Fikander pisze:Oczywiście bajeczka, w której książę ratuje księżniczkę, żyją długo i szczęśliwie i płodzą całe pokolenia dobrych władców królestwa już heteroseksualną propagandą nie jest?
KAŻDA literatura wciska jakieś treści.
Czy jesteś w stanie mi udowodnić, że klasyczne bajki mają na dzieci zły wpływ? A bajki z bohaterami homoseksualnymi dobry wpływ? Wątpię.
Hieronim pisze:A jeśli ja jako rodzic nie chcę, aby moje dziecko było uczone geometrii analitycznej (bo takie mam przekonania), to co mogę zrobić? Nic. I dobrze. Bo pewna wiedza należy do kanonu wiedzy ogólnej i KAŻDY powinien ją posiąść. Mi wartości głoszone przez kościół absolutnie nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie zgadzam się z nimi w znaczącej większości. Niemniej uważam, że młody człowiek powinien znać wiele dróg życiowych, różne religie i różne poglądy. Szkoła w dniu dzisiejszym tego nie zapewnia.
Formowanie postaw wobec homoseksualizmu NIE NALEŻY do kanonu wiedzy ogólnej! Zresztą temat jest niesłychanie kontrowersyjny nawet z naukowego punktu widzenia. Istnieje uzasadniona obawa, że treści, jakie mają być wprowadzone do programu nauczania, będą kłamliwe. Analogia z geometrią analityczną nie istnieje. W przypadku przytoczonej dziedziny matematyki mamy do czynienia z wiedzą sprawdzoną - wszystkie pojęcia są wyprowadzone z pewnych pojęć pierwotnych, a każde twierdzenie udowodnione w sensie ścisłym (nie spotkałem sie w szkole, by mnie uczono twierdzeń jeszcze nie udowodnionych). W przypadku wiedzy o homoseksualiźmie jest wciąż więcej znaków zapytania niz rzeczy pewnych. O jakim kanonie wiedzy my tutaj więc mówimy? Raczej o zlepku hipotez.
Szamot pisze:No bez przesady... popatrz dookoła siebie (niedaleko) i zastanów sie czy na pewno piszesz prawdę. Bo jeśli pojawiają sie negatywne emocje to zwykle w pełni wzajemne. Bo teoria i katechizm sobie, a życie życiem (z proboszczami i wikarymi pokrzykującymi z ambon na czele)
Nie powiedziałem nigdy, że w KK nie ma osób nieprzygotowanych na spotkanie z homoseksualistami. Wspólnota KK jest wspólnotą grzeszników, w niczym nie lepszych niż geje czy lesbijki. Powinna być otwarta na osoby o orientacji homoseksualnej i zapewniać im poczucie afirmacji, miłości i braterstwa, czego ci ludzie, często w życiu bardzo poranieni, najbardziej potrzebują (jak większość ludzi zresztą).
Szamot pisze:Jakie rzeczy? Że istnieją relacje uczuciowe homoseksualne? A jakim prawem ma sie o tym nie mówić? ŻE któryś z kościołów dzieli miłość na lepszą i gorszą. Ten podział jest sprawą jego wyznawców, a jak nie daj Boże sa homoseksualistami, trudno, niech cierpią - ich wybór. Czemu ma Cierpieć reszta? Bo jak wiesz np ja w tę misję nie wierzę i mam pełne prawo. I to od małego!
Tutaj mylisz pojęcia i bardzo upraszczasz, co do Ciebie niepodobne. Faktu istnienia osób o orientacji homoseksualnej nikt nie zaneguje, bo to w ogóle niemożliwe i niepotrzebne. Podobnie tego, że są ludzie, którzy tworzą związki homoseksualne, także erotyczne (choć ten ostatni temat nie dla małych dzieci).
KK mówi co innego. Ludzie, którzy szukają spełnienia w życiu poprzez zaangażowanie się w taki związek z osobą tej samej płci tego spełnienia nie znajdą. Wiele w tym będzie bólu i cierpienia. KK mówi o tym, choć czasami w zbyt szorstki, może upokarzajacy dla homoseksualistów sposób, ale wierzę że ten ton sie z czasem zupełnie zmieni. Ale o tym mówić musi, chocby miało to wywoływać taki bunt.
KK katolicki proponuje jednak homoseksualistom coś znacznie lepszego, niż oni szukają dla siebie. Akceptacje takimi, jakimi są we wspólnocie tegoż kościoła, gdzie nie ma nikogo sprawiedliwego. Oraz poprowadzenie do Boga, który jest im w stanie zapewnić sto razy więcej miłości i akceptacji niż oni mogą znaleźć w związku z osobą tej samej płci. Wiele jest świadectw homoseksualistów, którzy w kościele odnaleźli spełnienie w swoim życiu. Zbyt wiele, by tę kwestię zanegować.
Szamot pisze:A skąd i co mają wiedzieć? Każdy studiował medycynę endokrynologię i seksuologię? Bo przeciez to punkt wyjścia do zrozumienia omawianego zjawiska, gdyz ono jest bardzo złożone naukowo. A o problemach społecznych homoseksualistow nie wiedzą nic bo nimi (zwykle) nie są. Oświata należy do zadań szkół, a opierac się powinny na podstawie aktualnej wiedzy. Czy sie mylę?
I to stricte wiedzy! Uniezaleznionej od wspomnianiej wcześniej misji, gdyż ta misja jest tylko fragmentem tej wiedzy. Natomiast politycy powinni stać na tego straży. Niezależnie od tego co myślą prywatnie. Z to im płacą i katolicy i muzułmanie, protestenci, żydzi, jak i tacy jak ja. A jeśli ktos z wyznawców omawianej(-nych) misji stawia ją wyzej od aktualnego stanu nauki, jego sprawa. Ale tylko jego, nie moja, ani moich dzieci. I jeśli już ktoś ją uważa za prawdę absolutną, zawsze może wysłać swe dzieci do szkoły wyznaniowej. Przyjma z otwartymi rekami!
Widzisz, ale ta "wiedza" jest bardzo grząska. Wielu ludzi kwestionuje jej podstawy naukowe na drodze naukowej. Po dzień dzisiejszy nie udowodniono niezbicie, że orientacja homoseksualna jest uwarunkowana biologicznie. Nie udowodniono wcale, że osoby aktywnie homoseksualne osiągają szczęście. Przeciwnie, pomija się milczeniem wiele wstydliwych faktów dotyczących środowiska homoseksualistów - jakie są tam zachowania, przede wszystkim rozwiązłość. I jakie cierpienie z tego wynika.
Po odsunięciu na bok emocji i uwarunkowań religijnych zostaje nadal zbyt wiele znaków zapytania i wątpliwości odnośnie nauk, które mają być wprowadzone do szkół. Choćby dlatego należy zaprotestować przeciwko tym pomysłom.
Tego, że homoseksualiści nie mogą byc pozytywnymi bohaterami? Że przyjaźń, miłośc królewny i księcia jest cacy, a Bolka i Lolka be? (nawiasem, jak to cholernie musiał wzrosnąc współczynnik homoseksualności wśród dzieci w PRL-u, po wyswietleniu odcinka, gdzie Bolek i Lolek kąpią się razem pod prysznicem!!! Tfu! zgnilizna!!!)
Żadna przyjaźń i miłość nie jest "be". A przykład ze wspólną kąpielą pokazuje tylko, że w PRL się mniej na temat homoseksualizmu rozmawiało, dlatego podejrzewam, że mało komu przyszło do głowy, że dwaj młodzi chłopcy kąpiący się pod prysznicem moga być gejami. Ta sytuacja mogła być zupełnie nienacechowana seksualnie. To na skutek wałkowania tego tematu doszliśmy do punktu, że oglądając kreskówkę sprzed lat myślimy o rzeczach zupełnie niezamierzonych przez autora tejże kreskówki.
Szamot pisze: A może do tego, że dziecko nie powinno miec dostepu do faktu istnienia homoseksualizmu? Wychowanie wybiórcze? O tym mowimy, a o tym nie. No może łaskawie powiemy na lekcji przysposobienia do życia w rodzinie, w odpowiednim wieku, że homoseksualiści to sa tacy panowie co sie kryćkaja w pupę, ale my nie chcemy mieć z nimi nic wspólnego, bo zaraz kryćkną i nas... I juz jest fajnie, bo mamy zdrowe dojrzałe i świadome spoleczeństwo. Które w pełni zna prawde objawioną o jakiejś tam marginalnej mniejszości... Tylko jakoś ta metoda postepowania czymś niefajnym mi trąci...
A przede wszystkim (juz pomijając czym to trąci) szkoda tej mniejszości. Ludzi, których problemy i zainteresowania krzywdząco zafałszowuje się sprowadzajac do aspektów wyłącznie erotycznych, a która to mniejszość niczym (w jakimś brodatym dowcipie) Krasjnaja Armia była jest i budziet...
Więc może tak może zamiast robić raban to tę mniejszośc po prostu odmitologizować? Że się da, wie wielu współforumowiczów. A wtedy takie cudactwa jak KPH zgina śmiercia naturalną, bo nie będą nikomu potrzebne. Co więcej, o zgrozo! Wszelkie znaki na niebie i ziemii zebrane do kupy przez kilka dziesięcioleci doświadzceń medycznych (zresztą bardzo interesujących, choć może nie dla obiektów tychze doświadczeń) wskazują, że kto ma byc hetero, hetero będzie. A kto ma byc gejem będzie gejem (podobnie biseksualistą). Bo wyżej nerek Pan nie skoczysz i każdy szanujący sie seksuolog to powie...
Czemu piszesz o skrajnościach? Dzieciom wcale nie trzeba mówić o kryćkaniu w pupę, ale też nie taić, że homoseksualiści istnieją. Smutna i nieakceptowalna dla środowisk homoseksualnych prawda brzmi, że ludzie nie znajdą spełnienia w związku z osobą tej samej płci. A na pewno nie w związku erotycznym. Człowiek jest skonstruowany w taki a nie inny sposób. Nawet budowa ciała pokazuje, że niemożliwe jest przeżywanie miłości fizycznej w analogiczny sposób, jak to robi mężczyzna i kobieta. Do tego dochodzi szerego uwarunkowań natury psychicznej, które jednak również sprawiają, że mężczyzna żyjący z mężczyzną albo kobieta żyjąca z kobietą, jakby byli małżeństwem, nie będą szczęśliwi tak jak może być małżeństwo szczęśliwe. Wiele będzie za to w ich życiu pustki, samotności i cierpienia.
Przed tym chcą uchronić kolejne dorastające dopiero pokolenie ludzie, którzy blokuję pewne treści przed wprowadzeniem ich do szkół. Obawiam się, że to się nie uda. My jednak nie dożyjemy czasów, kiedy gołym okiem będą widoczne spustoszenia, jakie dokonają się w zachodnich społeczeństwach. Choć bardzo nie lubię PiS i LPR, cieszę się, że ludzie ci mają jeszcze na tyle zdrowe spojrzenie na zycie, że być może Polskę przed tym procesem uchronią. Przynajmniej do czasu aż Zachód się opamięta. Jestem pewny, że kiedyś się opamięta, jak zobaczy, do czego doprowadził.
P.S.
Szamot pisze:taki lajf
Nie lajf, lecz lifestyle, a co coś zupełnie innego. Różnica tak kosmiczna jak pomiędzy przyjemnością a szczęściem.