: 12 sty 2007, 1:34
Będziemy mieć most Jacka Kuronia?
Jan Fusiecki2007-01-12, ostatnia aktualizacja 2007-01-11 21:11
Najszybciej można zbudować most na przedłużeniu ul. Krasińskiego. Nazwijmy go imieniem Jacka Kuronia - apelują byli działacze Unii Wolności. Inicjatywa nie wzbudziła entuzjazmu władz Warszawy.
Prezentację inicjatywy zorganizowano wczoraj w żoliborskiej Café Retro. Niedaleko stąd ulica Krasińskiego przechodzić miałaby w przyszły most.
Co z tego, że Jacek był skromny
- Potrzebujemy pilnie dwóch nowych mostów na północy Warszawy. To doskonałe miejsce na budowę nowej przeprawy. Jest planach od 90 lat. Grunty są tu w rękach miasta lub skarbu państwa. Nie trzeba ich kupować. Ten most można zbudować najszybciej i najtaniej - mówił Jan Rutkiewicz, urbanista, były burmistrz Śródmieścia.
Wtórował mu Paweł Piskorski, były prezydent Warszawy z rekomendacji UW, dziś europoseł PO.
- Most Świętokrzyski udało się wybudować szybko, bo nie było kłopotów z wykupem gruntów. Jestem przekonany, że most na przedłużeniu Krasińskiego powstanie prędzej niż most Północny, bo tam podobnie jak na szlaku Trasy Siekierkowskiej są problemy z wykupem działek - mówił Piskorski.
Wychodząc z założenia, że nowy most zostanie zbudowany na Żoliborzu, byli politycy UW znaleźli mu patrona. - Jacek Kuroń nie lubił pomników. Myślę, że budowa użytecznego dla mieszkańców mostu bardzo by mu się spodobała - mówił Andrzej Potocki, były sekretarz generalny UW.
Brat Jacka Andrzej Kuroń przyznał, że jest rozdarty. - Jacek był żoliborzaninem z krwi i kości, nazwanie nowego mostu w tym miejscy to pomysł ładny, ale szumny. A Jacek był skromnym człowiekiem - mówił.
Dylemat Andrzeja Kuronia próbowała rozstrzygnąć Ludwika Wujec, była sekretarz gminy Centrum z rekomendacji UW. - To, że Jacek był skromny, nie oznacza, że nie powinniśmy zrobić rzeczy, dzięki której ludzie będą go zawsze pamiętać. Nie zmieniamy już istniejącej nazwy. Nie fundujemy ludziom zmiany adresu, biegania po urzędach. Nazywamy rzecz użyteczną. Most jest symbolem łączenia, a Jackowi bardzo zależało na tym, aby ludzie dogadywali się i łączyli - mówiła Ludwika Wujec.
Patron bez mostu?
Inicjatorzy nazwania nieistniejącego mostu apelują do władz miasta o szybką realizację inwestycji, a do mieszkańców o podpisy pod ich inicjatywą. Powołali też komitet honorowy, do którego weszli m.in.: Danuta Kuroń (żona Jacka), Maciej Kuroń (syn), Bronisław Geremek, Wojciech Kozak, Jan Kułakowski, Andrzej Olechowski, Janusz Onyszkiewicz, Grażyna Staniszewska, Marcin Święcicki.
Kłopot w tym, że budowa mostu Krasińskiego nie jest przesądzona. W oficjalnych rozmowach nowe władze Warszawy zapewniają, że rozpoczną tę inwestycję, ale w kuluarach przyznają, że jest niepewna.
- Jeszcze żadnej ekipie nie udało się zbudować dwóch mostów jednocześnie, a priorytetem jest teraz budowa mostu Północnego. Ponadto do mostu na przedłużeniu ul. Krasińskiego ma być poprowadzony tramwaj i projekt mogą opóźnić protesty mieszkańców tamtejszych bloków - mówi nam jeden z wysokich urzędników ratusza.
Nazwy placom i ulicom nadaje Rada Warszawy. - Nowe mosty powinny mieć patronaty największych postaci naszej historii. Ale mamy zasadę: od śmierci osoby do jej uhonorowania w ten sposób musi minąć co najmniej pięć lat. Nie możemy więc nic w tej sprawie decydować przed 2009 r. - mówi Wojciech Starzyński, radny PiS.
Inicjatywie ogłoszonej w Café Retro nie przyklasnęli też dominujący w Radzie Warszawy radni PO.
- W tej kadencji samorządu wypada piątą rocznica śmierci Jacka Kuronia. To doskonała okazja, by nadać jego patronat jakiejś ulicy czy skwerowi. Ale jeśli zgodzimy się na most imienia Kuronia, to nadanie jego imienia gdzie indziej stanie się niemożliwe. Najgorsze jest to, że przeprawa na przedłużeniu ul. Krasińskiego może w ogóle nie powstać. Nie ma nic gorszego jak nadanie patronatu jakiemuś projektowi, który może nie doczekać się realizacji - mówi Jarosław Szostakowski, radny PO.
[ Dodano: 2007-01-12, 01:40 ]
Rozszyfrować deszyfrantów - felieton o nowej nazwie ronda
Jarosław Osowski2007-01-11, ostatnia aktualizacja 2007-01-11 21:10
Czym by tu jeszcze połamać warszawiakom języki? Spokojnie, znowu będzie śmieszne rondo
Im bardziej skomplikowana i bizantyjska nazwa, tym lepiej - wiadoma rzecz, stolica. Niedoścignione wzory? Zdecydowanie skwer Siódmego Pułku Piechoty Armii Krajowej "Garłuch". Ile tu sylab! I oczywiście wszyscy warszawiacy wiedzą gdzie to. A już ci z dziada pradziada to na wyrywki.
Idzie nowe. Wczoraj na sesję Rady Warszawy trafiło do zatwierdzenia "rondo Deszyfrantów Enigmy". Miejsce: skrzyżowanie ul. Płaskowickiej i Roentgena na Ursynowie. Dlaczego tu? Bo deszyfranci, czyli trzech matematyków: Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski, przed wojną pracowali niedaleko, w jednostce wojskowej w Pyrach. Tu skonstruowali swoją maszynę deszyfrującą. Dzięki niej potem rozgryźli zagadkę Enigmy, niemieckiej maszyny kodującej depesze, co przesądziło np. o losach bitwy o Anglię.
Jak uczcić ten sukces, Zespół Nazewnictwa Miejskiego zastanawiał się od lat. Upominał się o to m.in. Jan Nowak-Jeziorański. Ale kryptologów było aż trzech, więc sprawiedliwie byłoby przyznać ulicę każdemu z nich. Z niewiadomych powodów pięć lat temu dostał ją - zresztą w Pyrach - tylko Marian Rejewski. Wcześniej co kilka miesięcy w różnych punktach Warszawy odsłaniano kolejne tablice poświęcone ich pamięci.
Oczywiście najłatwiej wpadałoby w ucho "rondo Enigmy", ale to przecież niemiecki wynalazek, więc trzeba dodać jakieś słowo. Jednak wtedy sytuacja od razu się komplikuje i wychodzi taki dziwoląg jak np. z deszyfrantami. Nawet lider PiS w Radzie Warszawy Marek Makuch powiedział wczoraj "Gazecie", że trzeba będzie poszukać "nieco szczęśliwszej nazwy". - Chcemy ją odszyfrować - stwierdził.
Życzę powodzenia! Szczerze. Może spytać najmłodsze pokolenie warszawiaków? Oni podpowiedzieliby pewnie "rondo Hakerów"...