No tak niecale 200 lat temu mrzonka komunistow i anrachistow bylo, ze robotnik moze zyc godnie a nie harowac bo 12-14 godzin na dobe 7 dni w tygodniu za pensje ktora wystarczala ledwo na przetrwanie. Taka sama mrzonka bylo, ze kobieta jest obywatelem. Jeszcze 100 lat wczesniej mrzonka byo, ze chlop jest czlowiekiem a nie wlasnoscia swojego pana
To były mrzonki w sensie, że były to rzeczy „nie do pomyślenia”. Równość ludzi jest mrzonka zupełnie inną – jest po prostu niemożliwa, przynajmniej dopóki ludzie tak poważnie się między sobą różnią, czyli dopóki są homo sapiens.
To moze jak juz tak tepimy lewackie pomysly i chcemy krzewic wielosetletnia tradycje chrzescijanstwa
Lewackie pomysły, owszem, tępię. Ale biorąc mnie za krzewiciela chrześcijaństwa mylisz się BARDZO grubo.
I nie wiem, po jaką cholerę z tymi Hiszpanami wylatujesz. Ja tylko przypominam, że obowiązkiem chrześcijanina jest nawracanie innych, w ramach swoich możliwości. Nic nie mówię o tym, czy ja to pochwalam, czy nie. Nie wypowiadam się o sposobach, w jakich to się odbywało i odbywa. Mówię tylko o pewnym fakcie, który należy w tej dyskusji uwzględniać. A uwzględniać należy, bo mówienie, że „wszystko ok, tylko czemu ci chrześcijanie się wtrącają do ludzi spoza swego kręgu” świadczy o nieświadomości powyższego faktu.
tak naprawdę relatywistą moralnym jest ten, komu wszystko jedno, kto nie czuje ograniczeń nadanych przez normy społeczne i bez wyrzutów sumienia łamie je, szkodząc innym. ludzie uznający równość wielu różnych systemów moralnych nie są relatywistami moralnymi, ponieważ sami czują potrzebę istnienia systemu norm; uznają jedynie, że żaden nie jest równiejszy od innego
Nie wiesz, kto to jest relatywista moralny.
zapewne doskonale wiesz, że jest kilka rodzajów sprawiedliwości w nauce
Sprawiedliwość to nie jest kategoria naukowa. Nauka nic o sprawiedliwości nie mówi, nie zajmuje się nią. O sprawiedliwości traktuje filozofia.
Państwa dążą do praw człowieka, co nie znaczy, ze one są gdzieś w 100% realizowane - nie oznacza to, że nie można się poprawiać.
Nie chodzi o to, by dążyć do praw człowieka. Według zwolenników tej koncepcji one po prostu ISTNIEJĄ, są naturalne, przyrodzone. A państwa mają dbać o to, by były respektowane. Krytyka natomiast zasadza się na kwestionowaniu istnienia takich praw.
Naprawdę trudno się nie zgodzić i nie uznawać niektórych zapisów - np. o wolności myśli, sumienia i wyznania...
A jednak nie do końca. Są wyjątki – np. nie ma przyzwolenia na wolność myśli, gdy czyjeś myśli zasadzają się na wątkach nazistowskich bądź rasistowskich połączonych z pragnieniem likwidowania ludzi w związku z tymi popapranymi ideami. To jest nawet regulowanie w naszym prawie. Więc nie można bezkrytycznie podchodzić do nawet tak szlachetnie brzmiących idei, bo i one mają swoją drugą stronę.
Nie jestem zwolennikiem tezy, że ludzie są z natury głupi, bo to doprowadzić może do stwierdzenia, że potrzeba im kogoś, kto będzie nimi kierował.
Może, ale nie musi. Tu nie ma wynikania logicznego. Dla mnie jedynym kryterium w kwestiach typu „czy to prawda, że X” nie jest to, z czym to się wiąże, ale czy FAKTYCZNIE to prawda, że X. Tłum ma to do siebie, że jest głupi, daje sobą manipulować, kierować sobą nawet zupełnie pomylonym osobom, głoszącym najgłupsze idee.
No, z tymi wymienionymi przez Ciebie się nie utożsamiam, jednak takie jak: "nie zabijaj", czy "nie kradnij" (i pewnie jeszcze inne, które się do bóstwa nadrzędnego odwołują) są niejako tak naturalne i oczywiste, że wręcz nie muszą być nigdzie zapisywane.
Niestety, naturalne to nie jest. W przyrodzie zabijanie jest na porządku dziennym, kradzież też nie jest wyjątkiem. Zresztą, wbrew pozorom to wszystko nie jest takie piękne i proste. Wiąże się z tym gros problemów!
A tak swoją drogą, nie jest prawdą, że Biblia zabrania zabijania – przeciwnie, wymienia kilkadziesiąt sytuacji, w których obowiązkiem człowieka jest zabić drugiego człowieka. Pełna wersja nie brzmi „nie zabijaj”, ale „nie zabijaj, bo inaczej... „. Warto wiedzieć
tutaj dochodzimy do rzeczy oczywistej, że i bez dekalogu (większość) ludzi by się nie zabijała i nie okradała (o cudzołożeniu nic nie powiem, bo procenty zdradzających wg wielu badań są zatrważające:D), czyli do większości przykazań nie odnoszących się stricte do religijności by się stosowała
Czyżby? Tego nie wiemy. Dla wielu ludzi Dekalog był jednak bardzo poważnym wskaźnikiem tego, co wolno, a co nie. Właśnie prawa zawarte w Dekalogu były dla wielu powodem, dla którego nie wolno im było kraść czy zabijać. Jeśli brak takiego powodu, to...czemu niby tego nie czynić? Jakichś innych poważnych powodów trzeba.