Pewnie nie do końca jasno się wyraziłem. Nie mówię, że jakiekolwiek używanie życia jest złe, tylko że części ludzi - zwłaszcza np. wychowywanych w niektórych pokoleniach - zarówno dzisiejszych (część, nie wszyscy) 25-latków jak i 55-latków została wychowana w przeświadczeniu "dla ciebie synku/córeczko wszystko co najlepsze (za free), a cała reszta świata to psia kupa, więc olej ich".kajo pisze:Używanie życia to postawa pokolenia samolubów, ciekawe podejście.
To wszystko się wzięło ze złego zrozumienia przez niektórych rodziców wychowania - jedni przeżyli wojnę lub czas zaraz po, więc chcieli by ich dzieci miały lepiej, inni ulegli zarażeniu amerykańskim wirusem "wychowania bez wychowywania", permisywnego, zwanego też omyłkowo bezstresowym.
Stąd się biorą potem takie cuda, że w tramwaju zapasiony 30-40-letni buc siedzi i się gapi, podczas gdy 70-letnia staruszka chwieje się przy poręczy, że mama i tata z wózkiem nie wypuszczą telefonu lub red bulla z ręki przy wsiadaniu do autobusu, a walą z pretensjami do kierowcy, że korporacyjni pseudosportowcy-palanci w C.H. jadą sobie 2 piętra windą na squasha podczas gdy matek z wózkami tworzy się do tej windy kolejka itp. itd.
Taki egoizm ułatwia życie politykom i globalistom, bo nikt nie zwraca uwagi na to, że jest w grupie do wycyckania dopóki nie dożyje do danego wieku lub do niego samego nie dojdą. Zero empatii, zero wspólnoty, liczy się tylko wielkie rozdęte do bólu "ja". Tymczasem każdy z nas ma swój maleńki ułameczek w tym jaki będzie ten świat, dziś i jutro, Ty, ja, wujek Stefan. To miałem na myśli...