Bardzo podobne doświadczenia miałem po wymianie szkolnej z Bretten. Stwierdzili, że przy Krakowie Warszawa to zielona perełka. Bo zamki i rynki są w co drugim mieście, a wolnych przestrzeni to mało gdzie.Kra pisze:W zeszłym tygodniu spacerowałem ze sporą grupką gości (enegetycy) z zagranicy (Madryt, Paryż, Rzym, Praga, Wiedeń, Dortmund, Zurich) i wiecie co dla nich było najładniejsze w mieście. Mnóstwo zieleni w centrum. Naprawdę byli tym zachwyceni, w rozmowie życzyli abyśmy się tego nie pozbyli, nie próbowali zabudować każdego wolnego placu. Podobały im się te wolne przestrzenie, ta możliwość spojrzenia na PKiN (budził oczywiście pytania skąd takie coś w Warszawie). Śmiali się z KDT, zaciekawiły pawilony Dw.Śródmieście, bryła Centralnego (no tu byłem zdziwiony), Rotunda, Teatr Wielki (ale już zaskoczenie budziła "rotunda" na Pl. Piłsudskiego), ogólnie podobała się im możliwość zobaczenia czegoś z oddali. A wysokościowce - cóż podobne są wszędzie.
Uważam, że czasem warto posłuchać. kogoś z boku patrzącego z innej perspektywy na naszą rzeczywistość, gdyż takie spojrzenie bywa inspirujące
I mieli rację. W zeszłe wakacje byłem we Florencji. Tak beznadziejnie wciśniętej w plac latedryl, to jeszcze w życiu nie widziałem. A wszyscy się niby tak nad nią zachwycają.