Korwinizm łamane przez utopia
Poproszę o konkrety zamiast sloganów. Liberał nie równa się zwolennik Korwina - aczkolwiek Korwin dziwnym trafem ma poparcie większości ekonomistów więc z takimi wycieczkami też bym jednak uważał.
Nie istnieje coś takiego, jeśli najpierw dokładnie nie zakreślisz ram tego kosztu.
Pełen koszty = cena biletu za odcinek który pokonujesz komunikacją.
Poza tym pojechałeś po bandzie z tymi "niech przyjezdny płaci 100%". A może rzecz ująć per saldo? Ja czesem pojadę do Lublina/Krakowa/Gdańska/Szczecina a i płacący podatki w tych miastach przyjadą do Warszawy. Pewnikiem circa about się zgodzi.
Powiedziałem że każdy ma płacić 100% kosztów przejazdu. Tak miejscowy jak i przyjezdny - a jeśli miasto i gminy sąsiedzkie nie będą dopłacać do usług to naturalnie taka właśnie będzie sytuacja - sprawa chyba oczywista...
Natomiast w sytuacji gdy płacisz za przejechany dystans a nie za "sieć" jadąc dwa przystanki zamiast tych 2.80 wydasz np. 60-80 GR i nie płacisz za to że ktoś płacąc np. 2.80 PLN przejeżdża 17 km do centrum Wawy - tak realnie pasożycąc na twój koszt.
Wszak nie o to chodzi, by ZTM finansowało autobus do Lublina/Krakowa/Gdańska/Szczecina
Ale czy ja gdzieś wspomniałem o czymś takim? Więc dlaczego mi to przytaczasz?
Napisałem jedynie że osoby z tych miast jeżdżąc po terenie Warszawy korzystają z usług poniżej ich realnych kosztów - ponieważ budżet miejski - nie myl z państwowym - dopłaca do podróży tych ludzi mimo że oni w żadnym stopniu na ten budżet nie płacą - tu się nie ma o co spierać, to oczywisty fakt.
Uważam za normalne że ktoś kto sobie przyjedzie na wycieczkę czy coś powinien zapłacić za korzystanie z komunikacji tak samo jak ten kto jeździ na co dzień
natomiast omawiana delikatna kwestia tyczy właśnie tego, że taki autobus (lini 7xx) jeździ do tych zŁomianek, Pruszkowa, Legionowa, Bliznych, Izabelina czy gdzie jeszcze. Nieco pomieszałeś dwie kwestie, bo mieszkaniec Lublina w Warszawie (Englishman in New York) to co innego, niż autobus warszawski w zŁomiankach. Nadużycie.
A jaka jest to różnica? Jak dla mnie różnica między mieszkańcem takiego Piaseczna a np. Lublina jest bez różnicy - wkładają pieniądze do lokalnych budżetów nie warszawskiego i tak samo powinni być traktowani - paranoją jest wymagać od gmin lokalnych dopłat gdy gminy odległe nie zapłacą nic - pomimo że ich mieszkańcy będą mogli korzystać z komunikacji w Wawie w tych samych cenach jak osoby lokalne.
Obciążanie ludzi płatnością "pośrednią" - czyt. wyciąganiem kasy z budżetów gmin - w żadnym stopniu nie zmieni sytuacji poza faktem że będzie ładnie wyglądać "medialnie" (ludzie z dalszych miast i tak nie będą przecież płacili - bo się to po prostu nie opłaca) - a gdybyś spojrzał na dane statystyczne Warszawy zauważyłbyś że dodatni przyrost mieszkańców aglomeracji opiera się wyłącznie na imigracji - co z resztą jest zmorą większości metropolii na świecie.
Wszystko pięknie, póki siedzisz na czterech literach w Warszawie. Tylko że znów można zacząć nawzajem kosić się i każdy Łebczanin będzie protestował przeciwko darmowemu korzystaniu ze świeżego powietrza, morskiej wody i uroków krajobrazu przez tych obrzydliwych Warszawiaków, Ślązaków i Krakusów.
No wiesz to akurat argument bez sensu zważywszy na fakt że miejscowości turystyczne od wielu lat mają coś takiego jak "opłaty klimatyczne", jadąc do nich mam pełną świadomość tego że muszę płacić za swój pobyt.
Facet, trącisz utopijnym korwinizmem, z którego każdy zdroworozsądkowy człowiek powinien wyrosnąć pod koniec szkoły średniej, ewentualnie na wczesnych studiach.

Sprawa jest krótka - albo jesteśmy odpowiedzialni i samodzielni albo ych odzimy z założenia że Państwo/Miasto ma dać. Dużo i darmo. Nie ważne ile pożyczy i komu zabierze "bo się należy" i nie patrzymy że prędzej czy później za bilet za "pół darmo dla wszystkich" i tak zapłacimy w podatkach lokalnych - tylko ile bedziemy płacić zważywszy na fakt że ludność aglomeracji migruje poza Warszawę a za nimi usługi?
Jeśli świadomość tego faktu i chęć przeciwdziałania zwiększeniu kosztów miasta jest korwinizmem to czuję się dumny że przyznałeś mi ten tytuł

.
Pod warunkiem, że alternatywą jest pełne pokrycie kosztów (też zewnętrznych) jazdy samochodem... Inaczej mieszkaniec Lublina czy Pruszkowa (w kontekście tematu to znów nadużycie, albo Pruszków i zŁomianki, albo Lublin i Szczecin) przesiądzie się do samochodu.
Przepraszam a czy pełnych nie ponosi? Czy dostaje ktoś taki dopłaty za korzystanie z samochodu? Ubezpieczenie płąci sam, za paliwo płaci sam - włączając w to wszelkie akcyzy, vat, i inne opłaty drogowe - z których i tak połowa ginie w budżecie by trzymać nierentowny system - do tego ewentualne koszty parkowania w Warszawie które zwiększają wpływy do kasy miejskiej - o tym kolego nie zapominajmy.
A jak wszyscy warszawscy mieszkańcy Lublina i Szczecina przesiądą się do auta, to sam dopłacisz, by korzystali z komunikacji, bo sam na tym dostaniesz w de. Kto korwinizmem wojuje, od korwinizmu ginie.
To staliby w korkach... proste, logiczne i jakże "korwinisyczne" - co dodać co ująć?
Kto nie bedzie chciał stać w korkach i tak skorzysta z mas.komu.
Drugą odmienną sprawą jest to że jeśli ktoś jeździ mas.komem tylko z oszczędności to raczej i z samochodu z oszczędności rezygnuje - bo po co utrzymywać coś co na siebie nie zarabia? - chyba po to by płacić po 1000+ PLN rocznie ubezpieczenia - jak dla mnie żadna oszczędność.
Nie dziel włosa na czworo - wiadomo, że Twoim obowiązkiem jest zgłosić właściwy miejscu zamieszkania urząd.
Generalnie ten obowiązek reguluje sprawę PIT-a choć jako że przepisy są dziurawe jak ser szwajcarski to nie sposób wyegzekwować kwot na korzyść Warszawy to raz.
Dwa (chyba nawet ważniejsze jeśli wziąć pod uwagę fakt rozwoju aglomeracji warszawskiej) to fakt że nawet jeśli ktoś rozliczy się z urzędem w takim Brwinowie, Siedlcach, Garwolinie czy Mińsku Mazowieckim to Warszawa z tego zysku mieć nie będzie - inna gmina - pomimo że osobnik dojeżdża do Warszawy do pracy - należy brać pod uwagę że takich sytuacji będzie przybywać - z Mińska do ścisłego centrum Warszawy jedziesz pociągiem niemal tyle samo co z Białołęki a mieszkania są sporo tańsze.
System komunikacyjny w takich aglomeracjach jak Warszawa jest oparty na sieciówkach, system ten się sprawdził i tego raczej zmieniać się nie będzie. System z prywaciarzami nigdy nie sprawdzi się w Warszawie, tu komunikacja będzie musiała być zawsze dotowana,
Człowieku co ty bredzisz?
Jak można powiedzieć że coś się sprawdza gdy ilość nakładów jakie miasto musi wyłożyć z roku na rok rośnie - z moim zdaniem zastraszającą dynamiką wzrostu rok do roku czego przykładem jest choćby informacja z samego ZTM:
Warszawa zwiększa wydatki na funkcjonowanie komunikacji zbiorowej, z ok. 1 mld zł w roku 2004 do 1,9 mld zł w bieżącym roku. W przyszłym roku na ten cel miasto będzie musiało przeznaczyć ponad 2 mld zł! Ceny biletów nie rosną tak szybko, jak koszty funkcjonowania komunikacji co powoduje, że stopień pokrycia kosztów przez wpływy z biletów zmalał z ok. 45 proc. w roku 2004 do ok. 30 proc. w roku 2010.
Może warto wspomnieć że w tym samym czasie podwyższono również ceny biletów?
Powyższa sytuacja daje w uśrednieniu dynamikę wzrostu kosztów na poziomie 20% rocznie... rzeczywiście marzenie każdego mieszkańca
Do tego bierz pod uwagę to że okoliczne gminy coraz mniej chętnie płacą ZTM-owi i zaczynają szukać alternatywy dla tej organizacji - natomiast ZTM z roku na rok życzy sobie coraz więcej.
Moim zdaniem to niezbite dowody na z goła odmienną sytuację, system sieciowy z roku na rok staje się mniej wydolny i chłonie więcej nakładów. Jeszcze ze 2-3 lata i nawet idea "biletu aglomeracyjnego" przestanie spajać system sieciowy (człowieku już dziś projekt jest w 70% deficytowy)- pytanie co wtedy?
Prędzej czy później - raczej prędzej zważywszy na wspomnianą przeze mnie dynamikę wzrostu kosztów i obecne rosnące niezadowolenie - gminy powiedzą ZTM "bujaj się" a Warszawa sama nie udźwignie "sieciowego molocha".
zresztą ta komunikacja coraz bardziej jest w Warszawie promowana i sosowane są coraz większe zachęty do niej, dlatego też i cena biletu również odgrywa tu swoją rolę.
Tyle tylko że za jakieś 2-3 lata cena biletu przez wzgląd na zadłużenie i malejącą wydolność systemu pójdzie sporo w górę a ilość jednorazowych przejazdów będzie malała. Każda kolejna "zachęta" do korzystania z nierentownego systemu powoduje wzrost kosztów jego działania i jeszcze większy poziom jego zadłużenia co skończy się tym co opisałem w poprzednim akapicie.
Bez dotowania znaczna część wybrałaby samochód.
A ja myślę że sytuacja będzie kompletnie inna. System transportu zmieni się kompletnie ale bynajmniej komunikacja miejska na nim nie straci - ubędzie długich podróży (fakt z Białołęki do "Smyka" na Transludzie płacisz ok 4-5 PLN) przybędzie bardzo dużo krótkich przejazdów bo osoba która ma np. 3 przystanki do przejechania nie zapłaci 2.80 tylko np. 70 gr więc będzie wolała podjechać niż "drałować".
Rewolucji zapewne ulegnie również lokalizacja inwestycji i przedsiębiorstw w mieście - ubędzie ich z centrum a przybędzie w "centrach lokalnych" bo wiadomo że nikt do knajpy czy banku nie będzie jechał 10 km.
Jak mówiłem system się zmieni ale komunikacja nie straci - przekształci się.
Wypraszam sobie - ja ZAWSZE posiadam ważny bilet.
Być może ważny ale nie odpowiadający wartości realizowanego przejazdu, a to również ma znaczenie bo żebyś kolego przejechał za 25 gr pół miasta ja muszę dopłacić np. 2 PLN, jest to nieuczciwe wobec np. osoby która "dla oszczędności" jeździ do pracy na rowerze chodzi pieszo - w momencie gdy przy taryfie odcinkowej dojechałaby do pracy za np. 60-70 gr co by go nie bolało a dawało np. 10 min późniejsze wstawanie z łóżka.
W takiej perspektywie jeździsz praktycznie "za darmo" kosztem kogoś.
Przejazd bez biletu to wyłudzenie usługi. I powinno się ich jak najbardziej nękać, aby wyeliminować zjawisko jazdy bez biletu. Ale dopóki jest na to społeczne przyzwolenie, to nic nie poradzisz.
Oczywiście że takie zjawisko jest naganne, jednak w niczym nie oznacza to że Twoja sytuacja jest w porządku bo między wami dwoma rózni się jedynie kwota którą "podbieracie" podatnikowi (gapowicz pełną stawkę za przejazd a ty stawkę za przejazd - 25 gr) - nie śmiem nazwać Ciebie czy kogokolwiek innego złodziejem, pragnę jednak byś zastanowił się czy faktycznie w porządku jest to że wyłudzasz - bo faktycznie coś takiego jest wyłudzeniem - pieniądze np. ode mnie, kumpli ze studiów czy sklepikarzowa który pracuje na podatki z których dopłaca się do twojego biletu - i proszę nie pisz że oni "też mogą" korzystać z mas. komu. bo "móc" a "korzystać" to dwie odmienne sprawy - ja przykładowo dopłacając do mas. komu. korzystam z niego sporadycznie - całe lato jak wspomniałem jeżdżę rowerem a zimą samochodem ze znajomymi urządzamy carpooling (we 4 korzystając z jednego samochodu - jak byś się nie starał mas kom. nie ma ekonomicznego uzasadnienia w tym wypadku) a podatki cały czas płacę.
Zdecydowanie nie - nie jest mi to do niczego potrzebne.
No to czemu narzekasz że nie pamiętasz jak jeździć rowerem

Idąc podobnym tokiem myślenia mi w takim samym stopniu do niczego nie jest potrzebne płacenie za mas. kom.
To nie jest żaden przywilej. W Polsce płacisz stosunkowo wysokie podatki, więc logiczne jest, że coś z tego trzeba mieć. Ot, choćby możliwość tańszego dojazdu do pracy.
01. Płacenie podatków realnie nie jest powodem do jakichkolwiek przywilejów - to obowiązek więc nawet jeśli byś nie otrzymywał nic w zamian podatki płacić powinieneś.
02. Nie mieszaj płacenia podatków Polsce z płaceniem podatków miastu bo to dwie kompletnie różne rzeczy - to co idzie do budżetu Polski to nie idzie do budżetu np. Warszawy tak samo jak budżet Polski nie sponsoruje miast - wyjątkiem jest metro w Warszawie o co Krakowiacy czy Poznanianie mają poniekąd słuszne obiekcje jako że Warszawa była w tym wypadku poniekąd uprzywilejowana w momencie gdy cąly kraj potrzebuje inwestycji.
BTW, im korzystniejsza cena sieciówek, tym więcej pasażerów z nich korzysta.
To czy jest korzystna dla użytkownika to jedno a to ile faktycznie kosztuje innych to drugie i o tym również nie możesz zapominać.
Dla przykładu prezydent miasta wpadłby na pomysł promowania transportu rowerowego i aby zachęcić ludzi do korzystania z riksz chciałby by obłożono Ciebie 15% podatkiem na rzecz dopłaty do "specjalnego upustu" na zakup rowerów dla np. "pracowników biurowych". Uważasz że byłoby to fair w stosunku do Ciebie? Obniżałoby to korki w mieście, rozwijało sport w Warszawie itd.
Nie? Z jakiej paki oni mogą kupić rower Twoim kosztem? No właśnie.
Stary ocknij się twój przywilej kosztuje kogoś innego - w naszym wypadku nawet nie budżet państwowy do którego odprowadzasz podatki "państwowe" ale miejski kasę.
Jasne, już to widzę. Zauważ, że do niektórych osiedli czy miejscowości żadnemu prywaciarzowi nie opłacałoby się dojeżdżać, bo deficytowym jest utrzymywanie trasy do osiedla liczącego np. 200 mieszkańców...
 ](*,)](./images/smilies/eusa_wall.gif)
Zawsze mieszkańcy mogą się zmobilizować i np uprawiać "carpooling" zamówić taryfę, przesiąść się na inny niż kom. mas środek transportu, podejść kawałek pieszo. Nie zapominaj że nawet obecnie w "twoim" gloryfikowanym systemie "sieciowym" masz czarne dziury, ZTM nie "daje rady" i "robi co może" a ludzie sobie radzą.