Bilety, kontrole, taryfa
Moderator: JacekM
Albo w ogóle biletu nie kupować bo akurat gdy przyjdzie czas na wrzucenie pieniędzy to pociąg zdąży się zatrzymać na Choszczówce
Podczas żadnego z moich ponad stu przejazdów kierownik pociągu nie kontrolował biletów.Premo pisze:Autobusy podmiejskie trzaskane są codziennie. W SKM spotkanie kanara w drugiej strefie graniczy z cudem. Poza tym bilety teraz kontrolują głównie kierownicy pociągów. A z tego co słyszałem to wielu nie przykłada się do pracy i robią kontrolę tylko po to aby ją odbębnić i żeby kierownictwo się nie czepiało.
Bo jak ZTM uprawnił pracowników SKM do kontroli biletów, to spółka ta zatrudniła ekipę do tego celu. Pamiętam, że 1,5-2 lat temu jeździła damsko-męska para na odcinku od al. Jerozolimskich do Służewca i sprawdzali bilety w pociągach lotniskowych. Teraz coś ich nie widuję...
ZTM przeszkolił kierowników pociągów SKM do kontroli biletów. Kierownik pociągu nie sprawdza biletów. Ale kilka dni w miesiącu pełni dyżur jako kanar
Na Gdańskim jest.Emyl pisze:To przerąbane miałeś, w eSKaeMkach nawet kibla nie ma!
Dodano po 1 minucie 51 sekundach:
Jak rok już jeżdżę do pracy S2, to przypadków, gdzie kierownik przekroczył magiczną linię drugich drzwi w 27WE policzyć mogę na palcach rąk, może jeszcze nogi.Premo pisze:Autobusy podmiejskie trzaskane są codziennie. W SKM spotkanie kanara w drugiej strefie graniczy z cudem. Poza tym bilety teraz kontrolują głównie kierownicy pociągów. A z tego co słyszałem to wielu nie przykłada się do pracy i robią kontrolę tylko po to aby ją odbębnić i żeby kierownictwo się nie czepiało.
ŁK
To byli kontrolerzy ZTM.Sebastian pisze:Bo jak ZTM uprawnił pracowników SKM do kontroli biletów, to spółka ta zatrudniła ekipę do tego celu. Pamiętam, że 1,5-2 lat temu jeździła damsko-męska para na odcinku od al. Jerozolimskich do Służewca i sprawdzali bilety w pociągach lotniskowych. Teraz coś ich nie widuję...
Nie daj się zepchnąć z twojej drogi nawet przez ludzi idących w tym samym kierunku.
S.J.Lec
S.J.Lec
Na liniach strefowych zwłaszcza na południu Warszawy, podobnie jak w odległych południowych dzielnicach, kombinacje są ogromne. Ostatnio jadąc z Okęcia na południe jechała cała grupka znajomych, bynajmniej nie jakichś gimbusów a poważnie wyglądających ludzi. Jechali z marketów za Okęciem w stronę przystanku w II strefie.Piottr pisze:Premo pisze:Każdy doświadczony kontroler wystarczy że spojrzy i już wie kto nie ma biletu.Potwierdzam... jak raz zdarzyło mi się zasiać panikę w autobusie, przyłożyłem portfel do kasownika żeby sprawdzić kiedy mi się kończy kwartalny, a kasownik zapiszczał długim czerwonym "tylko jedną kartę proszę" to raptem kilka osób jak oparzone się rzuciło do kasowników.... Potem powtarzałem ten eksperyment socjologiczny świadomie i za każdym razem efekt ten sam - lekka panika co poniektórych pasażerówPaweł D. pisze:Święte słowa. Działa to też w drugą stronę
Nagle, bodaj Na Skraju, jest taki przystanek, wsiada para osób powiedzmy nieco o wyglądzie kanarów, a tamta grupa w konsternacji:
- uwaga, chyba będziemy wysiadać... a może nie... ok jedziemy dalej...
Ewidentnie patrzyli czy wsiadający to kontrolerzy.
Moim zdaniem już nie działa trik pt. kanar siada i udaje pasażera po czym wstaje i kontroluje. Gapowicze stali się bezczelni, uciekają jak widzą tylko podejrzanego o to, że jest kanarem.
Ostatnio czytałem, że kontrolerzy blokują drzwi i żądają biletów od wysiadających.
Takie zachowania bardzo,ale to bardzo źle wpływają na psucie wizerunku komunikacji miejskiej u osób które bilety kasują.
Dotąd historie o tym, że wysiadając z autobusu mogę zostać "zatrzymany" do kontroli w drzwiach słyszałem tylko od osób mieszkających w Lublinie i to nawet tam już parę lat temu całkiem zmieniono komunikację (wprowadzono m.in.ZTM, mundury dla kontrolerów) tymczasem w Warszawie wygląda na to że wprowadza się system grozy, coś jak w Kijowie kilka lat temu gdy kanarzy byli po prostu bandą dresów łapiących za szyję a identyfikatorami były - dosłownie - łańcuchy na szyi z logo bodajże metra. Ale nawet Kijów od tego odszedł.
Patrząc z innej strony: nie usprawiedliwiam złodziejstwa, ale potępiam zachowania które nadszarpują wizerunek komunikacji u zwykłych, uczciwych pasażerów. Zachowania, które do komunikacji zniechęcają nie tylko samotnie podróżujące kobiety ale też po prostu kulturalnych ludzi albo takich którym się czasem spieszy.
Tym nie mniej patrząc na liczbę gapowiczów zastanawiam się, jak to jest, że wpływy z biletów tak ładnie rosną?
No i po drugie, czy ceny biletów nie są dziś zbyt wywindowane dla przeciętnego warszawiaka?
Ceny parkingów są niskie, brakuje taniej opcji dla osób które jadą nieraz 1-2-3 przystanki. Tak krótkie, że 20-minutowy to marnotrastwo i tak długie, że piechotą nie bardzo.
Spróbuj wytłumaczyć to kombinatorom
Nie jestem kombinatorem ale często poruszam się miedzy przystankami Krucza - Berestecka. Czas przejazdu - 20 minut rozkładowo (158/127). Wystarczy ze na jednych światłach albo na jednym przystanku postoi dłużej i już jestem KRYMINALISTĄ który chciał oszukać ZTM na 50 groszy. Dlatego kasuje 75 minutowy i przepłacam za jedna minute aż 50 groszy.
A co do roweru. Podejście do stacji (położonej czasem w beznadziejnym miejscu) odpięcie roweru (użeranie się z tym panelem niby-dotykowym, wklepywanie pinu), przejechanie i przypięcie roweru - to ja już wole 20 minutowy skasować albo iść pieszo, ba ostatnio z Żelaznej na Berestecka szedłem pieszo.
A czy ceny są wygórowane? Przy obecnej cenie parkowania gdy i tak dojeżdżam autem teraz (po zepsuciu przez gminę i ZTM 7xx to zwyczajnie zrezygnowałem) to coraz częściej zastawiam się nad wjeżdżaniem doc centrum w godzinach płatnego parkowania ale i to nie ma sensu bo trudniej zmaleć miejsce (czas) aniżeli przejmować się kosztami parkowania (parkuje na 2-3 godziny). Za przeproszeniem, dobowy na II strefy kosztuje więcej niż paliwo do auta którym zrobię 70km. Fakt, auto to też inwestycja poniesiona wcześniej ale ten problem mnie nie dotyczy. Stad jako pasażer II strefy jestem "dojony" za bilety w sposób nienaturalny. Żeby bilet na wożenie tyłka przez miesiąc kosztowało 196zł (W+)? (efektywnie, zakładając, że
podróże mieszczą się w 90 minutowym to tak naprawdę jest 20 × 90 = 1800 minut czyli 196zł / 30h = 6 zł/dziennie). Gdybym chciał jeździć na 90 minutowych - wyszło by 14zł/dobę przy czym przy parkowaniu dobowym w mieście w przybliżeniu 34zł.Owszem parkowanie nadal jest droższe ale różnica, nawet ponad dwukrotna nie jest większa. Dlatego przy obecnej taryfie II strefy, ktoś kto nie posiada samochodu - będzie jeździł II strefą ale jak ma - nie będzie. Dotyczy to głownie osób mieszkających w zasięgu 20 minutowego od granicy strefy biletowej. Dla tych mieszkających dalej - nie ma alternatywy.
A i żeby nie było, powyższe ma zasadność dla osoby kursującej 20 dni miesiącu, tj. niemal codziennie. Problem się pojawi gdy ktoś tak jak ja musi kursować 3x w tygodniu. Wtedy zbiorkom nie ma szans. 12 × 90 = 1080 minut czyli 196zł / 18h = 10zł na dobę a przy 14zł za jednorazówki 90 minutowe. Autem mieszczę się w jakiś 16zł/dobę (bez parkowania, poza SPPN). Czas i komfort który odzyskuję (20 minut z domu do miejsca zainteresowania vs ponad godzina) warty jest tej ceny paru złoty więcej.
Myślę ze w II strefie powinien obowiązywać system kilometrażowy i naliczać progresywnie niewielkie części za każdy kilometr przejechany. Skończyło by się kombinowanie a zapłaciło by się za efektywny przejazd w II strefie.
A co do roweru. Podejście do stacji (położonej czasem w beznadziejnym miejscu) odpięcie roweru (użeranie się z tym panelem niby-dotykowym, wklepywanie pinu), przejechanie i przypięcie roweru - to ja już wole 20 minutowy skasować albo iść pieszo, ba ostatnio z Żelaznej na Berestecka szedłem pieszo.
A czy ceny są wygórowane? Przy obecnej cenie parkowania gdy i tak dojeżdżam autem teraz (po zepsuciu przez gminę i ZTM 7xx to zwyczajnie zrezygnowałem) to coraz częściej zastawiam się nad wjeżdżaniem doc centrum w godzinach płatnego parkowania ale i to nie ma sensu bo trudniej zmaleć miejsce (czas) aniżeli przejmować się kosztami parkowania (parkuje na 2-3 godziny). Za przeproszeniem, dobowy na II strefy kosztuje więcej niż paliwo do auta którym zrobię 70km. Fakt, auto to też inwestycja poniesiona wcześniej ale ten problem mnie nie dotyczy. Stad jako pasażer II strefy jestem "dojony" za bilety w sposób nienaturalny. Żeby bilet na wożenie tyłka przez miesiąc kosztowało 196zł (W+)? (efektywnie, zakładając, że
podróże mieszczą się w 90 minutowym to tak naprawdę jest 20 × 90 = 1800 minut czyli 196zł / 30h = 6 zł/dziennie). Gdybym chciał jeździć na 90 minutowych - wyszło by 14zł/dobę przy czym przy parkowaniu dobowym w mieście w przybliżeniu 34zł.Owszem parkowanie nadal jest droższe ale różnica, nawet ponad dwukrotna nie jest większa. Dlatego przy obecnej taryfie II strefy, ktoś kto nie posiada samochodu - będzie jeździł II strefą ale jak ma - nie będzie. Dotyczy to głownie osób mieszkających w zasięgu 20 minutowego od granicy strefy biletowej. Dla tych mieszkających dalej - nie ma alternatywy.
A i żeby nie było, powyższe ma zasadność dla osoby kursującej 20 dni miesiącu, tj. niemal codziennie. Problem się pojawi gdy ktoś tak jak ja musi kursować 3x w tygodniu. Wtedy zbiorkom nie ma szans. 12 × 90 = 1080 minut czyli 196zł / 18h = 10zł na dobę a przy 14zł za jednorazówki 90 minutowe. Autem mieszczę się w jakiś 16zł/dobę (bez parkowania, poza SPPN). Czas i komfort który odzyskuję (20 minut z domu do miejsca zainteresowania vs ponad godzina) warty jest tej ceny paru złoty więcej.
Myślę ze w II strefie powinien obowiązywać system kilometrażowy i naliczać progresywnie niewielkie części za każdy kilometr przejechany. Skończyło by się kombinowanie a zapłaciło by się za efektywny przejazd w II strefie.

Wydawali się być w mundurach z logo SKM, ale nie wiem. Taki czy inny bilet zawsze posiadam więc nie miałem okazji bliżej poznać tych osób.Sindbad pisze:To byli kontrolerzy ZTM.Sebastian pisze:Bo jak ZTM uprawnił pracowników SKM do kontroli biletów, to spółka ta zatrudniła ekipę do tego celu. Pamiętam, że 1,5-2 lat temu jeździła damsko-męska para na odcinku od al. Jerozolimskich do Służewca i sprawdzali bilety w pociągach lotniskowych. Teraz coś ich nie widuję...
System kilometrażowy działa na kolei a i tak ludzie kombinują. Np. Bilet z Zagościńca do Warszawy Wileńskiej kosztuje 10,50zł (21km)Teokryt pisze: Myślę ze w II strefie powinien obowiązywać system kilometrażowy i naliczać progresywnie niewielkie części za każdy kilometr przejechany. Skończyło by się kombinowanie a zapłaciło by się za efektywny przejazd w II strefie.
Z Wołomina Słonecznej natomiast kosztuje 8,10zł(19km). Wystarczy że pasażer jadący z Zagościńca kupi bilet dopiero od Słonecznej i 2,40zł ma zaoszczędzone. A ten jeden przelot będzie próbował "przekitować".
To proponuje własny samochód. Wtedy wzrost stawki jest najbardziej liniowy. Płacisz więcej w zależności od liczby przejechanych kilometrów.
- Solaris U10
- Posty: 2659
- Rejestracja: 18 gru 2005, 13:26
W dobie elektronicznego wystawiania biletów przedziały odległości mogłyby być co 1 km i byłoby bardziej sprawiedliwie.
