Komunikacja dla twardzieli: gorzej niż w metrze w Tokio
Narzekacie, że ciężko jest przedostać się przez zamkniętą Pragę? Na wcześniejszych odcinkach jest jeszcze gorzej. Oto historia podróży z Wołomina opisana przez naszą czytelniczkę.
Paraliż Pragi? Ha, ha. To wierzchołek góry lodowej. Oto krótka historia, jak dojeżdża się do pracy komunikacja miejska z Wołomina - tylko dla twardzieli!!!!!
26.10 godz. 7 - powoli wtacza się pociąg - nie wiem czy jest na czas czy to poprzedni spóźniony. Jeśli jeździsz Kolejami Mazowieckimi cieszysz, jak coś podjeżdża, nie liczysz spóźnień ect.
Stacja Wołomin. Wbijam się do pociągu jest tłoczno (miejsca siedzące to coś w rodzaju biznes class i już brakuje 20 km przed Wołominem), ale jadę tylko 20 min, więc spoko - dam radę.
Kobyłka - na peronie tłum ludzi. Wsiadają, ale jeszcze zawartość tlenu na pasażera jest w granicach „da się przeżyć”.
Ossów - ho ho - kolejna porcja ludzi - robi się ciasno tak że przechodzimy na oddychanie awaryjne, czyli bez głębszych wdechów i wydechów - trzeba miejsce oszczędzać.
Zielonka - na peronie TŁUM - nie wiem kto jest bardziej przerażony: ci w środku że zaraz zginą zgnieceni na śmierć czy ci na zewnątrz, że nie ma siły, nie wsiądą. Łamiąc zasady i prawa fizyki większość się wciska przy akompaniamencie odgłosów przepychanek i jęków rozpaczy. Gdyby ktoś w takim ścisku wiózł zwierzęta, dostałby mandat, ale Koleje Mazowieckie mają licencje na wykańczanie pasażerów, więc spoko - a przed nami jeszcze...
Ząbki. Sytuacja robi się nieciekawa - część ząbkowiczów niestety zostaje na peronie - metro w Tokio mogłoby się od nas uczyć, ale jednak są pewne granice których nawet KM nie są wstanie nas nauczyć pokonywać. Nic to - w uwłaczających warunkach dojeżdżamy do Wileniaka.
Tu ciąg dalszy - MASAKRA na przystanku tramwajowy w stronę centrum - ścisk jak w pociągu i średnio trzeba przepuścić dwa tramwaje - na każdym przystanku tramwaj stoi dłużej, bo kilkakrotnie zamyka drzwi - po prostu ludzie wystają i się nie udaje.
Dziś jest jeszcze gorzej, bo kierowca musi przy "miśkach" interweniować - inaczej nie pojedziemy, bo pół człowieka jest na zewnątrz, ale że musiał przepuścić już dwa pojazdy nie chce dłużej czekać, bo ile można.
Dojazd do Okopowej zajmuje grubo ponad 30 minut. Na Okopowej przesiadka w "1" która jest mniej więcej tak zatłoczona jak busy przy Wileniaku - również część osób się nie zabiera. Następne 10 minut w mega tłoku. I tak oto po 45 minutach hurrrraaaa jestem na Placu Zawiszy - jak fajnie że zlikwidowano bezpośrednie połączenie z Pragi na Zawiszy, ktore jechało ok 25-30 minut - teraz to jest dopiero zabawa! Kocham to miasto! Jest super ekstra!
Czyli w sumie - 20 min pociągiem- dojście do tramwaju czekanie i dojazd do Zawiszy 45min w sumie około 70 min do pracy w warunkach naprawdę okropnych. Jak jakaś kolonia karna. Samochodem niech będzie i 90 minut, ale nie jak bydło, więc nie dziwię się, że ludzie wolą stać w korkach
Aki