: 12 wrz 2006, 10:27
A jak wam się podoba termin wyborów (12 listopada)? I w ten sposób cisza wyborcza dla miłościwie nam panujących poszła się pieprzyć... 
Forum warszawskiego transportu publicznego
https://wawkom.waw.pl/
Lepper powiedział, że ta data jest odpowiednia, bo na uroczytstościach patriotycznych będzie się mogła zaprezentować zarówno koalicja, jak i opozycjaDennis pisze:Oni tylko sprytnie, choć cynicznie, wykorzystują bezdenną głupotę naszego społeczeństwaI przyznam się Wam, że jak na to wszystko patrzę, to coraz rzadziej uważam się za patriotę (choć jeszcze o emigracji nie myślałem
).
super, w imieniny moje...Bastian pisze:A jak wam się podoba termin wyborów (12 listopada)?
GW pisze:Bunt dziennikarzy w poznańskim Radiu Merkury
Marcin Kącki, Poznań, ostatnia aktualizacja 2006-09-13 11:20
Pierwszy bunt dziennikarzy w rozgłośni publicznej! Pracownicy poznańskiego Radia Merkury nie chcą polityków koalicji w zarządzie.
Krystyna Mokrosińska z SDP: - W końcu dziennikarze publicznej rozgłośni wzięli sprawy w swoje ręce!
"Nie zgadzamy się, aby publiczne radio miało stać się łupem politycznym jakiejkolwiek partii. I wreszcie - nie zgadzamy się, aby wprowadzano do radia osoby nominowane wyłącznie wedle politycznych parytetów i znajomości. Tworzymy radio publiczne, nie partyjne, które należy do słuchaczy i im ma służyć. I takim radiem chcemy pozostać" - taki protest wysłali wczoraj dziennikarze poznańskiego radia do sejmowej i senackiej komisji środków przekazu i KRRiT, a także do rady nadzorczej swojego radia, w której parytet jest podobny do rozgłośni publicznych w całym kraju: trzech ludzi z PiS i po jednym z Samoobrony oraz LPR.
Poznańska rozgłośnia Radio Merkury ma od paru dni w zarządzie 31-letniego Krzysztofa Musiałka, byłego pracownika magazynu słodyczy i sympatyka LPR. Poparcie do radia dał mu inny zwolennik LPR zasiadający w radzie nadzorczej stacji - na co dzień dyrektor... stajni. Musiałek nie ukrywa swoich ambicji. Jedną z rozmów z pracownikiem radia zaczął tak: - Chcę mieć wpływ na audycje kulturalne i muzyczne.
W kolejce do zarządu czeka jeszcze miejski urzędnik z nadania PiS.
W Merkurym zrobiło się gorąco: w poniedziałek dziennikarze zwołali zebranie całego zespołu. Przyszli nawet dźwiękowcy, technicy i księgowe. Jeden z dziennikarzy: - Decyzja była prawie jednogłośna. Mówimy nie!
Na blisko 100 pracowników pod listem podpisało się 70. Tylko dwoje dziennikarzy odmówiło.
Bartosz Wachowiak, przewodniczący rady nadzorczej Merkurego z nadania PiS: - Najpierw zapozna się z listem cała rada. Na razie nie komentuję.
Jedną z sygnatariuszek listu jest Nina Nowakowska, szefowa działu publicystyki Merkurego. W latach 80. działała ramię w ramię z członkami "Solidarności", w tym z niektórymi dzisiejszymi przywódcami PiS. Była wtedy dziennikarką prasy podziemnej, a dwa lata temu oficjalną obserwatorką wyborów na Ukrainie. - To, co się dzieje w Radiu Merkury, jest powrotem do metod sterowania mediami rodem z PRL - mówi. - W poprzednich latach do rozgłośni również pchali się politycy, ale była koalicja i opozycja. Była równowaga. Byli ludzie, którzy znali się na mediach. Teraz upartyjniony zarząd przeczy idei wolnych mediów.
Krystyna Mokrosińska, szefowa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich: - Dziwię się, że tak późno dziennikarze radiowi wyszli z protestem. Skandalem było już przecież wrzucenie do radia kieleckiego człowieka z Samoobrony, który miał sklep z materiałami budowlanymi.
Zdaniem Mokrosińskiej za radiowcami z Poznania powinny pójść następne stacje: - Bo to jest jeden wielki skandal! Należy z tym skończyć. PiS deklarował, że będzie dbał o niezależność, ale to były tylko słowa. Teraz ze słowami protestu powinni wyjść dziennikarze.
R-11 Kleszczowa pisze:No i pięknie. Oby więcej takich ludzi... najlepiej w telewizji.
swistak336 pisze:Zawisza zmiażdżony u Lisa - nie oglądałeś, przeczytaj.
To była masakra. Posłanka Ostrowska spokojnie i metodycznie ośmieszała każdą kolejną wypowiedź Zawiszy. W szczególności oberwało mu się, gdy próbował na siłę udowodnić, że SKOKi nie wchodzą w skłąd systemu bankowego i wbrew dokumentom udawał, że nie dostał wezwań do sądu w sprawie o pobicie. Publiczność wyła ze śmiechu po każdej wypowiedzi Zwawiszy, a propisowska część widzów milczała jak porażona z martwymi twarzami. W rostrzeliwaniu Zawiszy wyraźnie pomagał Lis, który nie temperował morderczych śmiechów publiczności i sam stawiał niewygodne pytania (np. te o kłopoty sądowe Zawiszy). Lis oprócz pytań wygłaszał także oceny, co od strony obiektywizmu dziennikarskiego nie podobało mi się. Nie uważam, by dziennikarz musiał oceniać gości, choćby robił to trafnie. Masakry posła Zawiszy dopełnił Leszek Balcerowicz w drugiej części programu. Upozowany na polskiego Katona przemawiał silnie i w miarę spokojnie (spokój raczej pozorny, patrząc na gestykulację) broniąc niezależności NBP. Na tle kłótliwych posłów jawił się jak mąż opatrznościowy - choć taki, z klapkami na oczach - ślepy i wierny strażnik pieniądza. Publiczność rozbawiona po występach kabaretowych po minucie zamilkła (w pierwszej minucie były incydenty z niewybrednymi okrzykami przeciw Balcerowiczowi i "dowcipnym" klakierem). Potem były już tylko oklaski dla Balcerowicza.
Masakry posła Zawiszy dopełniło odczytanie wyników sondy SMSowej. 90% głosujących poparła w niej decyzję Balcerowicza o niestawieniu się przed komisją. Tylko co dziesiąty był przeciwnego zdania.
czekoladowy pisze:Oglądając Lisa dotarło do mnie jak wybitnym człowiekiem, politykiem i mężem stanu jest prof. Balcerowicz. Opanowanie, mądrość, wiedza fachowa i zdrowy rozsądek... Niech ci wszyscy którzy pobrali kredyty w dolarach czy frankach dziękują Bogu za takiego człowieka na straży mocnej złotówki a wąsatych kmiotków w postaci posła Zawiszy wysłać do szkoły.
Balcerowicz musi ZOSTAĆ !