu, jest poprawnie (chociaż bez rewelacji), niemniej wykazuje tendencje do ostrzenia nie w punkcie zadanym (albo raczej nie w odległości zadanej). Czy to jest backfocus, czy frontfocus - nie sprawdzałem. Body tylko do tego szkła też nie zamierzałem kalibrować. Aktualnie szkło jest w plecaku, gotowe do użycia, czasem używane.
- Carl Zeiss 50 mm f/1.8 (gwint) + przejściówka na bagnet canonowski. To szkło to klasyk, ostrzy jak katana samuraja, światło marzenie, prawie w nocy można z ręki strzelać

Dawno temu to na giełdzie kupiłem, ale jakoś bycie zmuszanym do ustawienia się do sceny (a nie wykadrowanie sobie jej zoomem) nie zachęcało do częstego użycia. Wróciłem do tego właśnie, jak mi padł autofocus w listopadzie (pierwszego!) i mogłem lecieć wyłącznie na manualnym ustawieniu ostrości. Żaden zoom raczej nie wchodził w rachubę w takich warunkach, postanowiłem spróbować w leżącym w plecaku (dzięki Bogu!) Zeissie i... zakochałem się w nim niemalże do obecnej chwili (ale o tym za moment). Nie jest to łatwa ogniskowa przy cropie cyfrowym, bo 80 mm, ale okazuje się, że po długich zakresach, złapanie oddechu było potrzebne, bo można było odkryć więcej ciekawego tła (tego wzwyż

. Poza tym przy tych parametrach żadna pogoda nie straszna na robienie fotek, które mają krótkie czasy i piękną głębię. Szkło leci na full manualu, albo na preselekcji przysłony (fizycznie ustawionej i faktycznie obserwowanej przez fotografującego). Obecnie szkło leży w plecaku.
- tamron 28-75 mm f/2.8. Przypadkiem, szukając inspiracji na alledrogo, natrafiłem na stosunkowo niedrogie obiektywy typu zoom ze stałym niskim światłem. Do tej pory żyłem w przekonaniu, że taki obiektyw kosztuje kilka tysięcy, a tyle na hobby wydawać mi się nie chciało. Tymczasem taki nowy obiektyw kupiłem poniżej 1500 PLN (na allegro używki można dostać za 600-800 złotych). Muszę przyznać, że od tygodnia jest to numer jeden. Coś, czego poszukiwałem. Oczywiście nie będę już mógł liczyć ziarenek piasku na oponie długimi ogniskowymi, ale zaoferowany zakres ogniskowej, po przycięciu do cyfry (1.6x) daje już coś porządnego. Przeczytałem test i recenzję obiektywu w internecie, na stronie magazynu fotograficznego i jedynym (naprawdę jedynym!) zarzutem był backfocusing, zaznaczono, iż dotyczący testowanego egzemplarza i do niego ograniczony. Mając możliwość sprawdzenia obiektywu w momencie kupna, wybrałem taki, co do którego nie miałem zastrzeżeń, że będzie ostrzył "za", albo "przed" obiektem. Wybór był dobry. Obecnie to szkło nr 1, przypięte do body. Ostrzy świetnie, a światło ma takie, że niewiele ustępuje stałoogniskowemu Zeissowi.
Tyle o szkłach. Po wielkim zadowoleniu z ostatniego zakupu, myślę o obiektywie typu 50-200 o takim samym - stałym i dużym! - świetle. Na allegro już coś zacząłem wypatrywać
Jak wspomniałem, moje pstrykanie to takie "u cioci na imieninach", więc do chwili, gdy nie zobaczyłem u kuzyna żony, jakie cuda wyprawia się z dedykowanym fleszem, nie myślałem o lampie. Ale naprawdę lepsze imieniny u cioci wychodzą z dobrą lampką, więc to kolejna pozycja na krótkiej liście zakupów.
Przepraszam za długie przynudzanie, ale 12 lat z canonem trudno zmieścić w trzech zdaniach
