ŻW pisze:Czy Pałac Kultury trafi dziś do rejestru?
autor: DAZ, mp, Ostatnia aktualizacja: 2007-01-23
Koniec zamieszania wokół PKiN. Zapewne dziś stanie się zabytkiem. Wojewoda poinformował, że nie będzie torpedował pomysłu uhonorowania Pałacu.
– Nie będę wydawał ani przychylnej, ani negatywnej opinii w sprawie uznania Pałacu Kultury i Nauki za zabytek. Tę decyzję zgodnie z prawem pozostawiam p.o. wojewódzkiego konserwatora – powiedział wczoraj Wojciech Dąbrowski, wojewoda mazowiecki.
Jednocześnie poinformował o liście, jaki otrzymał z Instytutu Architektury i Urbanistyki Polskiej Akademii Nauk. – Pięciu naukowców przysłało mi negatywną opinię w sprawie wpisu PKiN do rejestru. Ich ocenę przekażę konserwatorowi, aby podejmując decyzję, wziął pod uwagę również głosy sprzeciwu – mówi Dąbrowski.
W piśmie prof. Zbigniew Bać, prof. Juliusz Chrościcki, prof. Lech Kłosiewicz, prof. Krzysztof Pawłowski oraz dr Jerzy Ilkosz z Muzeum Architektury we Wrocławiu twierdzą, że PKiN nie zasługuje na status zabytku. „Gmach pałacu w sensie jego koncepcji jest zaprzeczeniem architektonicznej racjonalności” – piszą historycy sztuki, choć część z nich pracuje w Polskiej Akademii Nauk, która ma swoją siedzibę właśnie w PKiN.
Czy ta opinia wpłynie na decyzję konserwatora? Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, raczej nie. Maciej Czeredys, p.o. mazowieckiego konserwatora, zamierza wziąć pod uwagę także inne pozytywne opinie naukowców. Za ochroną pałacu opowiedzieli się m.in. prof. Waldemar Baraniewski z Uniwersytetu Warszawskiego oraz prof. Andrzej Tomaszewski, przewodniczący Społecznej Rady Ochrony Dziedzictwa Kulturowego przy prezydencie Warszawy.
Na decyzję o uznaniu gmachu za zabytek czeka Lech Isakiewicz, prezes zarządu PKiN. – Wtedy będę mógł przeprowadzić remont Sali Kongresowej i nie będzie trzeba likwidować części widowni, czego wymagają normy unijne – mówi nam Isakiewicz.
Konserwator podejmie decyzję dziś lub jutro.
Plac Defilad i okolice - plany na przyszĹoĹÄ
Moderatorzy: Poc Vocem, Dantte
Dennis pisze:Trzymamy kciuki zatem za "prawomyślną" decyzję konserwatora.
- MeWa
- Cukiereczek
- Posty: 24727
- Rejestracja: 14 gru 2005, 21:34
- Lokalizacja: Czachówek Centralny Południowo-Środkowy
PKiN poczeka na rejestr
tu2007-01-24, ostatnia aktualizacja 2007-01-24 21:47
Pałac Kultury wciąż nie jest zabytkiem. Decyzja miała zapaść wczoraj, ale konserwator przesunął ją o tydzień
Wpisanie gmachu do rejestru zabytków budzi gorące emocje. Zwolennicy przekonują, że PKiN to najznakomitszy przykład architektury socrealizmu. Przeciwnicy wypominają Stalina, który podarował pałac Warszawie. Przed tygodniem nowy wojewoda Wojciech Dąbrowski wstrzymał wpis. Dwa dni temu ustąpił. Konserwator jednak zwleka z decyzją. - Prawnik zalecił, żeby strony zapoznały się z aktami sprawy. Mają na to siedem dni - tłumaczy Maciej Czeredys, zastępca wojewódzkiego konserwatora zabytków. Dokumenty przesłał do: zarządu Pałacu Kultury (popiera wpis), Towarzystwa Opieki nad Zabytkami (wnioskował o wpis) oraz władz Warszawy (uszanują decyzję konserwatora). Sprzeciwu więc raczej nie będzie.
STACJA METRA "RATUSZ" POWINNA NAZYWAĆ SIĘ "PLAC BANKOWY"
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
- MeWa
- Cukiereczek
- Posty: 24727
- Rejestracja: 14 gru 2005, 21:34
- Lokalizacja: Czachówek Centralny Południowo-Środkowy
Oni chyba nigdy tam nic nie wybudują.
WARSZAWA
PROJEKTY
Nowe pomysły na plac Defilad
Czy nowy zarząd stolicy ma swój pomysł na zagospodarowanie pl. Defilad? Rzecznik ratusza Tomasz Andryszczyk nie wyklucza korekt w istniejącym planie.
Na razie władze miasta zaczęły od zmian organizacyjnych. Zrezygnowały z usług konsorcjum, które miało zająć się przygotowaniem inwestycji wokół Pałacu Kultury.
- Zarząd miasta uznał, że nie ma potrzeby wydawania 10 mln zł, skoro prace mogą wykonać miejscy urzędnicy -komentuje rzecznik ratusza.
Zapowiedzią zmian zaniepokojeni są opozycyjni samorządowcy.
- Już na pierwszym posiedzeniu Komisji Ładu Przestrzennego usłyszeliśmy, że trzeba przyjrzeć się planowi zagospodarowania uchwalonemu w poprzedniej kadencji -mówi radny Marek Makuch (PiS). -My zaproponowaliśmy niewysoką, ośmiokondygnacyjną zabudowę wokół Pałacu Kultury, odtworzenie części pierzei przedwojennych ulic, instytucje kultury. A oni mają zapewne ochotę posprzedawać małe działki pod wysokościowce.
Wiadomo, że wiceprezydent Jacek Wojciechowicz jest zwolennikiem wyższej zabudowy wokół PKiN. Uspokaja jednak, że zarząd nie podjął jeszcze żadnych decyzji w tej sprawie. Jednocześnie przyznaje, że władze miasta konsultują propozycje zmian ze Stowarzyszeniem Architektów Polskich i Towarzystwem Urbanistów. Dodaje, że zgodnie z uchwalonym planem na pl. Defilad znajdzie się Muzeum Sztuki Nowoczesnej.
Niepokoją się też handlowcy z Kupieckich Domów Towarowych.
-Jak będą jakieś zmiany planów, to miasto może nie podpisać z nami obiecywanej od listopada dzierżawy gruntu pod nowy pawilon -mówi Agnieszka Koszewska z zarządu KDT.
mgc
STACJA METRA "RATUSZ" POWINNA NAZYWAĆ SIĘ "PLAC BANKOWY"
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
Gazeta Wyborcza pisze:Pałac Kultury jest już zabytkiem
Najwyższy budynek w Polsce - 230-metrowy warszawski Pałac Kultury i Nauki - znalazł się w rejestrze zabytków, obok Łazienek, Wilanowa i Starego Miasta. W piątek taką decyzję podpisał Michał Czeredys, zastępca mazowieckiego konserwatora zabytków.
Ścisłą ochroną objęto cały pałac - jego architekturę, wystrój wnętrz i stałe wyposażenie. Bez zgody służb konserwatorskich nie będzie wolno przeprowadzać tu większych zmian.
Uznanie socrealistycznego wieżowca za zabytek podzieliło środowiska architektów i historyków sztuki. Zwolennicy ochrony gmachu podkreślali, że jego wnętrza są dziełem znakomitych polskich artystów i rzemieślników. Przeciwnicy wytykali pałacowi "radzieckie pochodzenie".
W spór włączył się nawet odwołany właśnie wojewoda mazowiecki Wojciech Dąbrowski. Na kilka dni wstrzymał wpis do rejestru zabytków.
Gazeta Wyborcza pisze:Nowa ekipa od nowa planuje centrum Warszawy
Czy uda się skończyć z prowizorką na pl. Defilad? Miasto szykuje specgrupę, która zajmie się inwestycjami. Zaczynają się też negocjacje z MarcPolem w sprawie likwidacji blaszanej hali.
- Powołamy specjalny zespół, który przygotuje i będzie realizować projekt pod nazwą Nowe Centrum Warszawy. W lutym zostanie rozstrzygnięty konkurs na projekt Muzeum Sztuki Nowoczesnej, które ma być budowane przy Marszałkowskiej niedaleko Świętokrzyskiej. I na razie tylko tyle wiadomo - mówi "Gazecie" Jacek Wojciechowicz, wiceprezydent Warszawy odpowiedzialny za inwestycje.
Szansa na ugodę
Nowe Centrum to teren wokół Pałacu Kultury między ul.Marszałkowska, Świętokrzyska, Emilii Plater, Al. Jerozolimskimi. Mimo że to serce miasta wciąż jest tu tylko ogromna pustka zagracona prowizorycznymi blaszakami. Jest gotowy plan jej zagospodarowania - budynkami o powierzchni nieco ponad pół miliona metrów kwadratowych. Mają tu powstać biurowce, mieszkania, sklepy, muzeum i teatr. Realizację pierwszych inwestycji Nowego Centrum i wjazd koparek na pl. Defilad już kilka lat temu obiecywał ówczesny prezydent Lech Kaczyński. Skończyło się na słowach.
W ratuszu nie wiedzą, czy nowy zespół, który zajmie się planami tego terenu, składać się będzie tylko z miejskich urzędników, czy także z ekspertów prywatnych firm.
- Kilkanaście miesięcy negocjowaliśmy umowę z konsorcjum firm na czele z prawniczą Salans [ta firma pilotuje remont Krakowskiego Przedmieścia]. Dokumenty nie zostały podpisane przez nową ekipę. Wracamy do punktu wyjścia, a pan Marek Mikuśkiewicz może się cieszyć, bo jego hala MarcPolu jak stała, tak stoi - komentuje Michał Borowski, były naczelny architekt miasta.
Jest jednak cień nadziei na porozumienie w sprawie likwidacji tego blaszaka, która szpeci centrum od początku lat 90. W 2005 r. sprawa trafiła do sądu, bo wypowiedzenie przez miasto umowy dzierżawy gruntu pod halą nie poskutkowało. W trakcie procesu pod koniec zeszłego roku spółka MarcPol Joint-Venture zaproponowała ratuszowi mediacje. Poprowadzi je prof. Andrzej Janik. Liczy na to, że doprowadzi do ugody miasta z tą firmą.
Mikuśkiewicz ma asa w rękawie. Związana z nim spółka może się pochwalić długoletnią dzierżawą podziemnego garażu przy stacji metra Centrum. Bez jego zgody lub współpracy zbudowanie czegokolwiek na powierzchni będzie bardzo trudne. Nie udało nam się dowiedzieć, jakie warunki zamierza postawić miastu Marek Mikuśkiewicz, bo przebywa za granicą.
Andrzej Jakubiak, z-ca prezydenta odpowiedzialny za nieruchomości mówi: - Mediacje będą testem, cy jest możliwe stosunkowo szybkie rozebranie hali MarcPolu. Pan Mikuśkiewicz ma rozległe interesy w Warszawie, miasto spojrzy na to w sposób całościowy.
Kupcy szachują muzeum
Na razie do prac nad Nowym Centrum najbardziej rwie się spółka Kupieckie Domy Towarowe, której marzy się dom handlowy zamiast blaszaka stojącego na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej. Zapewnia, że ma projekt gotowy do złożenia w ratuszu. Kupcom do szczęścia brakuje tylko gruntu. I pieniędzy.
Poprzednie władze miasta obiecały spółce bezprzetargową dzierżawę prawie 6 tys. m kw. przy Marszałkowskiej (naprzeciwko wylotu Złotej). Do dziś umowa nie została podpisana. - Niczego nie ustaliliśmy - martwi się Dariusz Połeć z zarządu KDT.
Bez umowy w ręku kupcy nie zgromadzą potrzebnych funduszy. - Nie mam z czym iść do banku. Nie wiem, czy wolno nam brać współinwestora, czy nie. Czy miasto zwróci nam nakłady na budowę, czy nie - opowiada Połeć.
Wiceprezydent Jakubiak nie chce zdradzać szczegółów negocjacji z KDT. Jedno gwarantuje: miasto nie zrobi nic, żeby zmusić kupców do odejścia z pl. Defilad. - Jeśli nie rozwiążemy problemu ze spółką, to mamy problem z budową metra i Muzeum Sztuki Nowoczesnej - przyznaje wiceprezydent Jakubiak. - Musimy działać szybko.
Muzeum zajmie narożnik zabudowany dziś kupiecką halą. Umowa na grunt pod nią jest ważna do końca 2008 r. Szanse na likwidację blaszaka w tym terminie bez natychmiastowego rozpoczęcia budowy nowego KDT są niewielkie.
Tymczasem eksperci ostrzegają, że przyrzeczona kupcom 30-letnia dzierżawa nie jest wystarczającym zabezpieczeniem, by uzyskać kredyt "dla realizacji obiektu o standardzie wymaganej w centrum Warszawy. Na tak dzierżawionych gruntach buduje się magazyny, stacje benzynowe czy supermarkety".
GW pisze:Najwyższy budynek w Polsce - 230-metrowy warszawski Pałac Kultury i Nauki - znalazł się w rejestrze zabytków, obok Łazienek, Wilanowa i Starego Miasta. W piątek taką decyzję podpisał Michał Czeredys, zastępca mazowieckiego konserwatora zabytków.
Coś mi się wydaje, że gdyby nie odwołanie wojewody, to nadal baliby się uznać pałac za zabytek.GW pisze:W spór włączył się nawet odwołany właśnie wojewoda mazowiecki Wojciech Dąbrowski. Na kilka dni wstrzymał wpis do rejestru zabytków.
- Bastian
- Sułtan Maroka
- Posty: 36181
- Rejestracja: 13 gru 2005, 14:08
- Lokalizacja: Gdzieś tam na północy...
Wychodzi więc na to, że Pałac uratowali Dorn i Kaczyński. Czy wy też słyszycie chichot historii?MZ pisze:Coś mi się wydaje, że gdyby nie odwołanie wojewody, to nadal baliby się uznać pałac za zabytek.
Honi soit qui mal y pense...
Chemia teraz doszła do wspaniałych wyników. Robią wiewiórki z aminokwasów. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
No, MDM też jest interesujące architektonicznie i stanowi spójną całość. Będąc dzieciątkiem na spacerze z rodzicami zawsze spoglądałem na MDM-owskie kandelabry z uznaniem.
Jeśli ktokolwiek wypowiada się o komunikacji w Pruszkowie, niech nie zapomina, że na północ od torów (Gąsin, Żbików, Bąki) też mieszkają ludzie.
Śp. 714 Ożarów - os. Staszica = to były piękne dni...
Śp. 714 Ożarów - os. Staszica = to były piękne dni...
Dyskusja o zasadności wpisania PKiN do rejestru zabytków trwa:
// oryginał: http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/op ... e_a_1.html, pewnie niedugo zniknie, bo to wtorkowa Rzepa[img]http://www.rzeczpospolita.pl/gifs/head.gif[/img] pisze:Jan Pospieszalski Potrzebny był mocny akt propagandowy, potwierdzający siłę i legitymizujący władze PZPR. Nic lepiej nie mogło nadawać się do tej roli. Zwalista, monumentalna budowla musiała budzić respekt
Symbol sowieckiej dominacji do rozbiórki
W rozbiórce pałacu można widzieć, tak jak to ujmuje prof. Barbara Skarga, groźny pomysł radykałów, aby panować nad pamięcią. A przecież pytanie o pałac jest częścią sporu o to, czym była PRL. Sam fakt, że taki spór wraca ze wzmożoną siłą, jest najlepszym dowodem na uwalnianie pamięci - pisze muzyk i publicysta
Wpisanie Pałacu Kultury i Nauki do rejestru zabytków jest triumfem absurdu. Sam fakt, że są w Warszawie dorośli ludzie, którzy wymyślili, przeprowadzili i zaakceptowali umieszczenie tej budowli na liście ochrony dziedzictwa narodowego, musi budzić smutek. Sprawia, że trzeba sobie przypomnieć sens słów: "zabytek" "naród" "dziedzictwo". I jak na ironię, jest to zwycięstwo zza grobu sowieckiej ideologii, bo najbardziej perwersyjną sztuczką komunizmu była kradzież słowom ich pierwotnych znaczeń. Zamiast wpisywać Pałac Kultury na listę zabytków, należy go po prostu rozebrać i powinno się to zrobić niezwłocznie.
Kamienna maczuga blokuje miasto
Ten monstrualny gmach został wetknięty w samo centrum, paraliżując naturalną tkankę miejską, z trudem dźwigającej się z ruin Warszawy.
Na obszarze kilku kwartałów zablokowano naturalne ciągi ulic i poprzecinano arterie komunikacyjne. Zaczopowano newralgiczny splot słoneczny metropolii. Wystarczy spojrzeć na ścianę sąsiedniej pierzei z hotelem Polonia, aby uświadomić sobie, jak ten kwadrat mógłby wyglądać. Znajomy architekt mówi, że PKiN przypomina mu gigantyczną, kamienną maczugę, którą przygwożdżono upolowaną zwierzynę.
Jakość rozwiązań urbanistycznych najlepiej weryfikuje życie. Jesteśmy właśnie świadkami trwającej ponad pięćdziesiąt lat urbanistycznej klęski. Nasze miasto nigdy nie zasymilowało narzuconego, sztucznego tworu. Do 1989 roku Warszawa nie wchłonęła PKiN jako części struktury, a dziś w warunkach tzw. wolności gospodarczej, jest jeszcze gorzej.
Paraliż decyzyjny kolejnych ekip zasiadających w ratuszu, brak wizji, przyzwolenie na prowizorkę, stworzyły pole dla cwaniactwa i szemranych interesów. W centralnym punkcie europejskiej stolicy wytworzyła się subkulturowa enklawa. Najpierw "szczęki", potem ohydne blaszaki MarcPolu, parkingi z kolczatkami odgrodzone bez ładu i składu ułożonymi krawężnikami i do tego spontanicznie powstały dworzec zamiejscowych mikrobusów. Wokół strzępy parku, alejki prowadzące donikąd i obsikane klomby pełne mieszkańców dworcowych kanałów. W to wszystko powtykane plansze z reklamami, prowizoryczne pawilony z tanim jedzeniem i wszechogarniający brud.
Nadzieje, że z czasem ten brzydki olbrzym zostanie obudowany nowymi wieżowcami i przez to zneutralizowany, okazały się szczytem naiwności. Na przykładzie Złotych Tarasów i sąsiednich inwestycji widać, że jest odwrotnie. To ponura bryła PKiN jest nadal dominującym punktem odniesienia, a wszystkie pozostałe budynki, choćby najbardziej śmiałe i nowoczesne, się do niej dostosowują.
Najdroższy biurowiec Europy Środkowej
"...Rozebrać? Coś pan! A kogo na to stać, ile to będzie kosztowało?!"
Ci, którym rozbiórka PKiN - czyli całkowity demontaż do poziomu "0" nie mieści się w głowach, odpowiadam: nie będzie kosztowało ani grosza, a jeszcze miasto na tym nieźle zarobi! A co najważniejsze, zakończy się proceder publicznego sponsoringu, czyli finansowania z kieszeni podatnika. Wystarczy ogłosić przetarg na działkę i konkurs na projekt zagospodarowania centrum dużej stolicy europejskiej. W warunkach przetargu należy umieścić rozbiórkę PKiN z zastrzeżeniem sobie decyzji, co zrobić z odzyskanymi surowcem i elementami. (Zegar proponuję niezwłocznie odesłać Pawłowi Piskorskiemu na adres jego zachodniopomorskich posiadłości - byle dalej!)
Obserwując trendy na rynku nieruchomości, można być pewnym, że inwestorzy i deweloperzy z całego świata ustawiliby się w długiej kolejce. Nie ma żadnego ekonomicznego uzasadnienia, by nadal blokować najatrakcyjniejszą w tej części Europy lokalizację. Z punktu widzenia interesów naszego miasta, odwlekanie decyzji, to już nie tylko niefrasobliwość, to brak elementarnej odpowiedzialności za wspólne dobro.
Poza tym utrzymywanie takiego kolosa jest nieopłacalne. Koszty eksploatacji, konserwacja i niezbędne remonty, a nie daj Boże, w przypadku zabytku dodatkowe koszty wszelkich prac pod rygorami narzucanymi przez konserwatora wojewódzkiego, nijak mają się do zysków z wynajmu i użytkowania pomieszczeń. Skalę marnotrawstwa pokazuje choćby zużycie energii elektrycznej, której starczyłoby na potrzeby 30-tysięcznego miasta. To bez wątpienia najdroższy biurowiec w tej części Europy.
Może wpisanie nieruchomości na listę zabytków, ma na celu przerzucenie części kosztów na Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego?
Symbol narzuconej religii
Zapis ustawy mówi że "...zabytkiem jest nieruchomość (...), której zachowanie leży w interesie społecznym ze względu na wartość historyczną, artystyczną lub naukową" (art. 3 pkt 1, Dz. U. z nr 162, poz. 1568).
Interesuje mnie niezmiernie, jak ów interes społeczny definiują autorzy pomysłu umieszczenia PKiN w rejestrze zabytków. O wartości artystycznej nie wspominajmy. Spójrzmy na wartość historyczną.
Rzecznicy ochrony pałacu podkreślają, że stanowi on wyjątkowe świadectwo epoki totalitaryzmu. Doświadczenia unikalnego, na Zachodzie nie bardzo zrozumiałego, a przez to zdolnego zainteresować Europejczyków. Ale jakoś tak się dzieje, że właśnie ci, którzy ten historyczny aspekt najmocniej podkreślają, najgłośniej protestują przeciw rzetelnej debacie o historii PRL.
Nie ma wątpliwości, że zamysłem fundatorów PKiN, było oddziaływanie ideologiczne. Bo okupacja sowiecka w Polsce, to nie tylko sprawowanie władzy za pośrednictwem PZPR, przez podporządkowanie jej wszystkich instytucji państwa. Zdobycie władzy, to był dopiero początek. Celem było trwałe przekształcenie struktury społecznej. Radzieccy towarzysze, chcąc stworzyć nowego człowieka, wiedzieli, że samym terrorem i represjami tego nie dokonają. Potrzebna była zmiana mentalna - radykalna przebudowa kulturowa. Równolegle z frontem eksterminacji tych, których uznano za wroga klasowego (wg różnych danych: od 30 tysięcy ofiar znanych z imienia i nazwiska, do 200 - 300 tysięcy obliczanych szacunkowo) rozwijał się front propagandowy.
Telewizja była w fazie eksperymentów, potrzebny był więc mocny akt propagandowy, potwierdzający siłę i legitymizujący władze PZPR. Nic lepiej nie mogło nadawać się do tej roli. Zwalista, monumentalna budowla musiała budzić respekt. Nie tylko imieniem Józefa Stalina, ale całym swym kształtem przypominała, kto ma władzę, z czyjego ona jest nadania, gdzie i jakie jest jej realne umocowanie. Obca formą i estetyką, nie mająca żadnych odniesień do znanej u nas architektury, była symbolem dominacji, a zarazem świątyniopodobnym centrum narzuconej, nowej religii. Bo to o rząd dusz trwała walka.
Sieroty po PRL
Inna grupa obrońców pałacu to sentymentaliści. Sieroty po PRL, tęskniące za ojcowską władzą rozgrzeszającą z odpowiedzialności. To także majsterkowicze i modelarze z Pałacu Młodzieży, baletnice z kółek tanecznych, żółte czepki zdobyte na basenie. "... Ach panie, ludzie się przyzwyczaili... człowiek kiedyś był młody! Ja tu tyle wspomnień zostawiłem i rozbiórki sobie nie wyobrażam. Przecież tu nie tylko propaganda. Tu panie grali Stonesi, Miles Davis, a nawet był Kongres Kultury Polskiej".
Z sierotami po PRL trudno dyskutować, niech wraz z Bogusławem Wołoszańskim powtarzają mantrę o PRL, która była ich ojczyzną.
Ciekaw jestem, czy sentymentaliści też będą protestować przy planowanej rozbiórce Dworca Centralnego? Przecież te perony były świadkiem tylu pięknych pożegnań i powrotów.
Rozumiem zresztą sentymenty. Jestem warszawiakiem z wyboru i tak jak solista zespołu T.Love przyjechałem tu z Częstochowy. W przeboju o Warszawie Muniek Staszczyk, także i w moim imieniu, śpiewa:
... bo kocham to miasto zmęczone jak ja
gdzie Hitler i Stalin zrobili co swoje...
Obaj okupanci dobrze wiedzieli, jakie znaczenie dla narodowej tożsamości, ma symboliczna przestrzeń miasta. Nie tylko z jego zabytkami, ale i z placami, rytmem ulic. Dlatego właśnie "zrobili co swoje". Akt zniszczenia Warszawy wyludnionej po powstaniu, nie ma w nowożytnej historii precedensu.
Słyszymy także: "...skoro chcecie zniszczyć wszelkie pozostałości po obcej okupacji, to zlikwidujmy także Auschwitz-Birkenau". To argument nierozsądny. Nikt nie chce zniszczyć, ale też nikt nie próbował oswajać obozów śmierci. Są świadectwem strasznej historii i przestrogą dla pokoleń. Dlatego porównanie jest nie na miejscu.
Nietrafione jest także porównanie Pałacu Kultury z innymi obiektami zabytkowymi, które powstały przy udziale lub na użytek zaborców. Pałac Namiestnikowski, dziś siedziba prezydenta RP, jest typowym reprezentacyjnym gmachem, znakomicie wkomponowanym w otoczenie. Mógłby powstać także w niepodległej Polsce, a jego architektura znajduje wiele odniesień również w samej Warszawie.
Uwalnianie pamięci
Znaczenie symboliczne miejskiej przestrzeni bezbłędnie rozumiały władze Warszawy w II Rzeczypospolitej. W 1926 r. zaledwie kilkanaście lat od zakończenia przez Rosjan budowy gigantycznego soboru Aleksandra Newskiego stojącego na placu Saskim (dzisiaj plac Piłsudskiego), podjęto decyzję o jego rozebraniu do gruntu. Aby zrealizować zamysł, przeprowadzono nawet publiczną zbiórkę pieniędzy, choć pojawiały się protesty intelektualistów. Były również propozycje kompromisu, np. Żeromski chciał, by w budynku cerkwi utworzyć muzeum narodowej martyrologii.
W rozbiórce pałacu można widzieć, tak jak to ujmuje prof. Barbara Skarga, tylko groźny pomysł radykałów, aby panować nad pamięcią. ("Gazeta Wyborcza" 3 - 4 lutego 2007 r.). A przecież pytanie o pałac jest częścią sporu o to, czym była PRL. Sam fakt, że taki spór wraca ze wzmożoną siłą, jest najlepszym dowodem uwalniania pamięci. Czy właśnie zadekretowany brak pamięci nie przyczynił się w sporej mierze do "największego grzechu obywatelskiego", o którym mówi Barbara Skarga? Czy użalając się na "obojętność, kwitowanie wszystkiego wzruszeniem ramion, śmiechem, żartem" nie należy zapytać o przyczyny abdykacji od wspólnoty?
Obojętność, to nie tylko słaba frekwencja wyborcza czy brak silnych instytucji obywatelskich, to również paraliż i niechęć kolejnych samorządów do zmierzenia się z problemem, jakim jest prezent Józefa Stalina dla Józefa Stalina, w środku naszego miasta.
Porównanie w tym samym wywiadzie rozbiórki PKiN z zaoraniem trasy gierkówki nie przystoi szanowanej pani filozof. Pokolenie jej rodziców, składając datki na rozbiórkę cerkwi giganta, nie chciało jednocześnie wyrywać spod warszawskich chodników rur tylko dlatego, że system kanalizacji powstał przy osobistym zaangażowaniu carskiego gubernatora.
Jestem rówieśnikiem PKiN i nie zgadzam się na uproszczone rozrachunki z historią, w których jest miejsce tylko na komunistycznych zbrodniarzy i ich agentów z jednej strony i niewiniątka z metrykami po 1970 r. z drugiej.
Nie zgadzam się również na nadużycie mówiące, że tradycje i rodowody były różne, że nie wolno wykluczać wrażliwości ludzi lewicy. Właśnie dlatego trzeba uwolnić pamięć. I wtedy okaże się, że skala możliwych wyborów i postaw w PRL była większa. Nie zawierała się pomiędzy partyjną karierą a ucieczką w prywatność (poprzez wszelkie formy mniejszej lub większej kolaboracji).
Skala postaw w PRL sięgała dalej. Do czynnego oporu z bronią w ręku, do żołnierzy wyklętych, których sny o Niepodległej w lasach Podlasia i na Podhalu, we Wronkach i na Mokotowie, nawiedzały jeszcze wtedy, gdy wciągano iglicę na Pałac Kultury.
Bez syndromu niewolnika
Ale w tamtych czasach można było o tym nie słyszeć lub nie chcieć słuchać. I zdaję sobie sprawę, że z tysiąca różnych powodów wielu z nas, w różnym stopniu dało się w PRL wciągnąć. Dlatego, że heroizm przytrafia się nam tylko niekiedy, że granica pomiędzy kolaborantem a ofiarą jest tak nieostra, trzeba powtórzyć: żyliśmy w PRL w ogłupieniu, kłamstwie, upodleniu i strachu, ale stać nas było, żeby to zmienić. Dziś, dojrzalsi o historyczną wiedzę, ze zwykłego szacunku do samych siebie, powinniśmy mieć odwagę odpowiedzieć: co należy do polskiej tradycji? Jakie symbole wyrażają tę wyższą, a przez to godną ochrony, część naszego dziedzictwa?
Patrząc na losy Pałacu im. Józefa Stalina nie można oprzeć się wrażeniu, że dalej odgrywa wyznaczoną rolę: panuje nad otoczeniem. Potraktowanie go w wolnym kraju jako zabytku kultury można porównać tylko ze zjawiskiem opisanym przez psychologów badających więźniów obozów nazistowskich. Patologiczna relacja ofiary do nadzorcy, czyli inaczej mentalność niewolnika, sprawia, że życie w warunkach wolności staje się nie do udźwignięcia.
Autor jest muzykiem, dziennikarzem i publicystą, prowadzi program w TVP "Warto rozmawiać".
[ ... ::: Mądry głupiemu ustępuje... i dlatego ten świat tak wygląda ::: ... ]
- Paweł_K
- Taki ligowy Bełchatów
- Posty: 5048
- Rejestracja: 13 gru 2005, 23:12
- Lokalizacja: W-wa Gocławek (HQ)
- Kontakt:
Pan Pospieszalski niech wróci do płodzenia dzieci, Miasta Świętej Wieży i swoich "hiper-obiektywnych" programów na TVP2. Ale czego innego można się spodziewać po "prawdziwym polaku-katoliku"...
And if the band you're in starts playing different tunes
I'll see you on the dark side of the moon
Richard Wright 1943-2008 - Shine on, you crazy diamond...
I'll see you on the dark side of the moon
Richard Wright 1943-2008 - Shine on, you crazy diamond...
Oj, czepiacie się pana Pospieszalskiego... On przecież chce się przypodobać rządzącym, no czy mu nie wolno?... Mówi to, na co jest rządowe zapotrzebowanie... Żeby potem było powiedziane 'Nawet wrogie nam media mówiły, że...'
A że szmaciarz, no to co? Nie pierwszy i nie ostatni...
A że szmaciarz, no to co? Nie pierwszy i nie ostatni...
Jeśli ktokolwiek wypowiada się o komunikacji w Pruszkowie, niech nie zapomina, że na północ od torów (Gąsin, Żbików, Bąki) też mieszkają ludzie.
Śp. 714 Ożarów - os. Staszica = to były piękne dni...
Śp. 714 Ożarów - os. Staszica = to były piękne dni...