http://www.mi.gov.pl/2-48203f1e24e2f-1790371.htmMinisterstwo Infrastruktury pisze:Kurs na zawodowego kierowcę autobusu lub trolejbusu kosztował 750 zł. Od kilku miesięcy trzeba zapłacić 10 tys. zł. Ale nawet jak ktoś pieniądze ma, i tak kursu nie zrobi, bo nie ma gdzie.
Zdaniem Bolesława Milewskiego, szefa Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Transportu Drogowego, pracownicy Ministerstwa Infrastruktury pragną dokonać ekonomicznego cudu. - Bo niby jak można namówić młodego człowieka do wydania 10 tys. zł po to, aby jako zawodowy kierowca zarabiał 2 tys. miesięcznie - zastanawia się Milewski. - I którego młodego chłopaka czy dziewczynę z małego miasteczka na taki wydatek stać?
Nie stać z pewnością pani Małgorzaty Nowakowskiej z Gdańska. Jest samotną matką, nie ma pracy. Chciałaby zacząć pracę jako kierowca trolejbusu. Kilka tygodni temu zdała nawet na prawo jazdy kategorii D, co kosztowało 4 tys. zł.
Od zostania zawodowym kierowcą dzieli ją niewiele i bardzo dużo zarazem - czyli kurs na przewóz osób, który w urzędniczej nowomowie określa się "kwalifikacją wstępną". Owa kwalifikacja - jak wspomina pani Małgorzata - jeszcze niedawno była właściwie formalnością. Kosztowała 750 zł, trwała pięć dni i można ją było zrobić w jej regionie, np. w Pomorskim Ośrodku Ruchu Drogowego.
W połowie ubiegłego roku zmieniły się jednak przepisy ustawy o ruchu i transporcie drogowym. Teraz, by zaliczyć kwalifikację, trzeba odbyć 280 godzin zajęć, gdzie przyszły kierowca, siedząc głównie na teoretycznych zajęciach, uczy się m.in., jak prowadzić samochód, żeby zużywał on mniej paliwa, albo jak zapewnić bezpieczeństwo pasażerom.
- Kurs kosztuje 8-10 tys. zł. Przecież to chore. Człowiek chce pracować, a urzędnicy mu to tak utrudniają. - żali się pani Małgorzata.
I prosi na witrynie internetowej "Gazety" bubleprawne.org: "Zróbcie coś, żebym mogła zacząć pracować jako kierowca. Jeśli urzędnicy chcą zmniejszać bezrobocie i sprawić, aby ludzie nie wyjeżdżali z kraju za pracą, to niech robią ustawy dobre i przemyślane, a nie takie jak ta".
Dlaczego kurs jest tak drogi? Wszystko dlatego że Ministerstwo Infrastruktury ustaliło, że ma on trwać najdłużej ze wszystkich państw w Europie. - Apelowaliśmy od samego początku do Ministerstwa Infrastruktury, żeby zamiast 280 godzin kursu, wprowadzić 140, tak jak jest w innych krajach Unii Europejskiej. - twierdzi Milewski. - Kurs kosztowałby wtedy 3-4 tys. To nadal dużo, ale kwota byłaby bardziej do przejścia. Resort nie chciał nas wtedy słuchać.
Problem jednak na tym się nie kończy. - Nawet gdybym miała te pieniądze, to i tak nie mam gdzie kursu zrobić - opowiada pani Małgorzata.
Dlaczego? - Przepisy wykonawcze do ustawy weszły w życie zbyt późno, ośrodki doszkalające nie miały czasu się przygotować - wyjaśnia Milewski.
Po kilku miesiącach od wejścia nowego prawa w życie pierwsze ośrodki dopiero zaczynają organizować kursy. - Efekt jest taki, że cały czas dzwonią do mnie ludzie z PKS-ów i z miejskich przedsiębiorstw komunikacji miejskiej, że ludzi do pracy nie mogą przez to całe zamieszanie znaleźć - twierdzi Milewski, którego zdaniem problem dotyczy tysięcy kierowców w całej Polsce.
- Jeszcze dziś postawię ten temat na prezydium komisji infrastruktury - zapowiada oburzony wiceszef sejmowej komisji infrastruktury poseł Stanisław Żmijan z PO.
Co na to Ministerstwo Infrastruktury? Zapowiada zmianę. Rzecznik Mikołaj Karpiński zapewnia, że jego resort, "wychodząc naprzeciw oczekiwaniom środowiska transportowego", przygotuje możliwość zdobycia kwalifikacji w wersji przyspieszonej już po 140 godzinach. Przepisy mają, według jego zapewnień, wejść w życie "przed 10 września 2009 r.".
A cena kursu? Jak twierdzi Karpiński, ministerstwo nie miało na nią wpływu, bo cena jest "kształtowana przez rynek szkoleniowy".
- Cała sytuacja to klasyczny przykład urzędniczego myślenia. Zamiast minimum formalności, urzędnik wprowadza maksimum. A ty kierowco się martw. I płać. A później płacz - twierdzi Janusz Paczocha, ekspert od reglamentacji zawodów, za rządów Jerzego Buzka sekretarz zespołu ds. odbiurokratyzowania gospodarki.
Według Paczochy przykład z kierowcami jest symptomatyczny. Na początku wprowadza się ograniczenia w dostępie do zawodu - np. odpłatne kursy - a później cały czas te ograniczenia się zaostrza, np. podnosząc cenę.
- Bo zawody zamknięte mają tendencję, żeby w miarę upływu czasu jeszcze bardziej się zamykać - twierdzi Paczocha.
Specjalne zezwolenia urzędników, wpisy do rejestrów lub uprawnienia wydawane przez samorządy zawodowe potrzebne są do pracy już w trzystu, a może nawet i czterystu zawodach w Polsce. W ilu dokładnie? Tego nikt nie wie, bo politycy dawno stracili nad tym kontrolę.
Nowy kurs na przewĂłz osĂłb
Może jednak czas powrócić do meritum:
Moim zdaniem cały sens takiej zmiany tkwi w jednym:
Mniej potencjalnych kandydatów do pracy = wyższe pensje dla obecnych pracowników, bo jest ich tylko ograniczona ilość na rynku.Ministerstwo Infrastruktury pisze:
Według Paczochy przykład z kierowcami jest symptomatyczny. Na początku wprowadza się ograniczenia w dostępie do zawodu - np. odpłatne kursy - a później cały czas te ograniczenia się zaostrza, np. podnosząc cenę.
- Bo zawody zamknięte mają tendencję, żeby w miarę upływu czasu jeszcze bardziej się zamykać - twierdzi Paczocha.
Odwagą nie jest bycie takim jak inni - odwagą jest bycie sobą
- Patryk2222
- Posty: 1088
- Rejestracja: 10 lut 2007, 22:52
- Lokalizacja: Legionowo
Ostatnio byłem u Michalczewskiego i się dowiadywałem o kurs na przewóz osób cena 5900zł do tego 4700 za prawo jazdy, łącznie daje całkiem pokaźną sumkę. Czy ministrowie myślą trochę czy tylko wymyślają różne głupoty aby pokazać że niby coś robią?  ](*,)](./images/smilies/eusa_wall.gif)
A415>>3911>>3916>>3905>>4796>>4938
>>5457>>1804
D2156HM6UT POWER >> http://www.youtube.com/watch?NR=1&v=xyaT6AMVrU0
Ehhh wspomnienia ostatnią jazdą 5202 https://www.youtube.com/watch?v=xdPpMuFIcAg
D2156HM6UT POWER >> http://www.youtube.com/watch?NR=1&v=xyaT6AMVrU0
Ehhh wspomnienia ostatnią jazdą 5202 https://www.youtube.com/watch?v=xdPpMuFIcAg
Zakończę swoje kategorie na B i C...
Ja tylko czekam, aż będą zatrudniali osoby z zagranicznymi kursami prawa jazdy...
BTW. Całkiem legalnie można "zrobić" prawo jazdy na autobusy (jak też na pozostałe pojazdy) na Ukrainie. Potem wystarczy je autoryzować notarialnie i zamienić w urzędzie na polskie prawko. Efekt? Nieprzygotowany kierowca, ale prawo jazdy (wliczając podróż i zakwaterowanie oraz wszystkie formalności) tańsze o conajmniej 30%...
Ja tylko czekam, aż będą zatrudniali osoby z zagranicznymi kursami prawa jazdy...
BTW. Całkiem legalnie można "zrobić" prawo jazdy na autobusy (jak też na pozostałe pojazdy) na Ukrainie. Potem wystarczy je autoryzować notarialnie i zamienić w urzędzie na polskie prawko. Efekt? Nieprzygotowany kierowca, ale prawo jazdy (wliczając podróż i zakwaterowanie oraz wszystkie formalności) tańsze o conajmniej 30%...
S4 | R8 | R90 | RE8 | RE90 || 10 | 11 | 36 || 105 | 136 | 167 | 178 | 184 | 186 | 414 | 523 | N43
Ty to rozumiesz, Ja też, i pewnie jeszcze kilka innych osób. Ale obawiam się, iż dla niezmierzonej masy związkowej, jak i pewnie wielu obecnych kierowców wizja reglamentowania dostępu do zawodu jest wręcz idealnym celem nie tylko jak zachować pewność ich miejsc pracy, ale i na wywalczanie ciągłych podwyżek.Paweł_K pisze:Krótkowzroczne myślenie. Mniej kierowców = mniej możliwych kursów do wykonania => mniej pieniędzy dla przewoźnika => nici z podwyżki...
Odwagą nie jest bycie takim jak inni - odwagą jest bycie sobą
-
jacek
- Zbanowany
- Posty: 2505
- Rejestracja: 14 lip 2006, 10:18
- Lokalizacja: Ten co dostał zakaz pisania, bo pogocika upodlił
Ciekawy wniosekFrencher pisze:Mniej potencjalnych kandydatów do pracy = wyższe pensje dla obecnych pracowników, bo jest ich tylko ograniczona ilość na rynku.
Jest sporo innych przewozników na rynku polskim, których ewentualne, dobre zarobki na rynku warszawskim zachecily by do pracyPaweł_K pisze:Krótkowzroczne myślenie. Mniej kierowców = mniej możliwych kursów do wykonania => mniej pieniędzy dla przewoźnika => nici z podwyżki...
Zaprzeczasz temu, co sam napisaleś wyżejFrencher pisze:Paweł_K napisał/a:
Krótkowzroczne myślenie. Mniej kierowców = mniej możliwych kursów do wykonania => mniej pieniędzy dla przewoźnika => nici z podwyżki...
Ty to rozumiesz, Ja też, i pewnie jeszcze kilka innych osób.
Napewno obawiają się konkurencji w postaci mlodych kierowców, a jednocześnie chcieli by podwyżki, ale raczej powinni sobie zdawać sprawę, że ich czas też minie i muszą być następcy. Tacy związkowcy już bardziej myslą o emeryturze, aniżeli o konkurencji w postaci młodziakowFrencher pisze: Ale obawiam się, iż dla niezmierzonej masy związkowej, jak i pewnie wielu obecnych kierowców wizja reglamentowania dostępu do zawodu jest wręcz idealnym celem nie tylko jak zachować pewność ich miejsc pracy, ale i na wywalczanie ciągłych podwyżek.
W TVN Turbo można obejrzeć program Turbo kamera mówiący o kwalifikacji wstępnej. Program był nagrywany w tym roku w ITS Warszawa
Autor reportażu zastanawia się czy na nową kwalifikację wstępną pieniądze nie są wyrzucane w błoto?
Ja od siebie powiem, że 280 h to przesada! W zasadzie jedyne co na takiej kwalifikacji się przydaje to świetne zajęcia z pierwszej pomocy (medycy z prywatnej firmy świetnie przygotowywali w ITSie do sytuacji zagrożeń życia), jazdy po płytach poślizgowych na Bemowie i może blok tematyczny mówiący o godzinach pracy kierowców. Natomiast zajęcia z odpowiedniego odżywiania czy o narkotykach trochę zbędne
W zasadzie w połowie wyznaczonych godzin (zamiast 280 to w 140) możnaby wszystko to samo przedstawić
Zamiast nudnych godzin spędzonych na czytaniu rozporządzeń i przepisów prawnych lepiej byłoby zajać się chociażby krótkim kursem samoobrony czy gaszeniem palących się pojazdów, pomocą niepełnosprawnym. Tego nie ma, widać zbyt przydatne by później było
Co do egzaminu z kwalifikacji to już jest w ogóle głupota! Zdawalność jest na bardzo niskim poziomie tak i w Warszawie jak i innych miastach Polski (chociaż w ITSie instruktorzy robią co mogą by nieźle przygotować). Ewidentnie pytania tworzą osoby, które w życiu nie miały styczności z prowadzeniem pojazdów typu autobus. Wiele pytań jest nie jest jednoznacznych. Często dwie odpowiedzi pasują i trzeba zastanowić się co autor pytania miał na myśli. Pytania są tajne. Materiałów nikt "z góry" nie udostępnia więc w zasadzie nauka polega na strzelaniu przed egzaminem co może na nim się trafić. Do tego w zależności od humoru komisji niektóre pytania będą uznane albo i nie. Wiadomo jak nie to każda poprawka egzaminu kwalifikacji kolejne 100 zł wyrzucone w błoto. No ale dla naszej władzy to akurat dobre źródło dochodu (niektórzy podchodzą po 8-10 razy do egzaminu kwalifikacji i za każdy płacą).
Dodam, że aby móc zdawać taki egzamin trzeba mieć przy sobie nowe prawo jazdy z kategorią D więc jak ktoś zdaje i uzyskuje kategorię D wyrabia sobie prawo jazdy po czym idzie na egzamin i miesiąc później (po zdaniu kwalifikacji) znowu w wydziale komunikacji wyrabia kolejne prawo jazdy kat.D tym razem już z kwalifikacją
Każde wyrobienie płatne standardowo
Brawa dla tego , który to wymyślił!
To tak pokrótce jakby kogoś interesowało jak wygląda robienie prawka w tej chwili włącznie z kwalifikacją
Ja od siebie powiem, że 280 h to przesada! W zasadzie jedyne co na takiej kwalifikacji się przydaje to świetne zajęcia z pierwszej pomocy (medycy z prywatnej firmy świetnie przygotowywali w ITSie do sytuacji zagrożeń życia), jazdy po płytach poślizgowych na Bemowie i może blok tematyczny mówiący o godzinach pracy kierowców. Natomiast zajęcia z odpowiedniego odżywiania czy o narkotykach trochę zbędne
Co do egzaminu z kwalifikacji to już jest w ogóle głupota! Zdawalność jest na bardzo niskim poziomie tak i w Warszawie jak i innych miastach Polski (chociaż w ITSie instruktorzy robią co mogą by nieźle przygotować). Ewidentnie pytania tworzą osoby, które w życiu nie miały styczności z prowadzeniem pojazdów typu autobus. Wiele pytań jest nie jest jednoznacznych. Często dwie odpowiedzi pasują i trzeba zastanowić się co autor pytania miał na myśli. Pytania są tajne. Materiałów nikt "z góry" nie udostępnia więc w zasadzie nauka polega na strzelaniu przed egzaminem co może na nim się trafić. Do tego w zależności od humoru komisji niektóre pytania będą uznane albo i nie. Wiadomo jak nie to każda poprawka egzaminu kwalifikacji kolejne 100 zł wyrzucone w błoto. No ale dla naszej władzy to akurat dobre źródło dochodu (niektórzy podchodzą po 8-10 razy do egzaminu kwalifikacji i za każdy płacą).
Dodam, że aby móc zdawać taki egzamin trzeba mieć przy sobie nowe prawo jazdy z kategorią D więc jak ktoś zdaje i uzyskuje kategorię D wyrabia sobie prawo jazdy po czym idzie na egzamin i miesiąc później (po zdaniu kwalifikacji) znowu w wydziale komunikacji wyrabia kolejne prawo jazdy kat.D tym razem już z kwalifikacją
To tak pokrótce jakby kogoś interesowało jak wygląda robienie prawka w tej chwili włącznie z kwalifikacją
Tak, będę robić kurs w "L...".
Niewiele napisałem, bo i niewiele wiem o tych kursach. Mądrzejszy będę po, albo chociaż w trakcie.
KW dla C i D jest częściowo wspólne, a część tematów jest oddzielna dla tych kategorii. Ma to znaczenie, jeśli posiadasz kat. C, wtedy zaliczasz tylko KW uzupełniającą na D.
Niewiele napisałem, bo i niewiele wiem o tych kursach. Mądrzejszy będę po, albo chociaż w trakcie.
KW dla C i D jest częściowo wspólne, a część tematów jest oddzielna dla tych kategorii. Ma to znaczenie, jeśli posiadasz kat. C, wtedy zaliczasz tylko KW uzupełniającą na D.