Z punktu widzenia zwykłego pasażera dokonam recenzji dzisiejszego skorzystania z usług SKMWa. Wpadłem na pomysł przejażdżki rowerem ze znajomymi do Warszawy i wrócenia pociągiem.
Po 18-tej stanęliśmy na peronie przy stadionie. Po jakimś czasie dojechał nasz pociąg. Spóźniony ponad 10 minut. Było to 108, strasznie krótki skład. Po wejściu na pokład okazało się, że było tylko jedno wolne miejsce dla roweru, więc z dwoma pozostałymi rowerami byliśmy zmuszeni stać i manewrować przy samych drzwiach. Zaskakujący (jak na dzień tygodnia) tłok w pociągu uniemożliwiał stanięcie w innym miejscu, żeby reszta pasażerów miała dostęp do drzwi - trzeba było manewrować co stację. Szczególną uwagę przykuwał ogólny brud wszędzie dookoła. Najbardziej syf przy oknach drzwi - sprawiało to wrażenie, jakby nikt tego miejsca nie mył przez jakiś rok.
Tuż po wejściu do pociągu jeden ze znajomych udał się do pobliskiego biletomatu, aby kupić bilet. W połowie drogi pomiędzy WWO i olszynką już był niemal na czele kolejki do tejże maszyny. W tym momencie automat poinformował, że... bilety się skończyły. W tym samym czasie z drugiego końca pociągu dotarła pokaźna grupa pasażerów, która miała nadzieję na kupno w tym miejscu, bowiem drugi biletomat... zawiesił się. I rzecz jasna, w takim stanie pozostał. No cóż, przynajmniej znajomego nikt nie skontrolował.
Dla równowagi dodam, że dotarłem do celu podróży. To był jedyny pozytyw powrotu tym pociągiem.
Edit: ach, zapomniałbym. Jeszcze klimatyzacja jako tako działała. A przynajmniej do nas docierała. Drugi plus.