Może sensowne tak. Ale bezsensowne nie. Gdyby ten cios siekierą miała miec przełożenie na numerację, to byłby to kosztowny nonsens (zwazywszy, że pod koniec roku brakuje pieniędzy na standardowe wymiany rozkładów na przystankach).zeus pisze:Tak a ludzie uwielbiają nowościColony pisze:Jest czymś nowym.
Zróżnicowanie numeracji, moim skromnym zdaniem, powinno mieć głębsze uzasdnienie niż częstotliwość kursowania. To zresztą przyświecało operacji z likwidacją linii pospiesznych i utworzeniem ekspresowych. I tak jak obecnie - jest ok.
x-xx: tramwaj (chociaż tu już też zaczynają się różne cuda: a to tworzy się zetki, a to 40-tki, a to 70-tki)
1xx-2xx: linia autobusowa zwykła: pasażer o każdej porze dnia i każdego dnia tygodnia wie, ze przyjedzie, i wie, że staje na wszystkich przystankach
3xx: przystanki jw, pasażer wie, ze w pewnych godzinach oraz zasadniczo w weekend nie ma na co liczyć
4xx: jw, ale nie wszystkie przystanki
5xx; jak linie 1xx-2xx, ale nie wszystkie przystanki
E-xx - jak 4xx, ale jeszcze bardziej ograniczona liczba przystanków - pasażer musi uważać, zeby się nie przejechać
no i Nxx-linie nocne
I to jest logiczne. A po co wprowadzać jakieś dodatkowe cuda, których wyróznikiem w teorii będzie to, ze są częściej niż inne, w w praktyce róznie może być? Idąc tym tropem będzie trzeba uruchomić linie P-xx (peryferyjne, minibusowe, dowożące do większysch węzłów), K-xx (dowożące do najbliższego punktu przesiadkowego na poiciąg), T-xx (turystyczne) i całe mnóstwo innych (alfabet w końcu długi).
Miejmy nadzieję, że prasa stołeczna nie zapieje zachwytem nad tymi pomysłami (mam na myśli oznaczenia, nie samą ideę) i sprowadzi pana siekierowego na ziemię.