Z tydzień temu wsiadam z kolegą w S-2 na Powiślu. Kibel.
Siadamy sobie, a właściwie stoimy, w przedziale ,,służbowym''.
Normalni ludzie, nie sztywniaki kamusiowe.
Młody kierownik pociągu i starszy maszynista, jak się potem okazało, facet, który przeszedł do SKM z Cargo, co jest w sumie chyba pospolite.
Na Śródmieściu wsiada jakaś kobieta.
Pyta się, czy dojedzie nim do Zachodniego. Gdy kierownik odpowiada ,,Tak'', ona prosi o wypisanie blankietu ( powiedziała oczywiście biletu).
Facet na to, że to SKM i tu obowiązują bilety ZTM.
Chwilę rozmawiają, machają ręką, tzw. darują jej, by kupowała bilet, bo widząc kibla myślała, że to KM.
Mówi w końcu kobieta, że ona się już nie połapuje w tych spółkach, że nie jest stąd, tylko wraca 100 km w okolice Ciechanowa, a od Dw. Zach. musi jeszcze dojść do pociągu do W-wy Woli.
Jeszcze próbowaliśmy jej wytłumaczyć z kolegą, bo ciekawiła się trochę, żeby wiedzieć, jak to jest u nas w stolicy z kolejami.
I tak to jest z informacją. Kible na SKM są niby fajne, ale mylą ludzi. Informacja jest niedokładna, a nawet wyświetlacze nic nie dają, bo co osobom nie ze stolicy powie znaczek SKM?