Taaa, przemysł samochodowy PRL. Młodzi ludzi nawet nie są w stanie sobie wyobrazić, jakie to wszystko było dziadowskie, tandetne, sznurkiem wiązane i wymagające nieustannego dłubania złotych rączek, żeby w ogóle chciało jechać. A zaprawki na rdzę trzeba było robić praktycznie po wyjechaniu z Motozbytu. Zaraz się pewnie dowiem, że to było dobrze, bo złote rączki miały zatrudnienie.
Moi rodzice pracowali oboje, a w domu się nie przelewało. Ba, wyobrażacie sobie w ogóle mieszkanie w jednym mieszkaniu z obcymi ludźmi? A ja tak mieszkałem 20 lat.
Te wakacyjne korki na autostradach to też rozumiem z tej strasznej biedy i tego, że nikogo na wyjazd nie stać?
Widzę, że robię za forumowego krezusa, któremu na wszystko wystarcza i który odpala papierosa banknotem. Ale to też nie tak. Jest mnóstwo rzeczy, na które mnie nie stać i na które bym wydawał, gdybym miał (eh, nie musieć mieszkać w bloku z sąsiadami, balangującymi do 3 w nocy - dzisiejszej nocy, gdyby ktoś pytał, kiedy ostatnio

). Tylko nauczyłem się żyć tak, żeby mieć ten zapas między stałymi wydatkami a dochodami, który pozwala nie zajmować się na co dzień liczeniem każdego grosza i szukaniem knajpy, gdzie piwo jest tańsze o złotówkę (a znam ludzi o większych dochodach, którzy wydają wszystko co im wpłynie, a także ludzi, których stać na wiele, a tego tańszego piwa szukają)...
I tak, wiem, że w modelu 2+0 zarobić na życie łatwiej.
Wiele razy już mówiłem, że bardzo niedobrze, że mamy tak niskie zarobki w stosunku do wydajności pracy i PKB, ale znowu - to nie jest coś, co się pojawiło w ostatnich latach. Przeciwnie, ostatnio chyba jednak zarobki rosną szybciej niż PKB.
A na UW, to bywały okresy lepsze i gorsze (ostatnie lata rządów "oderwanej od życia PeŁo" zaliczam do lepszych), ale 6 lat bez podwyżki sobie nie przypominam.
O tegorocznych podwyżkach można poczytać tu:
http://portalinformacyjny.uw.edu.pl/pod ... nagrodzen/