Garść moich uwag na świeżo:
1. Informacja. Jest
do bani. Gdy się z pociągu wysiada, jest się zaskakiwanym strefami "A-F" terminalu, których na bilecie znaleźć nie sposób; z wyświetlanymi na ekranie też się tak sobie pokrywają. Do tego, jak wiadomo, na parterze mamy przyloty - o kierunku dojścia do odlotów (BTW, powinny być to kolejne ruchome schody!) info 0, zanim się do hali przylotów nie wejdzie... kosmos.
Dodatkowo w drodze powrotnej - koniecznie muszą się pojawić terminale o najbliższym odjeździe w hali przylotów! Wiadomo by było, czy trzeba gnać (oczywiście też informacja o czasie dojścia), czy można jeszcze wziąć kawę albo choćby kupić soczek w jednym z dwóch kiosków w wejściu do stacji podziemnej.
2. Tunel pieszy, którego brakuje - otóż nie brakuje go IMHO
wcale. Wystarczyłby kawałek daszku doprowadzający do parkingów przed przylotami (plus oczywiście dojście na poziom odlotów, ale tego tunel nie rozwiąże a nawet, rzekłbym, wprost przeciwnie). Nie wiem, może po demolce "buraczka" będzie to jakoś sensownie rozwiązane, ale na dziś ciągnięcie pieszych w poziomie -1 do lotniska, które zbudowane jest w poziomach 0 i +1 wydaje mi się głupie.
3. Organizacja ruchu. Oczywiście, w Monachium jest lepiej (dwie linie, każda co 20, w miarę na zmianę tj. w takcie 7-13, wspólny bilet), ale w Wiedniu już - gorzej. W Monachium także żadnego "40 bo rozjazdy w tunelu" tudzież prób hamulca nie zanotowałem. Dla równowagi - elfy prezentują się atrakcyjniej niż pociągi S-Bahnu w Monachium, są także od nich lepiej dostosowane do przewozów na linii lotniskowej (jak już ktoś napisał - pasażerowie samolotów z walizami 20-30 kg super chętni do wkładania ich nad głowę nie są i koniec); do austriackich odpowiedników kibli z litości do niegdysiejszej stolicy cesarstwa się nie odniosę
