Stojąc przy M. Politechnika (188, 523)

Rozdroże wiem kiedy dostanę światło, wiem ile zielone dla mnie trwa i wiem, czy zdążę, czy nie. Jeśli wszyscy wsiedli i wiem, że zdążę, nawet na wczesnym (przepisowym) żółtym, to będąc opóźnionym ruszam i mam gdzieś to, że ktoś zaspał a teraz musi biegać. Moje "przeskoczyć na żółtym" oznaczało (co zaznaczyłem pisząc o wczesnym) przejazd na żółtym zapalającym się w momencie, kiedy zatrzymanie pojazdu jest niemożliwe bądź grozi połamaniem ludzi. Powtórzę: ktoś spóźnia się na spóźniony autobus - jego problem. Ci, co przyszli o czasie i mam ich w wozie mają dojechać jeszcze później, bo ktoś postanowił pobiegać? Cholera mnie strzela, jak jestem pasażerem i mi się trafi kierowca czekający na wszystkich. Nie po to patrzę w rozkład i przychodzę na czas, żeby być spóźnionym przez wielkoduszność kierującego. To samo 523, powiedzmy, Wawelska

Bemowo. Jak wymiana pasażerska będzie krótka, to przed Halą Kopińską nie będę stać. Biegniesz, ja jestem opóźniony? Masz pecha, bo ja planuję to światełko złapać. Wawelska

Plotnik? Patrzę na światła przy Plotniku, je z poprzedniego przystanku widać. Jak ruszę najpóźniej dwie-trzy sekundy po zapaleniu się zielonego przy Plotniku, to (zakładam, że fura się zbiera) przeskoczę na zielonym albo niezatrzymywalnym żółtym, na pełnej bombie. A tam cykl długi. Nie ma czekania. A takich miejsc mam opracowanych dość sporo. Jeśli poczekam zarówno przy Wawelskiej, jak i przy Politechnice, to jestem trzy minuty w plecy. O tyle szybciej mógłbym przejechać, nadrabiając cokolwiek z opóźnienia. A to tylko odcinek trzech przystanków. Dojadę do pierwszej Wiatracznej (przed rozkopaniem, teraz nie wiem czy nikt nic nie przestawił) i będę patrzeć (przy założeniu, że przed rondem się nie przytka) na światła na rondzie. Te przy przejściu dla pieszych. Jak zobaczę, że ja stoję na przystanku, a tam jest już przez chwilę czerwone, to też nikt nie dobiegnie. Bo zanim dojadę, akurat się zmieni i będę stać krócej. Jak poczekam na biegacza, to postoję cały cykl. A potem drugi, przed skrętem w lewo w Grochowską. Albo punktualność, albo współczucie dla spóźnialskich. Ja ze swojej części obowiązków się wywiązuję, jestem o czasie bądź staram się przepisowo nadrobić opóźnienie (mam to w regulaminie nawet). Jak ktoś na mnie czekał na przystanku, to zdążył. Jak nie było go na przystanku wtedy, kiedy powinien być, to znaczy, że nie jest to jego dobry dzień. A to, że ktoś się nie wyrobił to nie jest mój problem. Sam nie biegam do uciekających tramwajów czy autobusów, więc na empatię ciężko liczyć.