A teraz o polityce... (tej krajowej)
Moderator: Szeregowy_Równoległy
- Glonojad
- Dark Lord of The Plonk
- Posty: 26876
- Rejestracja: 13 gru 2005, 23:39
- Lokalizacja: z Ochoty, jak to płaczki
Ci głupcy naprawdę chcą wydać wojnę atomowemu, fundamentalistycznemu Iranowi?!  ](*,)](./images/smilies/eusa_wall.gif)
Wypowiedź ta stanowi moje prywatne zdanie i nie może być cytowana lub analizowana w związku z moją działalnością w jakiekolwiek instytucji z którą mogę lub mogłem współpracować, ani jako stanowisko tej instytucji. Nie wyrażam także zgody na jej przetwarzanie w żadnej formie technicznej ni magicznej.
Czym to ma się różnić?Aligator pisze:odejście od systemu demokracji na rzecz zasad republikańskich.
[ Dodano: |26 Sty 2012|, 2012 18:45 ]
Chociażby Kościół Katolicki - tak by wynikało ze schematu tych poglądówMeWa pisze:Czy to nie ma sprzeczności? Kto albo co miałoby wzmocnić pozycję rodziny z wyraźnym podziałem na role, skoro z drugiej strony państwo ma ingerować jak najmniej w życie rodzinne?
Czy pełzający zamach stanu zostanie odkręcony?
Sądy są na polityków - a nie dla polityków!
Sądy są na polityków - a nie dla polityków!
I tak i nie. Rozwarstwienie fakt jest w Chinach bardzo duże, jednak żeby zachować proporcjonalność należy pamiętać że Chińczycy jako społeczeństwo - a właściwie tych 300 mln klasy średniej, ma dużo większy parytet siły nabywczej niż np. odpowiednik w Polsce - efekt bardzo tanich towarów.A Polacy zarabialiby miskę ryżu dziennie, bo na tym opiera się *potęga* Chin.
Różnica między republiką a demokracją jest że tak powiem mała i ogromnaCzym to ma się różnić?
W demokracji człowiek stoi ponad prawem i je kształtuje. Prawo jest budowane w oparciu o wygodę człowieka - co w efekcie doprowadza do hedonizmu legislacyjnego, rządów rozpuszczonej, nieodpowiedzialnej tłuszczy i koniec końców rozpadu wartości społecznych i paraliżu państwa.
W wypadku republiki jest odwrotnie. Człowiek stoi poniżej prawa, nie ma możliwości go zmieniać i nie może go sobie podporządkować. W swoim postępowaniu polityk musi trzymać się wewnątrz kanonów postępowania. W systemie republikańskim/arystokratycznym prawo i obyczaje są podstawą funkcjonowania i utrzymują ład dzięki któremu społeczeństwo może funkcjonować.
To w sumie jedna z podstawowych różnic (oczywiście mowa tu o faktycznym podziale a nie farsie jaka jest w obecnym świecie).
Czy to nie ma sprzeczności? Kto albo co miałoby wzmocnić pozycję rodziny z wyraźnym podziałem na role, skoro z drugiej strony państwo ma ingerować jak najmniej w życie rodzinne?
Nie musi nawet KK, oczywiście byłby w tym bardzo pomocny w roli hmmm autorytetu (którym w sumie jak by nie patrzyć jeszcze za PRL-u był choćby za sprawą Wyszyńskiego czy Popiełuszki). Choć i obecnie dobrych duszpasterzy nie brakuje.Chociażby Kościół Katolicki - tak by wynikało ze schematu tych poglądów
Natomiast mogę Ci powiedzieć że rola rodziny bardzo mocno wzmocniłaby się samoczynnie. W sumie od przynajmniej 5 tys. lat rodzina jest podstawową komórką społeczną. To w sumie rodzina jest zawsze tym pierwszym ogniwem wsparcia dla jednostki i swoistym mikroświatem w którym się funkcjonuje (bracia, rodzice, dziadkowie, krewni - pomagają sobie wzajemnie).
Inna struktura która wzmacniałaby rodzinę? Wspólnota lokalna - samorząd, gmina, sąsiedzi, formacje społeczne.
W sumie powiem więcej. Jak ten kryzys który dopiero się na świecie zaczyna naprawdę uderzy, to i tak na nikogo oprócz rodziny, kleru (jak by nie było obecnie w Grecji to cerkiew pomaga ludziom ubogim, nie państwo) i sąsiadów liczyć nie będzie można - państwowej emeryturki nie będzie, zapomogi też się skończą bo nie będzie z czego i kto pomoże?
Anyway.
Mam nadzieję że odpowiedziałem.
"Spóźniony pociąg przyspieszony relacji xyz, przyjedzie z opóźnieniem ok. 25 minut. Opóźnienie może ulec powiększe... zmianie"
- MeWa
- Cukiereczek
- Posty: 24727
- Rejestracja: 14 gru 2005, 21:34
- Lokalizacja: Czachówek Centralny Południowo-Środkowy
Skąd założenie, że ten polityk będzie się tych kanonów trzymał? Innymi słowy: skąd założenie, że polityk / urzędnik będzie kierował się wyższą moralnością niż w innym systemie?Aligator pisze:W wypadku republiki jest odwrotnie. Człowiek stoi poniżej prawa, nie ma możliwości go zmieniać i nie może go sobie podporządkować. W swoim postępowaniu polityk musi trzymać się wewnątrz kanonów postępowania. W systemie republikańskim/arystokratycznym prawo i obyczaje są podstawą funkcjonowania i utrzymują ład dzięki któremu społeczeństwo może funkcjonować.
STACJA METRA "RATUSZ" POWINNA NAZYWAĆ SIĘ "PLAC BANKOWY"
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
Przecież wiadomo, do czego musi doprowadzić taki stan rzeczy - po stronie władzy do gigantycznych nadużyć, po stronie ludu - do rewolucji. Nie ma innej drogi. Podstawowa i niezaprzeczalna zaleta demokracji to rozładowywanie napięć w relacji władza-obywatel. Marzenie o władzy niedemokratycznej tak dobrej, że lud nie będzie chciał jej ściąć, to dziecinada. Sam fakt niemożności stałej negocjacji praw powoduje wrzenie.Aligator pisze: W wypadku republiki jest odwrotnie. Człowiek stoi poniżej prawa, nie ma możliwości go zmieniać i nie może go sobie podporządkować. W swoim postępowaniu polityk musi trzymać się wewnątrz kanonów postępowania. W systemie republikańskim/arystokratycznym prawo i obyczaje są podstawą funkcjonowania i utrzymują ład dzięki któremu społeczeństwo może funkcjonować.
To w sumie jedna z podstawowych różnic (oczywiście mowa tu o faktycznym podziale a nie farsie jaka jest w obecnym świecie).
Nikt nie stoi ponad prawem. Ustalmy: źródłem prawa jest co do zasady parlament, mający być odzwierciedleniem woli ludzi. Zatem hedonizm prawa jest odbiciem hedonizmu społeczeństwa. Czy to słuszna filozofia? Ja jej nie popieram - ale nie podejmuję się narzucania moich poglądów innym.Aligator pisze:W demokracji człowiek stoi ponad prawem i je kształtuje.
Ale jeśli mówimy o demokratycznym państwie prawa - a to ma się na ogół na myśli mówiąc "demokracja", zwłaszcza współczesna i rozwinięta - każdy obywatel też ma przestrzegać prawa.
Republika to ustrój bez monarchy, więc to złe określenie, zwłaszcza że jesteś monarchistą. Parsuję, że chodzi ci o ten twój republikanizm.Aligator pisze:W wypadku republiki jest odwrotnie.
Myślę, że ogólnie mówiąc, świat dzisiejszy zmienia się za szybko, aby można było opierać się na niezmiennym prawie. Więc ktoś jakoś musiałby to prawo zmieniać. Kto i jak? Monarcha, KK?
Nie przeczę, że KK autorytetem był, gdyż był przeciwny komunizmowi. Ani że dziś ma licznych dobrych pasterzy (choć istnieją instytucjonalne kontrprzykłady). Ale chyba jednak dziś musi się zająć topniejącymi szeregami swoich owieczek. Poza tym uważam, żeAligator pisze:Nie musi nawet KK, oczywiście byłby w tym bardzo pomocny w roli hmmm autorytetu (którym w sumie jak by nie patrzyć jeszcze za PRL-u był choćby za sprawą Wyszyńskiego czy Popiełuszki)
jest jednak sugestią rozdziału państwa i kościoła.Oddawajcie Bogu, co boskie, a cesarzowi, co cesarskie.
Gdyby co?Aligator pisze:Natomiast mogę Ci powiedzieć że rola rodziny bardzo mocno wzmocniłaby się samoczynnie.
Czy pełzający zamach stanu zostanie odkręcony?
Sądy są na polityków - a nie dla polityków!
Sądy są na polityków - a nie dla polityków!
- MeWa
- Cukiereczek
- Posty: 24727
- Rejestracja: 14 gru 2005, 21:34
- Lokalizacja: Czachówek Centralny Południowo-Środkowy
Zresztą nie mamy do czynienia z pełnym hedonizmem - prawo w końcu nakłada pewne obowiązki.KwZ pisze:Nikt nie stoi ponad prawem. Ustalmy: źródłem prawa jest co do zasady parlament, mający być odzwierciedleniem woli ludzi. Zatem hedonizm prawa jest odbiciem hedonizmu społeczeństwa. Czy to słuszna filozofia? Ja jej nie popieram - ale nie podejmuję się narzucania moich poglądów innym.Aligator pisze:W demokracji człowiek stoi ponad prawem i je kształtuje.
Ale jeśli mówimy o demokratycznym państwie prawa - a to ma się na ogół na myśli mówiąc "demokracja", zwłaszcza współczesna i rozwinięta - każdy obywatel też ma przestrzegać prawa.
[ Dodano: Czw 26 Sty, 2012 ]
W jaki sposób miałoby to przywrócić tradycyjny podział ról w rodzinie?Aligator pisze:Natomiast mogę Ci powiedzieć że rola rodziny bardzo mocno wzmocniłaby się samoczynnie. W sumie od przynajmniej 5 tys. lat rodzina jest podstawową komórką społeczną. To w sumie rodzina jest zawsze tym pierwszym ogniwem wsparcia dla jednostki i swoistym mikroświatem w którym się funkcjonuje (bracia, rodzice, dziadkowie, krewni - pomagają sobie wzajemnie).
Inna struktura która wzmacniałaby rodzinę? Wspólnota lokalna - samorząd, gmina, sąsiedzi, formacje społeczne.
I co rozumiesz przez tradycyjny podział ról oraz dlaczego nietradycyjny jest zły?
STACJA METRA "RATUSZ" POWINNA NAZYWAĆ SIĘ "PLAC BANKOWY"
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
Mnie też to ciekawi. Szczególnie, że czasy, kiedy rodzina naprawdę pełniła rolę podstawowej społecznej komórki nie mając żadnej konkurencji, oraz czasy, kiedy wyklarowało się pojęcia 'tradycyjny podział ról' nigdy się nie spotkały - jako że te pierwsze to feudalizm, gdzie podział ról w rodzinie był czysto praktyczny (każdy robił to, co umiał), ale za to panowało powszechne samozatrudnienie (nie jednostki, lecz gospodarstwa, czyli rodziny), a te drugie to rozbijający istotę rodziny kapitalizm nadchodzący wraz z rewolucją przemysłową, kiedy to zmodyfikowano role w rodzinie, by dostosować je do pracy mężczyzny poza domem.MeWa pisze:W jaki sposób miałoby to przywrócić tradycyjny podział ról w rodzinie?
I co rozumiesz przez tradycyjny podział ról oraz dlaczego nietradycyjny jest zły?
Może Aligatorze wytłumaczyłbyś, co rozumiesz przez "hedonizm prawa"? Bo ja się domyślałem, że chodzi o życie na kredyt i z perspektywą obecnej, góra kolejnej kadencji.MeWa pisze:Zresztą nie mamy do czynienia z pełnym hedonizmem - prawo w końcu nakłada pewne obowiązki.
Ojciec głowa rodziny, kobieta zajmująca się domem, dzieci słuchające rodziców. Nietradycyjny - rodziny niepełne, związki homoseksualne, równouprawnienie w prawach, obowiązkach i funkcjach obojga rodziców (społecznie i prawnie: np. urlop wychowawczy/macierzyński dla ojca). Zły - bo prowadzi do rozpadu rodziny jako podstawowej komórki społecznej. Tak rozumiem Aligatora.MeWa pisze:I co rozumiesz przez tradycyjny podział ról oraz dlaczego nietradycyjny jest zły?
Czy pełzający zamach stanu zostanie odkręcony?
Sądy są na polityków - a nie dla polityków!
Sądy są na polityków - a nie dla polityków!
- MeWa
- Cukiereczek
- Posty: 24727
- Rejestracja: 14 gru 2005, 21:34
- Lokalizacja: Czachówek Centralny Południowo-Środkowy
I co - jak wzmocnisz lokalne społeczności oraz kościół, to homoseksualiści zaczną żyć w związkach heteroseksualnych, a osoby żyjące w rodzinach z problemami, np. przemocą, przestaną się rozwodzić (w myśl zaściankowego myślenia: "co z tego, że cię bije / pije, ale co sąsiedzi powiedzom!")?KwZ pisze:Ojciec głowa rodziny, kobieta zajmująca się domem, dzieci słuchające rodziców. Nietradycyjny - rodziny niepełne, związki homoseksualne, równouprawnienie w prawach, obowiązkach i funkcjach obojga rodziców (społecznie i prawnie: np. urlop wychowawczy/macierzyński dla ojca). Zły - bo prowadzi do rozpadu rodziny jako podstawowej komórki społecznej. Tak rozumiem Aligatora.
No sorry, ale to jest zamiatanie pod dywan albo życie w zakłamaniu.
STACJA METRA "RATUSZ" POWINNA NAZYWAĆ SIĘ "PLAC BANKOWY"
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
Takiej gwarancji nie masz nigdy.Skąd założenie, że ten polityk będzie się tych kanonów trzymał? Innymi słowy: skąd założenie, że polityk / urzędnik będzie kierował się wyższą moralnością niż w innym systemie?
Fiku, ja nie kpię z Twoich poglądów politycznych czy społecznych, proszę abyś i ty nie pokpiewal ze mnie. Tym bardziej że raczej wiele tym nie wniosłeś do wątku (myslę że to modowi nie przystoi).Widziałem ostatnio fajne zdjęcie typowego karlisty.
No cóż. Znam parę przypadków które mogłyby poświadczyć o czymś kompletnie odwrotnym. Pogrzeb troszkę w historii, też je znajdziesz.Marzenie o władzy niedemokratycznej tak dobrej, że lud nie będzie chciał jej ściąć, to dziecinada. Sam fakt niemożności stałej negocjacji praw powoduje wrzenie.
Przecież wiadomo, do czego musi doprowadzić taki stan rzeczy - po stronie władzy do gigantycznych nadużyć, po stronie ludu - do rewolucji.
Jest to zgodne z prawdą.Zatem hedonizm prawa jest odbiciem hedonizmu społeczeństwa. Czy to słuszna filozofia?
Oj nie tylko o życie na kredyt. Ująłbym to trochę ogólniej jako "prawne przerzucanie odpowiedzialności z jednych na inne jednostki" - masz w tym tak zaciąganie kredytów jak i tworzenie przepisów zdejmujących odpowiedzialność z jednostki i przenoszących ją na innych.Może Aligatorze wytłumaczyłbyś, co rozumiesz przez "hedonizm prawa"? Bo ja się domyślałem, że chodzi o życie na kredyt i z perspektywą obecnej, góra kolejnej kadencji.
Widzisz ale nie do końca mi chodzi o sam ten aspekt. W demokratycznym (stricte demokratycznym - rządzonym większościowo - systemie większość może sobie przecież prawo modyfikować dowolnie. Stąd każdy obywatel może przestrzegać prawa - wystarczyłoby wprowadzić anarchię i mamy prawo które przestrzegać będą wszyscy, natomiast do niczego konstruktywnego ono nie doprowadzi.Ale jeśli mówimy o demokratycznym państwie prawa - a to ma się na ogół na myśli mówiąc "demokracja", zwłaszcza współczesna i rozwinięta - każdy obywatel też ma przestrzegać prawa.
Tutaj się mylisz. Nigdzie nie jest powiedziane że republika (rzecz wspólna) nie może być monarchią. Republiki mogą przyjmować najróżniejsze formy sprawowania rządów - demokratyczną, monarchię, oligarchię/arystokrację.Republika to ustrój bez monarchy, więc to złe określenie, zwłaszcza że jesteś monarchistą. Parsuję, że chodzi ci o ten twój republikanizm.
Nawet w naszej historii mialeś monarchię-republikę - I Rzeczpospolita która wokół monarchii skupiała Polaków, Litwinów, Tatarów, Ukraińców, Węgrów, oraz grom wie kogo jeszcze przyjezdnego...
Po prostu prawo powinno być jasne i dotyczyć ważnych spraw - podstaw funkcjonowania społeczeństwa. Detale natomiast powinny być pozostawione ludziom. Wiem że to przeczy zasadzie kodyfikowania wszystkiego którą się u nas obecnie stosuje, jednak w bardzo prosty sposób eliminuje to problemy dotyczące zmian.Myślę, że ogólnie mówiąc, świat dzisiejszy zmienia się za szybko, aby można było opierać się na niezmiennym prawie. Więc ktoś jakoś musiałby to prawo zmieniać. Kto i jak? Monarcha, KK?
To już generalnie pozostawiam klerowi, aczkolwiek uważam że największym problemem nie jest topnienie owieczek lecz to że kler musi się oczyścić i wrócić do podstaw (czyt. do PIUSA X).Ale chyba jednak dziś musi się zająć topniejącymi szeregami swoich owieczek.
Generalnie nie przypominam sobie by nawet w Katolickiej Hiszpanii pańśtwo stanowiło jedność z kościołem. Rozdział państwa od kościoła był w cywilizacji łacińskiej praktycznie zawsze. Watykan posiadał prawo do krytyki monarchów, lecz nie władzy, to bardzo ważne. Od razu mówię, wiem że kogoś zaraz zakorci żeby mi tu nawsadzać o krucjatach albo o inkwizycjach, czy o biskupach ładujących się w politykę, mogę o tym polemizować ale od razu mówię że nie tutaj, bo to nie miejsce i nie w oparciu o rewelacje z internetu, czy książek made in PRL czy "Agora" (jak ktoś chce temat poruszać to zapraszam do któregoś z wątków w którym już z panem Blinskim polemizowałem).jest jednak sugestią rozdziału państwa i kościoła.
W jaki sposób miałoby to przywrócić tradycyjny podział ról w rodzinie?
I co rozumiesz przez tradycyjny podział ról oraz dlaczego nietradycyjny jest zły?
To bardzo hmmm uproszczony schemat.Ojciec głowa rodziny, kobieta zajmująca się domem, dzieci słuchające rodziców. Nietradycyjny - rodziny niepełne, związki homoseksualne, równouprawnienie w prawach, obowiązkach i funkcjach obojga rodziców (społecznie i prawnie: np. urlop wychowawczy/macierzyński dla ojca). Zły - bo prowadzi do rozpadu rodziny jako podstawowej komórki społecznej. Tak rozumiem Aligatora.
Po pierwsze, rodzice którzy zajmują się wychowaniem dzieci - którzy rozwijają dzieci. Po drugie mąż który nie tylko jest głową rodziny, ale myśli o rodzinie a nie siedzi z pilotem przed tv i narzeka na minimalną krajową. Żona która może zająć się domem bądź pomóc mężowi w jego pracy - piszę może bo bynajmniej bym jej na łańcuchu nie chciał trzymać, a praca też na swój sposób rozwija - chodzi raczej o to by żona nie była zmuszona pracować, aby w zamian za to mogła np. poświęcić trochę czasu życiu społecznemu jeśli by wolała to od pracy - bardzo trudne do wykonania w związku z obciążeniem podatkowym.
Raczej w coś takiego bym celował.
Widzisz, ja nie zamierzam ingerować w życie "homosiów" i nie łudzę się że będą hetero, w sumie to pozostawiam im samym. No ale jednocześnie odpowiedzialność za ich przyszłość też pozostawiam na ich barkach.I co - jak wzmocnisz lokalne społeczności oraz kościół, to homoseksualiści zaczną żyć w związkach heteroseksualnych, a osoby żyjące w rodzinach z problemami, np. przemocą, przestaną się rozwodzić (w myśl zaściankowego myślenia: "co z tego, że cię bije / pije, ale co sąsiedzi powiedzom!")?
No sorry, ale to jest zamiatanie pod dywan albo życie w zakłamaniu.
Natomiast co się tyczy przemocy w rodzinie. Przemoc w rodzinie występuje tam gdzie wspólnota sąsiedzka na to pozwala. A przyzwolenie na coś takiego znacznie częściej obserwuję tu gdzie państwo ładuje się z rękoma - bo wszyscy zrzucają z siebie odpowiedzialność.
Powiem Ci że tak jakoś się składa że widziałem już sytuacje gdzie facet obił żonę raz i nigdy więcej... po prostu sąsiad przyszedł i powiedział mu że to ma się nie powtórzyć, bo damskich bokserów nie lubi (przy okazji obił delikwentowi mordę).
Naprawdę MeWa, nie zdajesz sobie sprawy z tego jak wspólnota społeczna potrafi eliminować przemoc domową i inne tego typu sprawy. Ważny jest tylko jeden detal. Wspólnota musi istnieć, jeśli jej nie ma a rolę przejmuje organizm państwowy to nie ma mowy o tym by było lepiej (z resztą o tym przekonali się samo Francuzi w okresie porewolucyjnym gdy musieli zmagać się z przestępczością i masami jednostek pozbawionych więzi i relacji społecznych - efektem stworzyli pojęcie narodu francuskiego by jakkolwiek społeczeństwo funkcjonowało, wcześniej czegoś takiego jak wspólnota narodowa nie było, były gminy i wspólnoty sąsiedzkie...).
"Spóźniony pociąg przyspieszony relacji xyz, przyjedzie z opóźnieniem ok. 25 minut. Opóźnienie może ulec powiększe... zmianie"
- MeWa
- Cukiereczek
- Posty: 24727
- Rejestracja: 14 gru 2005, 21:34
- Lokalizacja: Czachówek Centralny Południowo-Środkowy
Ciekawe poglądy, aczkolwiek wydają mi się nieco utopijnie i nierealne 
Swoją drogą - zaproponowany przez Ciebie model bardziej mi się kojarzy z nowoczesnym związkiem, ukształtowanym na zasadzie pewnej umowy partnerskiej.

Historia też dała dużo bardzo złych przykładów takich jednostek. Co z tego, że są dobre przykłady, skoro równie prawdopodobne jest, że zaistnieje akurat ten zły...
No właśnie nie zdaję sobie sprawy. Być może za dużo naczytałem się o przypadkach, gdzie właśnie "wszyscy wiedzą" w małych społecznościach i udają, że problemu nie ma. A jak jest na wsiach, gdzie przecież wspólnota jest bardzo silna?Aligator pisze:Naprawdę MeWa, nie zdajesz sobie sprawy z tego jak wspólnota społeczna potrafi eliminować przemoc domową i inne tego typu sprawy.
No właśnie - a jak chcesz go zmusić do tego, żeby nie siedział przed telewizorem i nie narzekał na minimalną krajową? Chyba nie mówieniem mu co ma robić i jaką rolę w rodzinie zajmować - bo to właśnie konieczność grania ról, z którymi się nie utoższamiasz, rodzi frustrację.Aligator pisze: Po drugie mąż który nie tylko jest głową rodziny, ale myśli o rodzinie a nie siedzi z pilotem przed tv i narzeka na minimalną krajową.
Swoją drogą - zaproponowany przez Ciebie model bardziej mi się kojarzy z nowoczesnym związkiem, ukształtowanym na zasadzie pewnej umowy partnerskiej.
To pozwól im chociaż na związki partnerskie - będą mogli wziąć przyszłość w swoje ręceAligator pisze:Widzisz, ja nie zamierzam ingerować w życie "homosiów" i nie łudzę się że będą hetero, w sumie to pozostawiam im samym. No ale jednocześnie odpowiedzialność za ich przyszłość też pozostawiam na ich barkach.
Aligator pisze:Takiej gwarancji nie masz nigdy.
To ja już wolę pokraczną demkrację ze zgniłymi kompromisami niż system, w którym istnieje szansa, że ten najważniejszy jednak będzie nieco stukniętyAligator pisze:No cóż. Znam parę przypadków które mogłyby poświadczyć o czymś kompletnie odwrotnym. Pogrzeb troszkę w historii, też je znajdziesz.
STACJA METRA "RATUSZ" POWINNA NAZYWAĆ SIĘ "PLAC BANKOWY"
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
- fik
- Naczelne Chamidło
- Posty: 27747
- Rejestracja: 10 gru 2005, 12:34
- Lokalizacja: so wait for me at niemandswasser
Jedno słowo: Tylawa.MeWa pisze:No właśnie nie zdaję sobie sprawy. Być może za dużo naczytałem się o przypadkach, gdzie właśnie "wszyscy wiedzą" w małych społecznościach i udają, że problemu nie ma. A jak jest na wsiach, gdzie przecież wspólnota jest bardzo silna?Aligator pisze:Naprawdę MeWa, nie zdajesz sobie sprawy z tego jak wspólnota społeczna potrafi eliminować przemoc domową i inne tego typu sprawy.
raz szalem, raz racą kibolskie łajdactwo!
Dlatego są potrzebne mechanizmy kontroli władzy. Jakie proponujesz?Aligator pisze:Takiej gwarancji nie masz nigdy.
Ja znam tylko Watykan - a i to odkąd papież nie ma władzy świeckiej. Podasz inne? Zresztą istnienie przypadków na zasadzie wyjątków niewiele wnosi, musiałbyś wykazać taką tendencję. Moim zdaniem to skazane na porażkę.Aligator pisze:No cóż. Znam parę przypadków które mogłyby poświadczyć o czymś kompletnie odwrotnym.
Dobra, sprawdziłem definicję słownikową i rzeczywiście jest inna od przytoczonej przeze mnie (to skąd ją wziąłem?).Aligator pisze:Tutaj się mylisz.
Brzmi fajnie, powiedziałbym utopijnie. Gdzie postawić granicę tych podstaw? A co, jeśli dojdziemy (albo kolejne pokolenia) do wniosku, że są one źle postawione? Albo że chcielibyśmy w końcu zmienić ustrój?Po prostu prawo powinno być jasne i dotyczyć ważnych spraw - podstaw funkcjonowania społeczeństwa.
Ale ja nie mówię o jedności, tylko o rozdzielnych funkcjach, a przede wszystkim, żeby Kościół nie mieszał się do spraw świeckich (i na odwrót). A w średniowieczu jednak było to nagminne - powiedziałbym, że systemowe (np. cały spór o cezaropapizm vs. papocezaryzm).Aligator pisze:Generalnie nie przypominam sobie by nawet w Katolickiej Hiszpanii pańśtwo stanowiło jedność z kościołem.
Bo jednozdaniowy. Myślę, że podstawowy problem byłby taki, że jeśli kobieta nie pracuje na utrzymanie domu, to ten dom musi utrzymać się z pracy jednego człowieka, a nie dwóch. Mniej pracyTo bardzo hmmm uproszczony schemat.
Popierasz samosądy?! Ja wiem, że Ojciec Chrzestny był autorytetem moralnym, ale jednak to rzadkość!Aligator pisze:(przy okazji obił delikwentowi mordę).
Masz na myśli początek lat 1790. czy kiedy dokładniej?Aligator pisze:Francuzi w okresie porewolucyjnym
[ Dodano: |27 Sty 2012|, 2012 02:03 ]
Bardziej prawdopodobne, obawiam się.MeWa pisze:Co z tego, że są dobre przykłady, skoro równie prawdopodobne jest, że zaistnieje akurat ten zły...
[ Dodano: |27 Sty 2012|, 2012 02:12 ]
Chodzi ci o schizmę tylawską (wiki)?fik pisze:Jedno słowo: Tylawa.
Czy pełzający zamach stanu zostanie odkręcony?
Sądy są na polityków - a nie dla polityków!
Sądy są na polityków - a nie dla polityków!