Miłośnik KM a kierowca autobusu
Moderatorzy: Wiliam, Szeregowy_Równoległy
Miłośnik KM a kierowca autobusu
Założyłem nowy wątek odpowiadając na temat, który się fajnie rozwinął w "Szybkim pytaniu".
I od razu wtrącę swoje trzy grosze kolejne:
Studia według mnie nie są wyznacznikiem tego czy ktoś coś umie. To od chęci poznania czegoś zależy. Studiuję dziennikarstwo, kierunek niezwiązany kompletnie z autobusami. Ale to nie przeszkadza mi przecież podszkalać się w budowie autobusu. Zwłaszcza, że przy okazji chciałbym poszerzyć swoją wiedzę na temat własnego samochodu, z tym też by mi się przydało.
I od razu wtrącę swoje trzy grosze kolejne:
Studia według mnie nie są wyznacznikiem tego czy ktoś coś umie. To od chęci poznania czegoś zależy. Studiuję dziennikarstwo, kierunek niezwiązany kompletnie z autobusami. Ale to nie przeszkadza mi przecież podszkalać się w budowie autobusu. Zwłaszcza, że przy okazji chciałbym poszerzyć swoją wiedzę na temat własnego samochodu, z tym też by mi się przydało.
Może się trochę czepnę, ale lekko poprawiłbym twoje zdanie. Studia są wyznacznikiem tego, że coś się umie (powinno kiedyś umieć) - w zakresie studiów. Poza nim to zwykły człowiek.
Czy pełzający zamach stanu zostanie odkręcony?
Sądy są na polityków - a nie dla polityków!
Sądy są na polityków - a nie dla polityków!
Studia nie są wyznacznikiem tego czy się coś umie. Niemniej są gwarantem, że przynajmniej mniej więcej orientujesz się w dziedzinie wiedzy, z której dyplom posiadasz (np. dziennikarz będzie bardziej kompetentny w przeprowadzaniu wywiadu od inżyniera). Natomiast nie znaczy to, że osoba nie posiadająca wykształcenia inżynier/technik mechanik nie będzie miała bladego pojęcia o rozwiązaniach technicznych w autobusie. Do oswojenia się z tym wystarczy trochę pism branżowych poczytać, a przecież kierowca nie będzie takiego autobusu budował od podstaw, tylko najwyżej wymieni żarówkę w reflektorze czy inne płyny eksploatacyjne.
In times of eternal darkness / In times of peace and embrace / When the minstrel of atrophy mock us / There's need for love and there's need for death / Too late for understanding / Too late for your tears
Różnie z tym bywa. Miałem do czynienia ze świetnymi radiowcami, którzy studiują lub studiowali na Politechnice a z kolei widzę jak czasem nie radzą sobie z tym studenci dziennikarstwa.
A czy ta żarówka w reflektorze czy płyny eksploatacyjne to różnią się jakoś znacznie od osobówek? Tzn. w takim sensie, że jak ktoś opanował wiedzę o samochodach to sobie poradzi jakoś i z autobusem czy to jednak zupełnie inna technika jest?
A czy ta żarówka w reflektorze czy płyny eksploatacyjne to różnią się jakoś znacznie od osobówek? Tzn. w takim sensie, że jak ktoś opanował wiedzę o samochodach to sobie poradzi jakoś i z autobusem czy to jednak zupełnie inna technika jest?
- Szeregowy_Równoległy
- Szeregowe Chamidło
- Posty: 11868
- Rejestracja: 13 paź 2008, 11:37
Ze znajomością zagadnień technicznych w moim odczuciu przedpiścy przesadzają. Masz umieć przeprowadzić OC, czyli ogarniać gdzie sprawdza się poziom poszczególnych płynów, sprawdzić światła i tyle. O wymianie żarówki kiedyś była dyskusja i dalej twierdzę, patrząc na swoją bliznę na palcu powstałą od wybuchającej mi w ręku żarówki światła stop, że to nie należy do obowiązków kierowcy. Wszystko wytłumaczy ci patron, od tego jest patronem. I jest to naprawdę proste, nie wymaga lektury literatury fachowej, raczej elementarnej umiejętności zapamiętywania i kojarzenia.
Czyli krótko mówiąc nie trzeba teorii ale ważna jest praktyka. Czy tak? 
Owszem.
Zapytam się tylko o to, jakie płyny eksploatacyjne są na liście. Na pewno olej (do smarowania i chłodzenia silnika), pewnie woda w chłodnicy, płyn do spryskiwaczy i co jeszcze?
Zapytam się tylko o to, jakie płyny eksploatacyjne są na liście. Na pewno olej (do smarowania i chłodzenia silnika), pewnie woda w chłodnicy, płyn do spryskiwaczy i co jeszcze?
Czy pełzający zamach stanu zostanie odkręcony?
Sądy są na polityków - a nie dla polityków!
Sądy są na polityków - a nie dla polityków!
- Szeregowy_Równoległy
- Szeregowe Chamidło
- Posty: 11868
- Rejestracja: 13 paź 2008, 11:37
Moim zdaniem tak. Od tego, żeby cię nauczyć technicznych aspektów pracy, jest patron.reserved pisze:Czyli krótko mówiąc nie trzeba teorii ale ważna jest praktyka. Czy tak?
Wspomaganie, tam też jest płyn. Adblue, jeśli w danym typie wozu jest stosowane. Nie uwierzysz ilu orłów wyjeżdża furą z rezerwą adblue. I to jest dobry przykład: Reserved nie musi wiedzieć do czego to adblue w ogóle jest. Ma wiedzieć, że to jest taki płyn, co ma go być wystarczająco dużo, a jak go nie ma, to się dolewa. To kierowcy w zupełności wystarczy.KwZ pisze:Owszem.
Zapytam się tylko o to, jakie płyny eksploatacyjne są na liście. Na pewno olej (do smarowania i chłodzenia silnika), pewnie woda w chłodnicy, płyn do spryskiwaczy i co jeszcze?
A jak się spytam "Panie Heniu, coś mi tu miga!" i usłyszę "To olej!" to oleję i będę jechać dalej. 
A tak na poważnie to pewnie też dużą rolę odgrywa doświadczenie. Świeżak na zajezdni na pewno sobie będzie mniej radził niż ktoś kto ileś lat już przepracował i przyzwyczaił się do pewnych czynności np. przed wyjazdem z zajezdni.
A tak na poważnie to pewnie też dużą rolę odgrywa doświadczenie. Świeżak na zajezdni na pewno sobie będzie mniej radził niż ktoś kto ileś lat już przepracował i przyzwyczaił się do pewnych czynności np. przed wyjazdem z zajezdni.
- Szeregowy_Równoległy
- Szeregowe Chamidło
- Posty: 11868
- Rejestracja: 13 paź 2008, 11:37
Jak powiesz, że miga olej, to pierwsze, co usłyszysz, to będzie "Gaś go, kurwa!" 
Reserved:
Praktyka, praktyka, praktyka i jeszcze raz praktyka.
Studia wrzucają dużo teorii w łepetynę, ale mogą dać też dobry materiał, by rozwinąć umiejętności praktyczne. Patrz: dziennikarstwo - masz teorię (prawo prasowe, rodzaje mediów itp.), ale i możliwość do zdobycia umiejętności praktycznych (a to przy odrobinie zakręcenia wizyty w stacjach radiowych, by zaliczyć przedmioty, a to staże i praktyki, a dalej praca).
Im więcej się z czymś stykasz (a nie o tym tylko czytasz), tym więcej wiesz. W swoim kompie na pamięć znam każdą śrubkę, podzespół, czy też wiem, co szwankuje po pierwszych objawach. Skąd? Tyle razy się psuł i zamiast nosić go do informatyka, sam główkowałem. Świeżo upieczony posiadacz używanego Lanosa (w ogóle samochodu) prędzej pójdzie do warsztatu, a stary Pan Grzyb tego Lanosa rozkręci na części pierwsze, złoży ponownie i Lanos będzie lepiej jeździć niż jak był nowy. Czemu? Bo niejedno auto Pan Grzyb w życiu miał.
Więc złota rada - jak masz możliwość zdobycia doświadczenia praktycznego (bez względu na to, czy są to media, czy kierownica autobusu), to bierz! Najwyżej popsujesz. Ale potem będziesz wiedzieć, czemu to coś się popsuło i jak działa.

Ale na serio - co widzi miłośnik? Malowanie, wymienione okno na pleksi, łataną tapicerkę, SIP, numery taborowe, opóźnienie na sterowniku w kabinie i zajezdnię zza płotu. To zatem interesuje tego typowego miłośnika.
Ktoś ma smykałkę do budowy silnika, czy układu hamulcowego, ale też jest miłośnikiem, to machnie, wyłącznie z powodu swoich zainteresowań, artykuł "jak to działa".
Z mojego pozaautobusowego doświadczenia - pomagałem raz w radiu Bajka, jako realizator. Nie cierpię dzieci (drą się w wózku w autobusie, ćlamią te kajzerki lub najtańsze chrupki kukurydziane wręczone przez rodzicielkę lub brudzą siebie i wszystko wokół czekoladą, odpychają się od ścianki bocznej autobusu bądź kopią w nią namiętnie, ogólnie głośne i uciążliwe są. Wycieczka szkolna w autobusie? Dramat...) Bajka jest radiem dla dzieci właśnie, przedszkolnych i wczesnoszkolnych. A okazało się, że moje dyżury w tej stacji były najprzyjemniejszymi w ciągu ostatnich trzech lat moich medialnych poczynań, nawet mimo obecności dzieci w studiu i na antenie.
Praktyka, praktyka, praktyka i jeszcze raz praktyka.
Studia wrzucają dużo teorii w łepetynę, ale mogą dać też dobry materiał, by rozwinąć umiejętności praktyczne. Patrz: dziennikarstwo - masz teorię (prawo prasowe, rodzaje mediów itp.), ale i możliwość do zdobycia umiejętności praktycznych (a to przy odrobinie zakręcenia wizyty w stacjach radiowych, by zaliczyć przedmioty, a to staże i praktyki, a dalej praca).
Im więcej się z czymś stykasz (a nie o tym tylko czytasz), tym więcej wiesz. W swoim kompie na pamięć znam każdą śrubkę, podzespół, czy też wiem, co szwankuje po pierwszych objawach. Skąd? Tyle razy się psuł i zamiast nosić go do informatyka, sam główkowałem. Świeżo upieczony posiadacz używanego Lanosa (w ogóle samochodu) prędzej pójdzie do warsztatu, a stary Pan Grzyb tego Lanosa rozkręci na części pierwsze, złoży ponownie i Lanos będzie lepiej jeździć niż jak był nowy. Czemu? Bo niejedno auto Pan Grzyb w życiu miał.
Więc złota rada - jak masz możliwość zdobycia doświadczenia praktycznego (bez względu na to, czy są to media, czy kierownica autobusu), to bierz! Najwyżej popsujesz. Ale potem będziesz wiedzieć, czemu to coś się popsuło i jak działa.
Ale pasja może być motywatorem. Podobać się może zarówno pędzenie szybką zglebioną beemą po ulicach, czy torach i można to robić zarabiając na życie. Pasją może być historia sztuki i można po zwykłej kresce czy stylu malowania odróżnić konkretnych artystów od siebie. Można się zatrzymać na pracy w korpo i historii sztuki oddawać się wyłącznie spacerując po muzeach i zwiedzając zabytki, ale można też pracować w muzeum i swoje szczęście duchowe budować na tym, że się opowiada ludziom o dziełach, artystach i mieć możliwość codziennego obcowania z tym, co się lubi. A że kasa leci? Tym lepiej.Pawel_ w Szybkim pytaniu dziwiący się, że prowadzenie autobusu może być pasją pisze:Pasja? Jeju, jakie Ty masz dziwne rozumowanie.
Jak miłośnika nauczysz technikaliów autobusowych, to ten spisze wszystkie zakładowe patenty w zaułkach pojazdu i wrzuci swe wypociny do kolejnego wątku na OB zamiast pracować.vernalisadonis pisze:Kiedyś słyszałem coś takiego, że wiedza techniczna u miłośnika jest praktycznie na zerowym poziomie. Miłośnik zna takie rzeczy jak malowanie autobusu, tapicerka, jaki ma system informacji pasażerskiej czy nr taborowe ale jak by się go spytać o budowę układu hamulcowego albo jakie układy są w silniku to nie będzie w stanie tego powiedzieć. Wiesz ale jakbym miał zatrudnić miłośnika albo osobę która zna się na rzeczy, to wybieram drugą opcję.
Ale na serio - co widzi miłośnik? Malowanie, wymienione okno na pleksi, łataną tapicerkę, SIP, numery taborowe, opóźnienie na sterowniku w kabinie i zajezdnię zza płotu. To zatem interesuje tego typowego miłośnika.
Ktoś ma smykałkę do budowy silnika, czy układu hamulcowego, ale też jest miłośnikiem, to machnie, wyłącznie z powodu swoich zainteresowań, artykuł "jak to działa".
Zależy od człowieka. Całkowicie. Jeden polubi tę pracę jeszcze mocniej, inny rzuci.Kelly pisze:Pytanie kiedy nastąpi zderzenie z rzeczywistością nadzorowo-pasażyrską.
Z mojego pozaautobusowego doświadczenia - pomagałem raz w radiu Bajka, jako realizator. Nie cierpię dzieci (drą się w wózku w autobusie, ćlamią te kajzerki lub najtańsze chrupki kukurydziane wręczone przez rodzicielkę lub brudzą siebie i wszystko wokół czekoladą, odpychają się od ścianki bocznej autobusu bądź kopią w nią namiętnie, ogólnie głośne i uciążliwe są. Wycieczka szkolna w autobusie? Dramat...) Bajka jest radiem dla dzieci właśnie, przedszkolnych i wczesnoszkolnych. A okazało się, że moje dyżury w tej stacji były najprzyjemniejszymi w ciągu ostatnich trzech lat moich medialnych poczynań, nawet mimo obecności dzieci w studiu i na antenie.
112 120 190 240 256 412 527 E-9 L43 L45 N11
Chyba pierwszy raz się z Tobą zgadzam tak w 100%. 
- a/p TALENT
- Posty: 1749
- Rejestracja: 31 sie 2007, 19:06
- Lokalizacja: Flughafen Bemowo
Pamiętam jak w 1975 r. musiałem odbyć tzw. letnie praktyki robotnicze jako student 1 roku wydziału prawa UW. "Dobry los" rzucił mnie do zajezdni autobusowej Kleszczowa. Szybko wyspecjalizowałem się w wymianie klocków hamulcowych i opon w Jelczach ogórkach. Reszta kolegów studentów prawa też została zatrudniona do konkretnej roboty. Powód awansu studenterii był prozaiczny - braki kadrowe załogi zajezdni w sezonie urlopowym. Następny mój przydział był niezwykle ciekawy - jazdy po wszystkich zajezdniach i zakładach zaplecza MZK w składzie zmotoryzowanej brygady remontowo-zaopatrzeniowej-wielofunkcyjnej. Wtedy też poznałem wielu fantastycznych pracowników warszawskiej komunikacji, zwłaszcza tych "przedwojennych".
W sumie był to bardzo kształcący okres w moim życiu. Może nie zostałem MKM, ale raczej świadomym użytkownikiem komunikacji miejskiej.
Teraz coś humorystycznego. Kolega z klasy licealnej dostał się na Politechnikę, letnie praktyki studenckie odbył ... sprzątając klatki z odchodów zwierzęcych w warszawskim ZOO.
W sumie był to bardzo kształcący okres w moim życiu. Może nie zostałem MKM, ale raczej świadomym użytkownikiem komunikacji miejskiej.
Teraz coś humorystycznego. Kolega z klasy licealnej dostał się na Politechnikę, letnie praktyki studenckie odbył ... sprzątając klatki z odchodów zwierzęcych w warszawskim ZOO.
Idiokracja nas otacza
-
Stary Pingwin
- Posty: 6067
- Rejestracja: 11 lis 2009, 11:48
Że tak nieśmiało stwierdzę- jelcz miał szczęki hamulcowe. Zdjęcie koła to był pryszcz w porównaniu ze ściąganiem bębna, a w zasadzie zbijaniem.
Klimatyzatory są złe.
Niszczą torowisko.
Niszczą torowisko.
- a/p TALENT
- Posty: 1749
- Rejestracja: 31 sie 2007, 19:06
- Lokalizacja: Flughafen Bemowo
No tak, to już prawie 40 lat temu, szczegóły wyleciały z pamięci. Oczywiście cały ten osprzęt był diabelnie ciężki i oporny, szczególnie dla nowicjuszy. Ściąganie opony z bębna i zakładanie nowych opon przeprowadzano w warsztacie oponiarskim. Głowy nie dam, ale wydaje mi się, że w tym warsztacie demontowano i montowano okładziny do tych szczęk.
Jasna sprawa, że czuwał nad nami pracownik etatowy warsztatu. Cała zabawa była z przetaczaniem kół z hali do i z warsztatu. Był taki duet na początku, który zatoczył koło do kanału...
Idiokracja nas otacza