: 05 wrz 2008, 20:36
Postanowiłem o tym napisać tutaj, ponieważ musiałbym się powtarzać w zbyt wielu tematach.
W nich powtarza się, argument o utratach jakiegoś przystanku (przesiadkowego) w proponowanych zmianach, dla różnych linii. Nieodparcie odnoszę wrażenie, że wielu ludziom, w tym i miłośnikom, marzy się właśnie komunikacja door-to-door w odmianie dom
praca/szkoła/inne miejsce
dom. Gdzie do przejścia nie będzie więcej jak 50 metrów. To jest najczystszej wody utopia.
Śmieszą mnie argumenty, o uciążliwości przesiadek, jeżeli przystanek od przystanku oddalony jest o 100m, no niech będzie 200m. Dla własnego zdrowia można się przejść. Ja jak tylko mogę, to zostawiam samochód w garażu i korzystam z komunikacji miejskiej. I to, że jakiś przystanek jest oddalony od drugiego, o 200-300 metrów, nie stanowi najmniejszego problemu. A to, że będę musiał poczekać, mam wkalkulowane z góry i wychodzę odpowiednio wcześniej.
Ktoś przytoczył argument o wracaniu zmęczonym ze szkoły. W to że plecak lub teczka z książkami i zeszytami wierzę, ponieważ sam pamiętam jak to było (choć już trochę wody w Wiśle od tego czasu minęło
). Ale nie mówcie, że jesteście tak zmęczeni, że przejście tych (tu się powtórzę) 200 metrów, urasta do rangi problemu, jak by to miał być maraton. Skoro teraz jesteście tak zmęczeni, to co powiecie za 10, 20, 30 lat
Wtedy to, pewnie będziecie żądali, żeby autobus/tramwaj/metro podjeżdżało pod drzwi mieszkania i wysadzało was u celu podróży, gdzie do przejścia będzie nie więcej niż 10 metrów.
Rozumiem też, że jest problem starszych ludzi, którzy mają trudność z chodzeniem, a też chcą mieć możliwość przemieszczania się. Konstruując komunikację też ich trzeba uwzględnić. Choć moim zdaniem, trzeba by było najpierw sprawdzić, gdzie najczęściej jeżdża i wtedy uwzględniać ich potrzeby, za pomocą linii lokalnych. Ale od tego są mądrzejsi ludzie ode mnie.
I jeszcze jedno, dam wam prosty przykład z komunikacji dawnej u współczesnej:
dawniej w Boże Narodzenie, komunikacja miejska, praktycznie znikała z ulic po godzinie 18-tej i dopiero około 22:30 pojawiały się nocne. A zimy były wtedy prawdziwe, a nie te parodie, które teraz są. Wystarczy, że temperatura w nocy spadnie do -15, -20, a w dzień do -10, a na dokładkę spadnie 20-30 cm śniegu. Toż to już klęska żywiołowa. Dawniej normą była temperatura -20 w dzień, a w nocy -30 -35. A warstwa śniegu miała 1-1,5 metra i to tam, gdzie nie było odśnieżane. Nie raz i nie dwa zdarzało mi się wracać z Wigilii na piechotę. Trasa Dolny Mokotów - Grochów. I nikt z tego powodu nie rozpaczał. Ludzie szli gromadkami, śpiewali kolędy, rozmawiali. Co najdziwniejsze, wyglądali na szczęśliwych. Teraz jak na jakiejś linii bardziej uczęszczanej, a autobus/tramwaj nie pojawia się co 10, no w porywach do 15 minut, jest to problem rangi wojny atomowej.
Ludzie
nie popadajcie w przesadyzm. Tym co chcą stworzyć idealną komunikację miejską, polecam grę Traffic Giant. Najpierw tu spróbujcie swoich sił, a potem bierzcie się za real.
Wiem, że zbiorkom powinien iść do przodu, a nie do tyłu. Jednak nie należy popadać w przesadyzm, to jeszcze nikomu nie wyszło na dobre. Z chęcią podyskutuję tu z wami na ten temat. Z góry przepraszam, jeżeli odpowiedzi z mojej strony będą padały po jakimś czasie, ale nie mam mobilnego internetu w laptopie, a tym bardziej, nie jest możliwe jednoczesne korzystanie z laptopa i prowadzenie autobusu.
W nich powtarza się, argument o utratach jakiegoś przystanku (przesiadkowego) w proponowanych zmianach, dla różnych linii. Nieodparcie odnoszę wrażenie, że wielu ludziom, w tym i miłośnikom, marzy się właśnie komunikacja door-to-door w odmianie dom
Śmieszą mnie argumenty, o uciążliwości przesiadek, jeżeli przystanek od przystanku oddalony jest o 100m, no niech będzie 200m. Dla własnego zdrowia można się przejść. Ja jak tylko mogę, to zostawiam samochód w garażu i korzystam z komunikacji miejskiej. I to, że jakiś przystanek jest oddalony od drugiego, o 200-300 metrów, nie stanowi najmniejszego problemu. A to, że będę musiał poczekać, mam wkalkulowane z góry i wychodzę odpowiednio wcześniej.
Ktoś przytoczył argument o wracaniu zmęczonym ze szkoły. W to że plecak lub teczka z książkami i zeszytami wierzę, ponieważ sam pamiętam jak to było (choć już trochę wody w Wiśle od tego czasu minęło
Rozumiem też, że jest problem starszych ludzi, którzy mają trudność z chodzeniem, a też chcą mieć możliwość przemieszczania się. Konstruując komunikację też ich trzeba uwzględnić. Choć moim zdaniem, trzeba by było najpierw sprawdzić, gdzie najczęściej jeżdża i wtedy uwzględniać ich potrzeby, za pomocą linii lokalnych. Ale od tego są mądrzejsi ludzie ode mnie.
I jeszcze jedno, dam wam prosty przykład z komunikacji dawnej u współczesnej:
dawniej w Boże Narodzenie, komunikacja miejska, praktycznie znikała z ulic po godzinie 18-tej i dopiero około 22:30 pojawiały się nocne. A zimy były wtedy prawdziwe, a nie te parodie, które teraz są. Wystarczy, że temperatura w nocy spadnie do -15, -20, a w dzień do -10, a na dokładkę spadnie 20-30 cm śniegu. Toż to już klęska żywiołowa. Dawniej normą była temperatura -20 w dzień, a w nocy -30 -35. A warstwa śniegu miała 1-1,5 metra i to tam, gdzie nie było odśnieżane. Nie raz i nie dwa zdarzało mi się wracać z Wigilii na piechotę. Trasa Dolny Mokotów - Grochów. I nikt z tego powodu nie rozpaczał. Ludzie szli gromadkami, śpiewali kolędy, rozmawiali. Co najdziwniejsze, wyglądali na szczęśliwych. Teraz jak na jakiejś linii bardziej uczęszczanej, a autobus/tramwaj nie pojawia się co 10, no w porywach do 15 minut, jest to problem rangi wojny atomowej.
Ludzie
Wiem, że zbiorkom powinien iść do przodu, a nie do tyłu. Jednak nie należy popadać w przesadyzm, to jeszcze nikomu nie wyszło na dobre. Z chęcią podyskutuję tu z wami na ten temat. Z góry przepraszam, jeżeli odpowiedzi z mojej strony będą padały po jakimś czasie, ale nie mam mobilnego internetu w laptopie, a tym bardziej, nie jest możliwe jednoczesne korzystanie z laptopa i prowadzenie autobusu.