Wykorzystanie przestrzeni publicznej

Moderatorzy: Tyrystor, Szeregowy_Równoległy

Aligator
Posty: 927
Rejestracja: 17 wrz 2008, 9:34
Lokalizacja: Warsaw/Higashikurume

Post autor: Aligator » 28 kwie 2013, 2:05

O przestrzeni publicznej było już na różne sposoby.
Zazwyczaj w kontekście ogólnikowym - coś było określane bliżej nie opisaną nazwą przestrzeni publicznej, po czym padały hasła że należy to chronić i.... na tym się dyskusja kończyła.

Nie o tym jednak tu będzie czym jest owa przestrzeń, lecz o tym jak można z tej przestrzeni korzystać. Bardzo często wszelkiej maści słusznie bądź niesłusznie określane mianem autorytetów postaci wypowiadają się na temat tego że należy ową przestrzeń wykorzystać.
W sumie jest to słuszne podejście. Jeśli już mamy przestrzeń publiczną to wypadałoby coś z nią zrobić.
Tutaj jednak pojawia się pewne ale...

Co można z ową przestrzenią zrobić, a co będzie niemile widziane (choć domyślam się że niemile widziane jest pojęciem subiektywnym).
Oczywiście z chęcią usłyszę wszelkie propozycje wykorzystania owej "magicznej przestrzeni", jednak wpierw chciałbym poruszyć mój problem.

Zaczyna słońce przygrzewać i właśnie rusza kolejny sezon "tańca pod chmurką". To całkiem fajny projekt zrzeszający wokół siebie ludzi których hobby/pasją jest taniec (działa już drugi sezon).
Polega to na tym że wyżej wspomniani ludzie spotykają się w konkretnym miejscu zaopatrzeni w samograja (zazwyczaj boomboxa) i tańczą.
Nie jest to bynajmniej żadna forma wyłudzania pieniędzy czy żebrania, lecz forma spędzania czasu, wiadomo przyjemniej pod chmurką niż w studiu tanecznym czy knajpie.

Z reguły nikomu to nie przeszkadza, a sami funkcjonariusze policji gdy nas widzą to im kopara na ziemię opada (nie ma alkoholu, nie ma wyłudzania, nie ma wulgaryzmów, za to jest 20-40 osób z pełną kulturą tańczące salsę, bachatę czy tango angolańskie). Generalnie policjanci stwierdzają że nie stwarzamy żadnego zagrożenia (choć w ubiegłym roku zatrzymali łódź patrolową na widok 9 par tańczących kizombę).
Zazwyczaj nie ma na co narzekać. Problem pojawia się gdy pada. W ubiegłym roku mieliśmy lokalizację na Placu Kościuszkowców na Pradze (tam na wypadek deszczu był wiadukt pod który uciekaliśmy), w tym roku będziemy między M Ratusz i M Świętokrzyska, tutaj osłony nie ma - jeśli nie liczyć wąziutkich arkad przy Placu Bankowym.
Stąd moje pytanie. Czy można by się w takich wypadkach ewakuować np. do przejścia podziemnego przy metrze (to miejsce jeszcze przed szybą stacji) i skorzystać z kawałka tamtejszej "przestrzeni publicznej".
Domyślam się że służby zazwyczaj eksmitują stamtąd żebraków, jednak co w sytuacji gdy ludzie tam zebrani są "niegroźni społecznie" zostałoby przez służby zaakceptowane, czy podpada już pod paragraf?
Gdzie leży ta granica przestrzeni publicznej i możliwości jej wykorzystania?
"Spóźniony pociąg przyspieszony relacji xyz, przyjedzie z opóźnieniem ok. 25 minut. Opóźnienie może ulec powiększe... zmianie"

Awatar użytkownika
MeWa
Cukiereczek
Posty: 24727
Rejestracja: 14 gru 2005, 21:34
Lokalizacja: Czachówek Centralny Południowo-Środkowy

Post autor: MeWa » 29 maja 2013, 3:19

Aligator pisze:Czy można by się w takich wypadkach ewakuować np. do przejścia podziemnego przy metrze (to miejsce jeszcze przed szybą stacji) i skorzystać z kawałka tamtejszej "przestrzeni publicznej".

Domyślam się że służby zazwyczaj eksmitują stamtąd żebraków, jednak co w sytuacji gdy ludzie tam zebrani są "niegroźni społecznie" zostałoby przez służby zaakceptowane, czy podpada już pod paragraf?
Przejście podziemne zarządzane jest przez Metro. Teren stacji metra zaczyna się od pierwszego schodka, a nie od szyby stacji. Zgodnie z regulaminem korzystanie ze sprzętu nagłośnieniowego jest zabronione. Jeśli służby stwierdzą, że w jakikolwiek sposób zagrażacie bezpieczeństwu lub chociaż blokujecie przejście, to mogą Was wyprosić. A na Ratuszu jest duża szansa - w końcu stacja jest mocno obłożona.
STACJA METRA "RATUSZ" POWINNA NAZYWAĆ SIĘ "PLAC BANKOWY"

[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]

ODPOWIEDZ