to u mnie na wf-ie, jak graliśmy na dworze, piłka wpadła na stację metra - odbiła się od znaku KABATY i turlała się na antresoli. Na szczęście nikt nie dostał piłką, bo z tego wyjścia mało kto korzysta.Fikander pisze:ROTFL!Kra pisze:1. Grając na WF w piłkę (na tym mniejszym boisku po stronie ogólniaka) kolega tak idealnie strzelił w kierunku bramki, że piłka przeleciała nad barakiem i trafiła w otwarte drzwi motorniczego tramwaju linii 15 (13N). Wszyscy byli zdziwieni.
21 gĹupstw, czyli co najgĹupszego zrobiliĹcie w swoim Ĺźyciu?
Moderatorzy: Wiliam, Szeregowy_Równoległy
- MeWa
- Cukiereczek
- Posty: 24727
- Rejestracja: 14 gru 2005, 21:34
- Lokalizacja: Czachówek Centralny Południowo-Środkowy
STACJA METRA "RATUSZ" POWINNA NAZYWAĆ SIĘ "PLAC BANKOWY"
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
- fik
- Naczelne Chamidło
- Posty: 27750
- Rejestracja: 10 gru 2005, 12:34
- Lokalizacja: so wait for me at niemandswasser
i tam, wejście do stacji metra jest spore, w opisywanym przypadku znam jednak miejsce, odległość i zadrzewienie okolicy, więc mogę zaświadczyć, że osiągnięcie jest niebagatelneMeWa pisze:to u mnie na wf-ie, jak graliśmy na dworze, piłka wpadła na stację metra - odbiła się od znaku KABATY i turlała się na antresoli
raz szalem, raz racą kibolskie łajdactwo!
- Kleszczu
- Stoi... Sofista?
- Posty: 11540
- Rejestracja: 14 gru 2005, 19:48
- Lokalizacja: Nowe Włochy
- Kontakt:
Gdzie chodziłeś do tej szkołyMeWa pisze:to u mnie na wf-ie, jak graliśmy na dworze, piłka wpadła na stację metra - odbiła się od znaku KABATY i turlała się na antresoli. Na szczęście nikt nie dostał piłką, bo z tego wyjścia mało kto korzysta.Fikander pisze: ROTFL!
"Ale potrafił podać dokładnie godziny wyjazdu i przyjazdu pociągu Paryż-Berlin, kombinacje połączeń między Lyonem i Warszawą.(...) Nawet naczelnik stacji by się w tym zgubił..."
Albert Camus-"Dżuma"
"Kiedyś chciałem umrzeć młodo jak Jim Morrison, ale z czasem zacząłem patrzeć na to inaczej..." - Ryszard Riedel
Albert Camus-"Dżuma"
"Kiedyś chciałem umrzeć młodo jak Jim Morrison, ale z czasem zacząłem patrzeć na to inaczej..." - Ryszard Riedel
- MeWa
- Cukiereczek
- Posty: 24727
- Rejestracja: 14 gru 2005, 21:34
- Lokalizacja: Czachówek Centralny Południowo-Środkowy
ojj jak mieszkałem na Kabatach, to szkoła była na Służewiu, a jak przeprowadziłem się na Ochotę, to szkoła wyniosła się na Kabaty. Ale odległość wcale mi nie przeszkadzała - wszak była to możliwość przejazdu metrem przez 11 stacji 
STACJA METRA "RATUSZ" POWINNA NAZYWAĆ SIĘ "PLAC BANKOWY"
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
Dokładnie to były w skrzydle ogólniaka od bocznego boiska, coś co jest tym niby parterem w tej części. Sale miały okna od wewnętrznego dziedzińca, korytarz zakratowany miał okna od boiska. Nie pamiętam tylko gdzie był skład broni, z kbks, pistoletami TT i jedną pepeszą czy na końcu tego korytarza czy gdzieś na II piętrze w skrzydle ogólniaka.Fikander pisze:Ej, a gdzie konkretniej pamiętasz może?Kra pisze:Zajęcia były w podziemiach w wąskim (maks 2 m) korytarzu
Gdzie było pomieszczenie drużyny harcerskiej ?
Co do głupich rzeczy, to te, co na razie mi przychodzą do głowy, to jak byłem mały i rysowałem do szkoły (1 klasa?) o rodzinie, no bo dopiero zaczął się rok szkolny i z tego podniecenia wbiłem sobie ołówek w rękę. Wkład widać jeszcze teraz 
A drugie, to z rok temu jeszcze w starej szkole, szedlem z przyjaciółką, gadamy sobie gadamy, a ona nagle, wiesz co i zwymiotowała na najgłówniejszą część szkoły a po czym i ja... Później nie wiedzieliśmy jak się zachować i staliśmy i gapiliśmy się na to, póki nie zadzwonił dzwonek

A drugie, to z rok temu jeszcze w starej szkole, szedlem z przyjaciółką, gadamy sobie gadamy, a ona nagle, wiesz co i zwymiotowała na najgłówniejszą część szkoły a po czym i ja... Później nie wiedzieliśmy jak się zachować i staliśmy i gapiliśmy się na to, póki nie zadzwonił dzwonek
Wybacz, nie rozumiem. Tak sobie szliście i nagle potężny haft na orła i czerwoną tabliczkęPetuś pisze: A drugie, to z rok temu jeszcze w starej szkole, szedlem z przyjaciółką, gadamy sobie gadamy, a ona nagle, wiesz co i zwymiotowała na najgłówniejszą część szkoły a po czym i ja... Później nie wiedzieliśmy jak się zachować i staliśmy i gapiliśmy się na to, póki nie zadzwonił dzwonek![]()
Najglupsze co w zyciu zrobilem? To, ze poszedlem na dzienne studia. Stracilem kupe czasu i nerwow przez cholerna codzienna szkolke, a oplakane skutki tego kroku byly jeszcze obszerniejsze, ale tym juz nie bede sie chwalil
Najwazniejsze, ze teraz jestem na zaocznych i mam swoja wymarzona od lat robote
Najwazniejsze, ze teraz jestem na zaocznych i mam swoja wymarzona od lat robote
rury
Teraz kolej na mnie.
Kiedyś u babci nalałem wody do kosza z brudną bielizną dzień przed wyjazdem. Gdy przyjechałem ponownie, babcia powiedziała że wie, że to ja i że przeze mnie zbutwiało. Ja nie wiedziałem o co chodzi, bo wtedy jeszcze nie znałem takiego słowa i myślałem, że jak się naleje wody to będzie po prostu mokre.
Naciskałem przycisk dzwonka, na którym była namalowana żarówka, w nadziei na zapalenie światła, pomimo interwencji wściekłej sąsiadki.
Mama kazała mi wyrzucić zbędne słoiki z piwnicy. Ja natomiast je stłukłem (nie tylko te zbędne
) i zamiotłem za szafę.
Zrobiłem widelcem dziurę w cieście upieczonym przez babcię, po czym koniecznie chciałem się położyć spać (o godzinie 19:00) w nadziei, że nie będą mnie budzić w tej sprawie.
Potem okazało się że to ciasto było przeznaczone do pokruszenia (coś jak "kopiec kreta").
Strząsnąłem niedojrzałe jabłka z gałęzi i koniecznie chciałem się dowiedzieć, ile ton one ważą. Byłem zawiedziony, gdy dowiedziałem się że około 0,02 tony (20 kilogramów).
Z moją kuzynką zerwaliśmy wszystkie porzeczki z krzaka, następnie robiliśmy sok za pomocą sokownika produkcji radzieckiej całkiem po ciemku, bo w pokoju nie działało światło. Mama przez cały wieczór podejrzewała mnie o to, że uplamiłem dywan.
Opowiedziałem moim 2 lata młodszym współlokatorom, że kiedyś ktoś dzwonił po akademiku i mówił, że na recepcji jest paczka do odebrania. Przekonałem ich że to świetna zabawa i nawet podpowiedziałem do kogo mają zadzwonić.
Następnie próbowałem podpytać koleżankę, czy dała się nabrać, ale ona stwierdziła, że głupia nie jest i że wie kto to zrobił.
Pracę zaliczeniową, którą należało oddać do końca czerwca ja oddałem w październiku. Niestety wykładowca nie pracował już na uczelni i musiałem go szukać na UW. Wobec tego pojechałem na Krakowskie Przedmieście i tam okazało się, że jego wydział znajduje się na Służewcu.
Kiedyś u babci nalałem wody do kosza z brudną bielizną dzień przed wyjazdem. Gdy przyjechałem ponownie, babcia powiedziała że wie, że to ja i że przeze mnie zbutwiało. Ja nie wiedziałem o co chodzi, bo wtedy jeszcze nie znałem takiego słowa i myślałem, że jak się naleje wody to będzie po prostu mokre.
Naciskałem przycisk dzwonka, na którym była namalowana żarówka, w nadziei na zapalenie światła, pomimo interwencji wściekłej sąsiadki.
Mama kazała mi wyrzucić zbędne słoiki z piwnicy. Ja natomiast je stłukłem (nie tylko te zbędne
Zrobiłem widelcem dziurę w cieście upieczonym przez babcię, po czym koniecznie chciałem się położyć spać (o godzinie 19:00) w nadziei, że nie będą mnie budzić w tej sprawie.
Strząsnąłem niedojrzałe jabłka z gałęzi i koniecznie chciałem się dowiedzieć, ile ton one ważą. Byłem zawiedziony, gdy dowiedziałem się że około 0,02 tony (20 kilogramów).
Z moją kuzynką zerwaliśmy wszystkie porzeczki z krzaka, następnie robiliśmy sok za pomocą sokownika produkcji radzieckiej całkiem po ciemku, bo w pokoju nie działało światło. Mama przez cały wieczór podejrzewała mnie o to, że uplamiłem dywan.
Opowiedziałem moim 2 lata młodszym współlokatorom, że kiedyś ktoś dzwonił po akademiku i mówił, że na recepcji jest paczka do odebrania. Przekonałem ich że to świetna zabawa i nawet podpowiedziałem do kogo mają zadzwonić.
Pracę zaliczeniową, którą należało oddać do końca czerwca ja oddałem w październiku. Niestety wykładowca nie pracował już na uczelni i musiałem go szukać na UW. Wobec tego pojechałem na Krakowskie Przedmieście i tam okazało się, że jego wydział znajduje się na Służewcu.
Powinieneś się cieszyć, że człowiek pnie się w górę hierarchii naukowejctl83 pisze:Pracę zaliczeniową, którą należało oddać do końca czerwca ja oddałem w październiku. Niestety wykładowca nie pracował już na uczelni i musiałem go szukać na UW
"Coś ci powiem chłopcze! Gdy będziesz wracał do domu dziś wieczór, a jakiś psychopata rzuci się na ciebie z garścią malin, nie przyłaź mi tutaj skomleć." - John Cleese