: 18 paź 2010, 12:31
RobertD pisze:Komunikacja zbiorowa powinna się poprawić dla tych, co już nią jeżdżą.
Forum warszawskiego transportu publicznego
https://www.wawkom.waw.pl/
RobertD pisze:Komunikacja zbiorowa powinna się poprawić dla tych, co już nią jeżdżą.
On jeździ do pracy na siódmą, więc raczej zawsze ma miejsce siedząceRosa pisze:Bardzo dobry argument ale niestey dobry tylko dla ludzi ktorzy wsiadaja przy petli (jak ja) pozostala większosc to w szczycie częściej mysli aby sie dostac do autobusu a nie luksusach w postaci czytania.
Tylko zwykle nie dolicza się tej dopłaty z podatków. Poza tym ci co dojeżdżają samochodem mają często znacznie dalej niż 10 km w jedną stronę (kolega z Białołęki ma do pracy 22 km), więc przy takiej odległości koszt dojazdu samochodem wzrasta dwukrotnie, a wtedy robi się już 2500 rocznie. Nie wiem jak dla ciebie ale dla mnie jest to już spora różnica.RobertD pisze:600zł taniej na rok, oczywiście wyliczenia Pi*drzwi.
Dlatego właśnie powstają buspasy, aby poprawić komunikację tym, co już nią jeżdżą. A jeśli dodatkowo ktoś się przesiądzie z samochodu, tym lepiej.RobertD pisze:Komunikacja zbiorowa powinna się poprawić dla tych, co już nią jeżdżą.
22km, to tylko godzina rowerem. Gdyby myślał ekologicznie, był trendy, a bodziec finansowy w kwocie 1440zł rocznie miały dla niego znaczenie, to autobusy zostawiłby dla emerytów, a sam przesiadłby się na rower.mozgow pisze:Tylko zwykle nie dolicza się tej dopłaty z podatków. Poza tym ci co dojeżdżają samochodem mają często znacznie dalej niż 10 km w jedną stronę (kolega z Białołęki ma do pracy 22 km), więc przy takiej odległości koszt dojazdu samochodem wzrasta dwukrotnie, a wtedy robi się już 2500 rocznie. Nie wiem jak dla ciebie ale dla mnie jest to już spora różnica.RobertD pisze:600zł taniej na rok, oczywiście wyliczenia Pi*drzwi.
Jeśli chodzi o mojego kolegę, to bardzo chętnie jeździłby rowerem, gdyby w pracy był prysznicaqqaqq pisze:22km, to tylko godzina rowerem. Gdyby myślał ekologicznie, był trendy, a bodziec finansowy w kwocie 1440zł rocznie miały dla niego znaczenie, to autobusy zostawiłby dla emerytów, a sam przesiadłby się na rower.I byłoby jak w Europie
I jeszcze dzięki temu, w ramach walki z długiem publicznym, miasto mogłoby zmniejszyć dotację do ZTMu (co przy zadłużeniu sięgającym 55% ma nie lada znaczenie).
Tylko że w naszym pięknym mieście komunikacja szynowa (tramwaje) jest systematycznie spowalniania przez dogmat, że samochodom nie może się pogorszyć. Przy takim podejściu tramwaje nigdy nie będą alternatywą dla podróży poza szczytem (w szczycie wygrywają tylko dlatego, że są korki, a nie dlatego, że są priorytetowo traktowane).aqqaqq pisze:Ile razy słucham takich argumentów za komunikacją miejską, to wychodzi mi, że są to argumenty za likwidacją autobusów i przymusową przesiadką wszystkich zdrowych na rowery. Jedynym sensownym argumentem za KM jest krótszy CZAS przejazdu od drzwi do drzwi o dowolnej porze dnia. A tego nie załatwią buspasy, a jedynie komunikacja szynowa.
Otóż to!mozgow pisze:Przy takim podejściu tramwaje nigdy nie będą alternatywą dla podróży poza szczytem (w szczycie wygrywają tylko dlatego, że są korki, a nie dlatego, że są priorytetowo traktowane).
Tutaj muszę się nie zgodzić. 1 jadąca od Żaby zazwyczaj była doganiana przez samochód, który jechał w korku w ok. R. Radosława. Praktykowane to było przez ostatnie 2 lata roku szkolnego. Różnie bywa, nie powiem abym znał sytuację z całej Warszawy, ale jako zwykły pasażer patrzę przez pryzmat powolnej 1, przez co wyrobiłem sobie już taką opinię, kto wie, może nie licząc 1 mocno błędną opinię, ale wyrabiam sobie zdanie na podstawie obserwacji z "własnego podwórka".mozgow pisze:alternatywą dla podróży poza szczytem (w szczycie wygrywają tylko dlatego, że są korki, a nie dlatego, że są priorytetowo traktowane).
To tylko potwierdza, że odpowiednio ustawiona sygnalizacja potrafi uprzywilejować samochody nawet w szczycie.Websterek pisze:Tutaj muszę się nie zgodzić. 1 jadąca od Żaby zazwyczaj była doganiana przez samochód, który jechał w korku w ok. R. Radosława.
W skrócie propaganda łamane przez półprawdy@mozgow
Jest znacznie taniej, ale uwzględniając dopłatę 70% z podatków:)? 70% * 1,9mld / 1,7mln wychodzi 782zł rocznie na mieszkańca. Niezależnie od tego czy jeździ się komunikacją zbiorową czy nie. Jak ktoś ma do pracy 10km, spala w mega-korkach 10l / 100km, 20 dni roboczych, wychodzi:
20km dziennie * 20 dni = 400km miesięcznie, czyli spala 40l / mc
rocznie 480l * 4,50 = 2160zł
A teraz komunikacja zbiorowa:
obowiązkowe 782zł + 4x196zł (bilet 90-dniowy) = 1566zł.
600zł taniej na rok, oczywiście wyliczenia Pi*drzwi.
Z tego co mi wiadomo kwota 1,9 MLD (i to według ZTM jest 70% kosztów) to kwota jaka jest dopłacana z budżetu do działania "MASKOMU".Jest znacznie taniej, ale uwzględniając dopłatę 70% z podatków:)? 70% * 1,9mld / 1,7mln wychodzi 782zł rocznie na mieszkańca.
Oczywiście że to utopia, nawet w miastach o nieporównywalnej z Warszawą infrastrukturze komunikacja zbiorowa realizuje w granicach 60-65% podróży.Ale tym się nie przekona ludzi do tego, żeby się przesiedli do komunikacji zbiorowej. Cała koncepcja "przesiądźmy się do komunikacji, to nie będzie korków" to utopia.
Nie, miejsca ma prawo zająć dokładnie tyle ile inni użytkownicy ruchu - czyt. tyle ile pozyska dla siebie na trasie - kogo to realnie problem poza sardynkami - że konserwa toczy się tak jak ruch uliczny? Czy ktoś komuś kazał szukać pracy w miejscu które wymaga od niego przejazdów 1,5h w jedną mańkę? - zdaje się ze przymus pracy został zniesiony, jesli ktoś chce mieć przyjemny powrót do domu robi jedno z dwóch - szuka mieszkania w okolicy pracy albo pracy w okolicy zamieszkania. W innym wypadku ma problem.procentowo MasKom więcej osób przewozi, to i więcej miejsca może zająć. Nawet nie tyle sprawiedliwość, co efektywność...
To naturalne że wygrywa to co daje więcej plusów. Dla mnie nawet gdyby tramwaje były uprzywilejowane samochód między szczytem będzie lepszym rozwiązaniem - cenię sobie ten luksusTylko że w naszym pięknym mieście komunikacja szynowa (tramwaje) jest systematycznie spowalniania przez dogmat, że samochodom nie może się pogorszyć. Przy takim podejściu tramwaje nigdy nie będą alternatywą dla podróży poza szczytem (w szczycie wygrywają tylko dlatego, że są korki, a nie dlatego, że są priorytetowo traktowane).
Do kosztów ponoszonych przez właściciela samochodu dolicz koszty amortyzacyjne (utrata wartości, ubezpieczenie, naprawy, przeglądy gwarancyjne, wymiany części eksploatacyjnych). Albo nie. Nie licz, bo i tak twoje wyliczenia nie będą wiele warte. Dość powiedzieć, że koszt przejazdu jednego kilometra małym miejskim samochodem o wartości początkowej 30000zł (np. Fiat Panda) wynosi >= 40 gr (za "Auto Świat - Nr. specjalny - Samochód na lato", bodaj 2005 czy 2006 rok, za tym samym koszt 1 km dla SUV-a to ok. 2,35zł). Przy rocznym przebiegu rzędu 20km x 21 dni x 12 m-cy = 5040 km da nam to co najmniej 2016, a nie 1108 zł.Aligator pisze:bardzo długi wywód pseudomerytoryczny
tego problem, których więcej, a sardynek więcej.Aligator pisze:Nie, miejsca ma prawo zająć dokładnie tyle ile inni użytkownicy ruchu - czyt. tyle ile pozyska dla siebie na trasie - kogo to realnie problem poza sardynkami - że konserwa toczy się tak jak ruch uliczny?
No to to jak strzelać sobie samobóje, równie dobrze można powiedzieć że z jezdni korzystają tak samo kolarze, służby publiczne (policja, pogotowie, straż itd. transport masowy - autobusy, oraz jakieś 90-95% przedsiębiorstw dających zatrudnienie tym biednym jeżdżącym komunikacją ludziom pracę).Jak tak chcesz to liczyć to proponuje doliczyć koszty utrzymania drogi (dopłata do samochodów), to też koszt, oraz amortyzację samochodu, oc i inne pierdoły. Za to wszystko płaci gmina i ci co kupują bilety, a ty tego nie doliczasz dziwnym trafem.
Do zysków za to dolicz wszelkiej maści wyjazdy poza miasto (nigdzie nie twierdziłem że samochód służy jedynie do jazdy po mieście) - wycieczki, wakacje itd (np. wypad w Tatry na wspinaczkę kosztował mnie w tym roku ok. 250 PLN (w obie strony) - pociąg dla porównania to przeszło 800 PLN). Jeden taki wyjazd i zwracają się koszty OC AC - a robię takich wylotów - bliższych lub dalszych - nieraz kilka w ciągu roku - o sporadycznych akcjach w stylu wyjazd na mecz do Niemiec czy na Czechy nie wspominając.Do kosztów ponoszonych przez właściciela samochodu dolicz koszty amortyzacyjne (utrata wartości, ubezpieczenie, naprawy, przeglądy gwarancyjne, wymiany części eksploatacyjnych). Albo nie. Nie licz, bo i tak twoje wyliczenia nie będą wiele warte.
Z jakiego powodu to absurdalne? W moim wypadku do jednej firmy jeździmy z jednego budynku 2 osoby a z osiedla 3. Więc na przestrzeni 25 km mam codziennie minimum 2 osoby obsady.Daleko absurdalnym wydaje się też założenie, że samochodem będzie poruszać się kilka osób przy tym samym przebiegu (wtedy należałoby przyjąć limit ok. 100 km dziennie), jak również tezę o posiadaniu biletu okresowego na drugą strefę. Jeśli jeżdżę tylko w pierwszej (a tych pasażerów jest jednak ciągle więcej), na co mi bilet na drugą strefę
Że co?!Aligator pisze:(np. wypad w Tatry na wspinaczkę kosztował mnie w tym roku ok. 250 PLN (w obie strony) - pociąg dla porównania to przeszło 800 PLN)
Wziąłem to z wydatków z projektu budżetu na 2010r.Aligator pisze: 01. Nie mam pojęcia skąd wytrzasnąłeś poniższe równanie:
Z tego co mi wiadomo kwota 1,9 MLD (i to według ZTM jest 70% kosztów) to kwota jaka jest dopłacana z budżetu do działania "MASKOMU".Jest znacznie taniej, ale uwzględniając dopłatę 70% z podatków:)? 70% * 1,9mld / 1,7mln wychodzi 782zł rocznie na mieszkańca.