Kontrola biletów w Kolejach Mazowieckich
Moderator: JacekM
Załóżmy sytuację gdyby przepisu o obowiązku wsiadania pierwszymi drzwiami nie było.
Ze stacji A do stacji C jest 21km. Pasażer wsiada do drugiej jednostki i idzie ku przodowi. Na stacji B przesiada się do pierwszej jednostki i idzie do konduktora/kierownika pociągu. Mówi że chce kupić bilet, ale nie ze stacji A na której wsiadał tylko ze stacji B którą dzielą od stacji C 18km czyli zupełnie inne widełki taryfowe. Przez to płaci mniej a przewoźnik traci.
Sytuacja druga
Pasażer wsiada do drugiej jednostki staje w ostatnich drzwiach od końca. Obserwuje kiedy do pociągu wsiądzie kontrola i dopiero wtedy przechodzi do pierwszej jednostki mówiąc że chce kupić bilet. Unika w ten sposób kary
Sytuacja trzecia
Ktoś przejeżdża jedną stację. Specjalnie wsiada na końcu składu po czym przechodzi przez cały skład tylko po to aby w razie kontroli powiedzieć że idzie po bilet.
Przepis o konieczności wsiadania pierwszymi drzwiami skutecznie ukrócił tego typu praktyki
Ze stacji A do stacji C jest 21km. Pasażer wsiada do drugiej jednostki i idzie ku przodowi. Na stacji B przesiada się do pierwszej jednostki i idzie do konduktora/kierownika pociągu. Mówi że chce kupić bilet, ale nie ze stacji A na której wsiadał tylko ze stacji B którą dzielą od stacji C 18km czyli zupełnie inne widełki taryfowe. Przez to płaci mniej a przewoźnik traci.
Sytuacja druga
Pasażer wsiada do drugiej jednostki staje w ostatnich drzwiach od końca. Obserwuje kiedy do pociągu wsiądzie kontrola i dopiero wtedy przechodzi do pierwszej jednostki mówiąc że chce kupić bilet. Unika w ten sposób kary
Sytuacja trzecia
Ktoś przejeżdża jedną stację. Specjalnie wsiada na końcu składu po czym przechodzi przez cały skład tylko po to aby w razie kontroli powiedzieć że idzie po bilet.
Przepis o konieczności wsiadania pierwszymi drzwiami skutecznie ukrócił tego typu praktyki
No niestety ale kolej musi zabezpieczyć swoje zyski. Informacja o tym jak należy kupować bilety u obsługi wisi na każdej stacji i każdym pociągu. Jak ktoś koniecznie musi dobiec do pociągu to robi to tylko i wyłącznie na własne ryzyko. Albo się uda albo się nie uda. Zawsze można poczekać na następny
Tyle, że nie zawsze się mieszka przy stacji i można decydować, o której się przyjdzie - często się dojeżdża innym środkiem transportu. Ale na zmianę postrzegania pasażera przez kolej to nawet nie ma co u nas marzyć.
S4 | R8 | R90 | RE8 | RE90 || 10 | 11 | 36 || 105 | 136 | 167 | 178 | 184 | 186 | 414 | 523 | N43
Do pracy zwykle dojeżdżam pół godziny przed czasem. Sorry, ale stać na peronie na Zapiździu Górnym, gdzie nawet poczekalni nie ma, to raczej bym nie zamierzał.Premo pisze:Jak np. spóźnisz się do pracy to też wszyscy są winni tylko nie ty?
No to jesteś punktualnie na peronie, który ma 300 metrów, wejście "od tyłu" i musisz pakować się do pociągu, bo nie będzie czekał. I jest problem.Premo pisze:Masz być punktualnie i tyle.
S4 | R8 | R90 | RE8 | RE90 || 10 | 11 | 36 || 105 | 136 | 167 | 178 | 184 | 186 | 414 | 523 | N43
Przypominam drugi raz, że cały wątek wziął się od linii małkińskiej. A tam kilka razy na dobę pociągi nie jeżdżą, a na miejscu była kasa. Inaczej bym na to patrzył, jakby ta pani wsiadła... no nie wiem... w Toporze.Wolfchen pisze:Szczególnie tam, gdzie pociag jest kilka razy na dobę.
Ciężko ich odróżnić niestety... Wymówki w stylu "a bo wie pan, biegłem, ale bym nie zdążył, to wsiadłem w drugą", "a myślałem że nie trzeba iść do przodu" i kilka podobnych słyszę jako pasażer od niektórych regularnych naciągaczy. Takich trzeba eliminować na miejscu. Jak masz jakąś receptę, jak odróżnić uczciwego od oszusta, to powiedz. Wszystkim by się przydało.Twój przykład znakomicie tłumaczy punkt widzenia kolei: każdy pasażer, to potencjalny złodziej.
Niby tak, ale różne są przypadki. Czasem mi się zdarzy w ostatniej chwili wlecieć na Wschodnim do KM-803 (a są kasy, a pociąg jest popołudniami co około godzinę - ale po co tyle czekać?). No, tyle, że ja mam WKMke i po bilet się zgłaszam w okolicach Jeziorek.przewoz pisze:Przypominam drugi raz, że cały wątek wziął się od linii małkińskiej. A tam kilka razy na dobę pociągi nie jeżdżą, a na miejscu była kasa. Inaczej bym na to patrzył, jakby ta pani wsiadła... no nie wiem... w Toporze.
Taka niestety prawda, wina mentalności społecznej...przewoz pisze:Ciężko ich odróżnić niestety...
S4 | R8 | R90 | RE8 | RE90 || 10 | 11 | 36 || 105 | 136 | 167 | 178 | 184 | 186 | 414 | 523 | N43
A tu pani kupiła bilet, przyszła wcześniej i też nie pomogło.
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34 ... ndat_.html
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34 ... ndat_.html
Akurat na takie kwiatki bym nie wystawiał mandatu, tylko pokwitowanie jakieś niewykorzystania (zwrotu?) i nowy bilet, bez dopłaty.
Ale już coś takiego?
Pomijam, że Główna nie istnieje w tych relacjach od... dawna.
Reszta to klasyczna powtórka z rozrywki, raz na rok, albo i dwa w każdej gazecie. Ludzie od podziału się gubią. Nie odróżniają pospiesznego od osobowego, TLK od Regio, IR od TLK (to akurat szybciej zrozumiem) i SKM od KM, choćby każdy był we właściwych kolorach i był nie wiem jakim drukiem opisany w rozkładzie. Ale to już efekt naszych chorych podziałów. Natomiast mandat to chyba przegięcie, co nie? W czym problem, żeby tak nie robić? Większość takich mandatów to właśnie takie zagubione owieczki.
Ale już coś takiego?
Przecież jest napisane, w jakim pociągu ważny biletSochaczew - Warszawa Główna, (IC), Ważny w poc. posp. TLK w wag. z m-scami do siedz.", ważny przez 6 godzin od godz. 15.46, "Koleje Mazowieckie Sp. z o.o.
Reszta to klasyczna powtórka z rozrywki, raz na rok, albo i dwa w każdej gazecie. Ludzie od podziału się gubią. Nie odróżniają pospiesznego od osobowego, TLK od Regio, IR od TLK (to akurat szybciej zrozumiem) i SKM od KM, choćby każdy był we właściwych kolorach i był nie wiem jakim drukiem opisany w rozkładzie. Ale to już efekt naszych chorych podziałów. Natomiast mandat to chyba przegięcie, co nie? W czym problem, żeby tak nie robić? Większość takich mandatów to właśnie takie zagubione owieczki.
Tutaj akurat pani pokazała, że żyje jeszcze w czasach jednego PKP (albo zatrzymała się na czasach swoich studiów):MichalJ pisze:A tu pani kupiła bilet, przyszła wcześniej i też nie pomogło.
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34 ... ndat_.html
Dla mnie szok. Naprawdę jeżdżę rzadko. Dla mnie, bilet, na którym napisane było IC, oznacza InterCity, czyli najdroższy bilet na danej trasie. Zawsze kiedy wsiadałam do osobowego, a miałam bilet wyższej klasy, mogłam jechać. Jeżeli odwrotnie, można było dokupić bilet u konduktora. Zdarzyło się jeszcze w czasach studenckich, że tak właśnie musiałam dopłacić, bo miałam bilet na osobówkę, a jechałam pospiesznym.