ArturS pisze:Szeregowy_Równoległy pisze:Zwróć uwagę na proporcje szerokości czerwonego, to dla rowerzystów i szarego, to chodnik dla pieszych. Zwężono chodnik, zrobiono DDR, twoim zdaniem pieszy nie stracił. Za chwilę stwierdzisz, że pieszy zyskuje mogąc obcować z rowerzystami jadącymi obok, że to pieszego ubogaca.
Ok rozumiem. W dawnych czasach kiedy parkowały w miejscu DDR samochody, pieszy był tam bezpieczny, czuł się swobodnie. Teraz jest DDR i same problemy.
Zaparkowane samochody nie stwarzają bezpośredniego zagrożenia dla pieszego. Rowerzysta cisnący w odległości mniejszej niż metr już tak. To trochę tak, jak gdybyś tłumaczył, że nie ma po co budować chodników, bo pieszy może iść poboczem i powinno mu z tym być OK. Otóż: nie.
ArturS pisze:No widzisz, czyli ruch rowerowy jest "zły" (np pasy na Tamce) bo Pan z pracy do pracy, komunikacja wolna, bo można zbudować 5 pasmowe trasy dla mojego autka (zamiast wydawać zbędną kasę na pedalarzy), abym miał łatwiej i szybciej.

W moim odczuciu ruch rowerowy nie jest zły, dopóki będąc, cholera jasna, mniejszością, przez 1/5 roku praktycznie niewystępującą, nie zawłaszcza przestrzeni, która większości przydałaby się bardziej. A dokładnie to zrobiono na Tamce. 105 jeździ na minusie? Tak, bo tam jest, k**wa, jeden pas, a były dwa, więc wszystko tam jeździ wolniej i korki występują częściej, niż występowały przed zwężeniem. Ale rowerzyści w dół jeżdżą weseli. Do góry nie, bo do góry w ogóle nie jeżdżą. Ładują się z rowerami do autobusu.
ArturS pisze:Tak rowerzysta to z zasady bezrobotny, żyjący z zasiłków, wszyscy na nich robią, a jeszcze fundują DDR. Oni nie pracują, podatków nie płacą, zapewnie też żaden z nich działalności nie prowadzi, a sklepy rowerowe prowadzą fascynaci motoryzacji, tylko gdzieś zgubili towar samochodowy

Nie, rowerzyści, przynajmniej bardzo rzucający się w oczy ich odsetek, to ci, co domagają się DDR wszędzie, a w sezonie, jak nie jest za zimno, terroryzują miasto organizując masy krytyczne tak, żeby jeszcze bardziej wszystkim usrać życie. Logiczne, przecież jak ja nie będę mógł z roboty wrócić do domu, to na pewno więcej DDR powstanie. Bo to ja o tym decyduję, więc we mnie powinien być wymierzony protest. To ci, którzy jadą (dziś widziałem, kurier!) Okopową po jezdni, bo DDR ich z nieznanych przyczyn boli (wcześnie było, jeszcze śnieg nie spadł), którzy stwarzają faktyczne zagrożenie dla pieszych jeżdżąc chodnikami i stwarzają zagrożenie dla samochodów nie respektując zasad zdrowego rozsądku ani przepisów. I naprawdę guzik mnie obchodzi jak głąb, którego usiłuję nie zabić, zarabia na życie. Obchodzi mnie to, że głąb widział kodeks drogowy w księgarni i na tym styczność z tą księgą się skończyła, natomiast uważa, że mu wszystko wolno i domaga się respektowania swoich, niejednokrotnie wyimaginowanych, praw przez wszystkich.
ArturS pisze:Masz niestety idiotyczne myślenie o rowerzystach. Po pierwsze rowerzystą może być każdy, nawet Ty, o czym sam pisałeś (też jesteś tym chamem o których pisałeś w kontekście przygód w Al. KEN? no skoro szufladkujemy...).
Nie, ja byłem zdziwiony tym, że jak sobie cisnąłem (he, he, max 70km/h w mieście, a i to z trudem) starą Ładą po jezdniach, to zazwyczaj nie miałem problemu ze zmianą pasa, z tym, żeby ktoś mnie wpuścił czy z innymi formami interakcji z ogółem kierowców. Natomiast jadąc Veturilem po DDR w Al. KEN byłem notorycznie wyprzedzany przez sportowców w śmiesznych majtkach i o ile kolizja ze mną by pojeba uszkodziła, to widząc jak traktują np. rodziców z dzieciakami, którzy mieli kaprys jechać DDR, poważnie zwątpiłem w tę grupę. Rekreacyjni rowerzyści nikomu nie sprawiają problemu, oni sobie jadą, natomiast ci zaangażowani to już smutne siusiaki, które walczą z całym światem. A to tych ostatnich najbardziej widać.
ArturS pisze:Rowerzysta, co może być dla Ciebie niezrozumiałe, ale przeglądają prognozy pogody (tak jest coś takiego) i sami wybierają, czy jest sens jechać rowerem, czy może innym środkiem transportu.
Cieszy mnie, że się zgadzamy w temacie "infrastruktura dla rowerzystów przez znaczną część roku jest potrzebna komukolwiek jak k**wie majtki". Bo skoro jej używanie jest ściśle związane z pogodą, to w dni deszczowe, wietrzne bądź zimne powinno się ją zwijać, bo uprzykrza życie bardziej niż zwykle. Tylko, że tak się nie da. I powstają potworki jak ten na Anielewicza, którymi jedzie pięciu cyklistów dziennie, ale DDR jest. I żryj gruz, piechurze, masz metr szerokości i się ciesz.
ArturS pisze:I trudno wymagać, aby np. 12 latek, czy 70 latek bez prawa jazdy (a lubiący rowery) śmigali po ulicy skoro jeden się boi (chce pożyć dłużej niż 12 lat) a drugi nie ma siły (typowa rekreacja, jakikolwiek ruch na starość).
Ja jak miałem 12 lat to jeździłem rowerem po parku, a rodzice mnie uczyli, że mam uważać na innych i nikomu nie robić krzywdy. A jak raz zadzwoniłem w Parku Traugutta na dzieciaka na chodniku, to mnie tata zjebał jak burą sukę. Ale ja stary jestem, a moi rodzice mnie źle wychowali. Frustracja przeze mnie przemawia. Pewnie to, że mnie tata opierdolił teraz powoduje, że podświadomie nie lubię rowerzystów.
ArturS pisze:rowerzysta, to nie jest osoba, która musi 365 dni w roku przez 24 h jeździć, spać, czy choćby patrzeć na swój rower

Masz tak ze swoimi tramwajami?

Zadziwię cię: Tramwaje miałem generalnie głęboko, dopóki nie zacząłem nimi jeździć zarobkowo. A jak już prowadzę tramwaj to tylko dlatego, że mi za to płacą. A przy okazji moi pasażerowie korzystają, bo jadą do celu szybko i sprawnie. Nie jestem miłośnikiem komunikacji. Jestem użytkownikiem drogi w trzech rolach: motorniczy, kierowca i pieszy. I w każdej z tych ról jestem wkurwiany przez rowerzystów, którzy mają w dupie wszystko i wszystkich. Mają prawa, nie mają obowiązków a dodatkowo domagają się inwestowania w wydzieloną dla siebie część świata. Bo jak rowerzysta jest niebezpieczny dla otoczenia, a na chodniku jest, to należy wydzielić część chodnika, żeby mógł jeździć, zamiast kazać rowerzyście spadać na jezdnię (oczywiście w granicach rozsądku, rozumiem, że są ulice, na które rowerzystów nie powinno się wpuszczać i dopiero to moim zdaniem powinno być powodem do budowania DDR, a nie kaprysik i roszczeniowość masy krytycznej) i dorosnąć do poważnego jeżdżenia. Bo aktualnie wygląda to tak, że dzieci mają rowery, dzieci jeżdżą, a wszyscy wokół mają uważać, żeby dzieciom dyskomfortu nie wyrządzić.
ArturS pisze:CNS jeździ z pracy do pracy, więc poci się więcej niż ten biedny rowerzysta. Tylko rowerzysta capi ale on ma choinkę zapachową i jest cały czas świeży

Ja tam dostrzegam pewną różnicę między wysiłkiem fizycznym potrzebnym do przejechania parunastu kilometrów samochodem bądź komunikacją zbiorową, a przejechaniem zbliżonego dystansu rowerem. Chyba, że się rower wpycha do tramwaju czy autobusu w środku szczytu i się rozgania ludzi, bo przecież wolno i chwdp reszcie świata.