http://www.tvnwarszawa.pl/-1,1598844,0, ... omosc.htmlPobili się o zabytkową parowozownię
11:25 06.05.2009 / TVN Warszawa
Z jednej strony obrońcy zabytków, z drugiej - ciężki sprzęt i ochroniarze. Doszło do szarpaniny. Właściciel budynku, firma Budrem, chciała uprzedzić decyzję o wpisie do rejestru zabytków i od wtorku dewastowała budynek, który przetrwał dwie wojny światowe. Jego konstrukcja jest unikatowa. Wojewódzki konserwator o godz. 10 wydał decyzję o natychmiastowym wpisie parowozowni do rejestru zabytków.
- Wydajemy decyzję o wpisaniu zabytku z rygorem natychmiastowej wykonalności - powiedziała na antenie TVN Warszawa Barbara Jezierska, wojewódzki konserwator zabytków.
Cenna konstrukcja budynku jest jednak zrujnowana - koparki niszczyły ją od wtorku. Policja nie chciała interweniować.
- Decyzją z 21 kwietnia naruszenie budynku pociągnie za sobą skutki prawne - tłumaczy Janusz Sujecki, warsawianista. - Ale policja stwierdziła, że to mnie się wydaje, że naruszane jest prawo.
Obrońcy zabytków ze stowarzyszenia Nowa Praga i mieszkańcy okolicy próbowali powstrzymać je gołymi rękami. Doszło do szarpaniny z ochroniarzami, ale determinacja pomogła - rozbiórkę wstrzymano.
- Czego nie zniszczyli hitlerowcy, nie poprawili sowieci, niszczą deweloperzy - oburza się Małgorzata Sienkiewicz z Nowej Pragi. - Dla nich liczy się tylko pieniądz, my jesteśmy wariatami, bo ratujemy dziedzictwo narodowe i tożsamość tego miasta.
Koparkami w zabytek
Ciężki sprzęt wjechał we wtorek wieczorem na teren starej parowozowni na Pradze, położonej między al. Solidarności, ul. Rzeszotarską i ul. Wileńską. Zniszczono prawie połowę jednego z najstarszych budynków kolejowych w stolicy. Po interwencji konserwatora zabytków, policja wstrzymała nielegalną rozbiórkę. Część przedwojennego kompleksu ocalała. Niestety, tylko na jedną noc. Od godz. 6.00 w środę wznowiono wyburzanie zabytkowej parowozowni. Na miejscu pracowały dwie koparki - poinformowali widzowie TVN Warszawa. Mieszkańcy wezwali policję, ale funkcjonariusze odmówili pomocy. Po interwencji wojewódzkiego konserwatora zabytków prace wstrzymano dopiero po godzinie 8.
Prace rozbiórkowe wznowiono jednak zaraz po tym, jak z miejsca odjechał konserwator. Właściciel, firma Budrem z Ostrowia Mazowieckiego, jest bezkarny. Grozi mu... 5 tys. zł mandatu.
Perełka architektury
Praska parowozownia jest jednym z najstarszych budynków kolejowych w Warszawie. Pochodzi z lat 60. XIX wieku. Jej konstrukcja z nitowanych blachownic to prawdziwy unikat - zachowały się tylko cztery takie w kraju.
Konserwator chce odbudowy
- Będziemy domagać się odtworzenia budynku - stwierdziła Jezierska. Jak tłumaczyła w TVN Warszawa stołeczna konserwator zabytków Ewa Nekanda-Trepka, właściciel będzie musiał odtworzyć co najmniej zabytkowe przęsła, ale można przewidywać, że odmówi. - Myślę, że skończy się procesem - podsumowuje konserwator.
mz
Stara parowozownia na Pradze znika
Moderatorzy: Poc Vocem, Dantte
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,9519 ... urze_.html
Sprawa zniszczonej parowozowni w prokuraturze?
Agnieszka Pochrzęst, 2009-05-06, ostatnia aktualizacja 2009-05-06 12:40
Inwestor bezczelnie burzył starą parowozownię na Pradze w obecności miejskiego i wojewódzkiego konserwatora zabytków. Kierownik budowy dźwig zatrzymał dopiero gdy zrujnowano 90 proc. obiektu. - To niebywałe. - Sprawę podamy do prokuratury i nakażemy odtworzenie obiektu - zapowiedziała wojewódzka konserwator zabytków.
Inwestor zaczął burzyć parowozownię położoną między al. Solidarności, ul. Rzeszotarską i ul. Wileńską już we wtorek w nocy. Wtedy zniszczono budynek administracyjny i część hali. Po interwencji Barbary Jezierskiej, wojewódzkiego konserwatora zabytków, policja wstrzymała nielegalną rozbiórkę. XIX-wieczny zespół budynków o unikatowej konstrukcji ze stalowych balchownic miał być wpisany do rejestru zabytków w ciągu dwóch tygodni. Jednak inwestor ten zakaz miał za nic. W środę o godz. 6 znów uruchomił dźwig i w ciągu ponad dwóch godzin zniszczył 90 procent przedwojennego kompleksu.
Jako pierwsza na teren nielegalnej rozbiórki, po godz. 7 przyjechała stołeczna konserwator Ewa Nekanda-Trepka. Była bezsilna. - Nakazałam wstrzymać prace, ale odmówili wykonania decyzji, dlatego wydałam pisemną decyzję wstrzymania rozbiórki - przyznała Nekanda-Trepka.
Konserwator w asyście dwóch strażników miejskich spisywała protokół, a kilka metrów dalej koparka bezpowrotnie niszczyła kolejne części unikatowej hali. Po godz. 8 na Pragę przyjechała też Barbara Jezierska, wojewódzki konserwator zabytków. - Oni nie mają prawa tego burzyć - powtarzała zbulwersowana. - Od 6 wiszę na telefonie, ale nikt nic nie może!
Koparka zgniatała kolejne parte budynku w obecności miejskiego i wojewódzkiego konserwatora zabytków. Urzędnicy dzwonili do znajomych policjantów i błagali o pilną interwencję. Mieszkańców porażała ich bezsilność.
- To początek walki z inwestorem - zapowiedziała Jezierska. - Powiadomimy prokuraturę o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa. Jezierska niecałe dwie godziny później, wydała decyzję o wpisaniu zabytku z rygorem natychmiastowej wykonalności i zapowiedziała, że nakaże inwestorowi odtworzyć zabytkowe przęsła. - Można przewidywać, że odmówi. - Myślę, że skończy się procesem - podsumowała konserwator.
Więcej na ten temat w czwartkowym wydaniu Gazety Stołecznej
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
- MeWa
- Cukiereczek
- Posty: 24727
- Rejestracja: 14 gru 2005, 21:34
- Lokalizacja: Czachówek Centralny Południowo-Środkowy
Szkoda, że można tak lekceważyć prwo, urzędników... To niebywałe.
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,9519 ... zowni.htmlNie ma już czego ratować z parowozowni
Tomasz Urzykowski, Agnieszka Pochrzęst
2009-05-06, ostatnia aktualizacja 2009-05-07 09:05
W obecności miejskiego i wojewódzkiego konserwatora zabytków inwestor bezczelnie burzył starą parowozownię na Pradze. Kierownik robót zatrzymał dźwig, dopiero gdy zrujnowano 90 proc. obiektu. - Sprawę podamy do prokuratury - zapowiada konserwator zabytków.
We wtorek wieczorem na teren starej parowozowni przy ul. Wileńskiej 14 (między Wileńską, Rzeszotarską i al. "Solidarności") wjechały koparki. Zrównały z ziemią budynek administracyjny i zniszczyły część hali, do której kiedyś wprowadzano parowozy. Okoliczni mieszkańcy zaalarmowali wojewódzką konserwator Barbarę Jezierską. Przyjechała i z pomocą policji wstrzymała rozbiórkę. Procedurę wpisywania do rejestru zabytków XIX-wiecznej parowozowni Jezierska rozpoczęła miesiąc temu. Od tego momentu budynki były pod ochroną. Jednak inwestora - firmę Bud Rem z Gorzowa Wielkopolskiego, który w 2008 r. zdobył pozwolenie na rozbiórkę, żadna inna decyzja nie obchodziła.
Wczoraj rano o godz. 6. firma rozbiórkowa Małmar z Sulejówka znów uruchomiła koparki. Do 8.30 zniszczyła 90 proc. historycznego kompleksu. - Barbarzyńcy! - krzyczał Janusz Sujecki z Muzeum Warszawskiej Pragi. Zjawił się wczoraj na miejscu jeszcze przed rozpoczęciem burzenia. Gdy ruszyły koparki, próbował sam powstrzymać robotników, ale został wyprowadzony z terenu parowozowni.
Tuż po godz. 7 przyjechała stołeczna konserwator zabytków Ewa Nekanda-Trepka. Była bezsilna. - Nakazałam przerwać prace, odmówili. Wydałam pisemną decyzję wstrzymania rozbiórki - mówiła.
Kiedy w asyście dwóch strażników miejskich spisywała protokół, kilka metrów dalej koparka niszczyła kolejne części unikatowej hali. Później pani konserwator szukała kserokopiarki, aby zrobić kopię decyzji, a rozbiórka trwała w najlepsze. Po godz. 8 na Pragę przyjechała też Barbara Jezierska. - Oni nie mają prawa tego burzyć - powtarzała zbulwersowana. - Od godziny 6 wiszę na telefonie, ale nikt nic nie może!
Jezierska przez płot rozmawiała z kierownikiem robót. Ten śmiał jej się w twarz.
- Niech pan przerwie rozbiórkę! - kazała podniesionym głosem.
- Ale nie mam decyzji - bezczelnie odpowiadał jej inżynier Wojciech Replin. - Ten obiekt zagrażał bezpieczeństwu ludzi. Dla mnie najważniejsze jest ludzkie życie.
- Wydaję panu ustnie taką decyzję - podkreślała Jezierska. - Pan działa niezgodnie z prawem. Cofniemy panu uprawnienia. Za chwilę wręczyła mu pismo nakazujące wstrzymanie prac, ale to też nie pomogło, dźwig burzył dalej.
- Nie wiem, czy muszę to zrobić natychmiast. Czekam na prawnika - tłumaczył kierownik.
- To niebywałe! - powtarzała Jezierska. - Jak pan został inżynierem, skoro pan nie zna podstawowych przepisów?
W obecności miejskiego i wojewódzkiego konserwatora zabytków koparka miażdżyła kolejne fragmenty budynku. Urzędnicy dzwonili do znajomych policjantów i błagali o pilną interwencję.
- Gdzie jest prawo? - krzyczeli obrońcy zabytków ze Stowarzyszenia Nowa Praga. To oni powiadomili media o ponownej rozbiórce. - Niech się panie podadzą do dymisji, skoro w waszej obecności można niszczyć unikatowe obiekty.
- Błagam o pomoc, bo zaraz nie będzie co ratować - mówiła zdenerwowana Jezierska dzwoniąc do znajomej pani komendant. Krótko po tym telefonie przyjechał radiowóz (pierwszy był tu rano, ale wtedy nie wstrzymano prac).
Policjanci mieli czas. Obejrzeli decyzję i zamknęli się w radiowozie. Czekali na opinię oficera dyżurnego. Dopiero po godz. 8.10 zażądali otwarcia bram i weszli na plac z urzędnikami. Kilkanaście minut później koparka stanęła.
- To początek walki z inwestorem - zapowiedziała Jezierska. - Powiadomimy prokuraturę o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa.
Po niecałych dwóch godzinach wydała decyzję o wpisaniu resztek parowozowni do rejestru zabytków z rygorem natychmiastowej wykonalności. Zapowiedziała, że nakaże inwestorowi odtworzyć zabytkowe przęsła hali.
Około godz. 10, w momencie gdy wsiadała do samochodu, a kierownik robót miał w ręku jej decyzję, znów ruszyła koparka. Zgromadzeni przed parowozownią społecznicy ze Stowarzyszenia Nowa Praga przeskoczyli przez płot i stanęli przed maszyną. Wkrótce przyjechała policja. Na teren weszli też dziennikarze. Po raz kolejny zatrzymano prace.
- Czekamy na decyzję powiatowego inspektora nadzoru budowlanego o wywiezieniu stąd tych koparek. Będziemy dzień i noc pilnować parowozowni, dopóki te maszyny stąd nie wyjadą - zapowiedział Michał Sokolnicki, prezes Stowarzyszenia Nowa Praga.
---
Praska parowozownia z lat 60. XIX wieku to jeden z najstarszych obiektów kolejowych w Warszawie. Działała do 1947 r. Przez długie lata były tu magazyny i warsztaty PKP, niedawno kolej całą nieruchomość sprzedała deweloperowi. Znawcy zabytków techniki od lat apelowali o wpisanie parowozowni do rejestru. Podkreślali wyjątkową wartość stalowej konstrukcji hali z nitowanych blachownic. W Polsce zachowały się tylko cztery takie obiekty.
Konserwator zaspał
Aleksandra Pinkas , Natalia Bet 06-05-2009, ostatnia aktualizacja 07-05-2009 11:55
Z XIX-wiecznej parowozowni na Pradze-Północ został tylko gruz. Zburzył ją deweloper, a konserwator wpisał do rejestru po fakcie. – Trzeba zmienić prawo o ochronie zabytków – mówią prawnicy.
Zrównana z ziemią ponad połowa przedwojennego kompleksu i zrujnowana unikatowa konstrukcja podtrzymująca budynek. Wystarczyły dwie godziny, by zniszczyć XIX-wieczny zabytek przy ul. Wileńskiej 14.
Teren należy do dewelopera, firmy Budrem z Ostrowa Wielkopolskiego, który rozbiórkę rozpoczął we wtorek w nocy. Alarm podnieśli okoliczni mieszkańcy. O wszystkim powiadomili wojewódzką konserwator zabytków Barbarę Jezierską, przyjechał też wicedyrektor Muzeum Warszawskiej Pragi Janusz Sujecki. Na pomoc wezwali policję.
Rozbiórkę wstrzymano. Tylko do rana, bo po godz. 6 przy Wileńskiej znów pracował ciężki sprzęt. W gruzach legła ściana ze znakiem Polski Walczącej. Później kolejne...
Na miejscu pojawiła się również stołeczna konserwator Ewa Nekanda-Trepka. Nakazała wstrzymanie prac, ale nie miała na to żadnego dokumentu. Dlatego kierownik budowy odmówił. Dopiero dwie godziny później Jezierska przyjechała do parowozowni z decyzją o wpisie kompleksu do rejestru zabytków. Po raz pierwszy podjęto ją w Warszawie w trybie natychmiastowym.
Robotnicy wyłączyli sprzęt, ale tylko na kilka godzin. Potem znów burzyli halę. Kiedy obrońcy zabytków wezwali policję, ekipa budowlana ustąpiła. Deweloper odmówił komentarza. Jak ustaliliśmy, dwa lata temu miasto wydało mu zgodę na rozbiórkę, nie miał jednak zezwolenia od nadzoru budowlanego.
Opieszałość urzędników?
Chociaż budynek od lat popadał w ruinę, to dopiero w ubiegłym miesiącu wojewódzka konserwator rozpoczęła procedurę wpisu do rejestru. Zrobiła to po sygnałach od społeczników. Dlaczego nie zajęła się tym wcześniej? – W stolicy na wpis czeka ponad tysiąc zabytków. A w urzędzie zajmują się tym tylko trzy osoby, na dodatkowe etaty nie mamy pieniędzy – tłumaczy Barbara Jezierska. Ale brak rąk do pracy to niejedyny problem. Sama procedura wpisu budynków do rejestru trwa aż trzy miesiące.
– W tym czasie musimy m.in. ustalić, do kogo należy budynek, przeprowadzić oględziny. A właściciel może się od decyzji odwołać. Tak jest niemal we wszystkich przypadkach – tłumaczy.
W sprawie parowozowni nic także nie zrobiła wcześniej stołeczna konserwator zabytków Ewa Nekanda-Trepka. – To nie ja wpisuję budynki do rejestru, tylko wojewódzka konserwator – odbija piłeczkę.
Fatalne prawo
Specjaliści są zgodni, że prawo o ochronie zabytków w Polsce często bywa niewydolne.
– Przepisy określają ogólnie, że trzeba chronić wszystkie zabytki, ale nie definiują, co przesądza o ich wartości historycznej – uważa Katarzyna Zalasińska, prawnik z UW. – Widać to w Warszawie, która jest miastem specyficznym. Zniszczona po wojnie ma niewiele zachowanych, cennych budynków. Dlatego nad każdym trzeba się pochylić ze szczególną uwagą – dodaje.
Jej zdaniem, trzeba też zaostrzyć kary za przestępstwa wobec zabytków. – Organy ścigania w ogóle ich nie egzekwują. Prokuratorzy umarzają śledztwa, tłumacząc je niską szkodliwością czynu. Nie znam przypadku, w którym ktoś zostałby skazany wyrokiem sądu za zniszczenie zabytku – dodaje Zalasińska. Teraz burzymurkom za zniszczenie zabytku grozi do 5 lat więzienia lub grzywna do 5 tys. zł.
---
Opinia
Bohdan Rymaszewski, były generalny konserwator zabytków
Prawo o ochronie zabytków w Polsce często jest nieskuteczne, a jego przepisy trudno egzekwować. Mojej opinii nie podzielają inni konserwatorzy. Ale uważam, że poszczególne budynki powinny być wpisywane do rejestru zabytków „od ręki”, a nie w formie postępowania administracyjnego. Tak było przed odzyskaniem niepodległości w 1918 roku. Teraz wpis trwa trzy miesiące i stwarza niepotrzebną nikomu biurokrację. Zawód konserwatora to rodzaj szczególnej misji społecznej. Wymaga elastyczności i dobrej woli. Dotyczy to też kontaktów z właścicielami i inwestorami. Trzeba też zaostrzyć przepisy dotyczące kar za niszczenie zabytków. Tacy przestępcy powinni być ścigani z całą surowością.
Rozbiórka parowozowni godzina po godzinie
WTOREK 5 maja
godz. 18 - rozpoczyna się burzenie zabytkowej parowozowni od strony Rzeszotarskiej
godz. 19 - na miejsce przyjeżdża Barbara Jezierska, wojewódzka konserwator zabytków i nakazuje wstrzymanie dewastacji obiektugodz. 20-21 - prace rozbiórkowe ustępują, wojewódzka konserwator zabytków składa zeznania na policji
ŚRODA 6 maja
godz. 6 rano - dźwigi uruchamiane są ponownie, na miejscu są obrońcy zabytków wzywają policję, próbują wstrzymać rozbiórkę
godz. 7 - na miejsce przyjeżdża Ewa Nekanda - Trepka przekazuje decyzję ustną o zakazie rozbiórki
godz. 8 – na Pragę przyjeżdża Barbara Jezierska, wojewódzki konserwator zabytków, kierownik budowy Wojciech Replin na widok dokumentu mówi, że nie rozumie go i odmawia wstrzymania prac
godz. 10 – gdy z miejsca odjeżdża konserwator i patrol policji prace rozbiórkowe ruszają ponownie, mieszkańcy i obrońcy zabytków przechodzą przez płot, wbiegają na plac budowy i blokują maszynę. Rozbiórka obiektu ustępuje. Na miejsce wzywany jest kolejny radiowóz.
godz. 11 - z dokumentem potwierdzającym wpisanie parowozowni do rejestru zabytków przyjeżdża konserwator Barbara Jezierska i Ewa Nekanda - Trepka, kierownik budowy nie podpisuje protokołu, prace zostają wstrzymane
*Do końca dnia obrońcy zabytków na zmianę pełnią straż przy obiekcie, miasto cofa zezwolenie na budowę apartamentowców, które miały powstać na miejscu zabytku.
STACJA METRA "RATUSZ" POWINNA NAZYWAĆ SIĘ "PLAC BANKOWY"
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
-
Dzulikiewicz
- Posty: 432
- Rejestracja: 11 cze 2007, 21:46
- MeWa
- Cukiereczek
- Posty: 24727
- Rejestracja: 14 gru 2005, 21:34
- Lokalizacja: Czachówek Centralny Południowo-Środkowy
Tak, i na pewno inwestor wyburzył budynek w trosce o jego stan... Zresztą konserwatorzy zainteresowali się budynkiem wcześniej niż przedwczoraj, co też skłoniło zapewne inwestora do tych pospiesznych działań.
Warszawa na pewno na tym zyskała ](*,)](./images/smilies/eusa_wall.gif)
Warszawa na pewno na tym zyskała
STACJA METRA "RATUSZ" POWINNA NAZYWAĆ SIĘ "PLAC BANKOWY"
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
- Glonojad
- Dark Lord of The Plonk
- Posty: 26874
- Rejestracja: 13 gru 2005, 23:39
- Lokalizacja: z Ochoty, jak to płaczki
Niemniej prawo jest chore nie tylko dlatego, że de facto ochrona zabyktów jest marna, ale także dlatego, że wrzuca się na głowę ludziom zabytki, z bardzo restrykcyjnymi wymaganiami dotyczącymi ich modyfikacji, a pieniądze na utrzymanie dostaję tylko włości kościelne...
Wypowiedź ta stanowi moje prywatne zdanie i nie może być cytowana lub analizowana w związku z moją działalnością w jakiekolwiek instytucji z którą mogę lub mogłem współpracować, ani jako stanowisko tej instytucji. Nie wyrażam także zgody na jej przetwarzanie w żadnej formie technicznej ni magicznej.
-
Dzulikiewicz
- Posty: 432
- Rejestracja: 11 cze 2007, 21:46
gdyby inwestor nie dostał takiej zgody z pewnością nie pchał by się na ten grunt i ktoś by na tym nie zarobiłDzulikiewicz pisze:Inwestor dostał zgodę na wyburzenie parowozowni i postawienie nowego budynku. Gdyby konserwatorzy zainteresowali się zabytkiem wcześniej, takiej zgody z pewnością by nie było.
- MeWa
- Cukiereczek
- Posty: 24727
- Rejestracja: 14 gru 2005, 21:34
- Lokalizacja: Czachówek Centralny Południowo-Środkowy
Po pierwsze, z artykułu wynika, że inwestor nie miał wszystkich zgód.Dzulikiewicz pisze:Inwestor dostał zgodę na wyburzenie parowozowni i postawienie nowego budynku. Gdyby konserwatorzy zainteresowali się zabytkiem wcześniej, takiej zgody z pewnością by nie było.
Po drugie, wszczęcie procedury wpisywania obiektu daje mu pewną ochronę.
I nie zmienia to faktu, że działanie inwestora było bezczelne i bezprawne.
Niestety biuro konserwatora zabytków nie ma takich mocy przerobowych, żeby wszystkim zajmować się zawczasu (a zaległości jest dużo).Dzulikiewicz pisze:Gdyby konserwatorzy zainteresowali się zabytkiem wcześniej, takiej zgody z pewnością by nie było.
Zresztą te panie i tak często wychodzą z inicjatywą, mam wrażenie, że są sprawniejsze / akywnieniejsze od poprzedników.
Inwestorzy już nie takimi gruntami się interesowali, zabytków łatwo się pozbyć...Zari pisze:gdyby inwestor nie dostał takiej zgody z pewnością nie pchał by się na ten grunt i ktoś by na tym nie zarobiłDzulikiewicz pisze:Inwestor dostał zgodę na wyburzenie parowozowni i postawienie nowego budynku. Gdyby konserwatorzy zainteresowali się zabytkiem wcześniej, takiej zgody z pewnością by nie było.
STACJA METRA "RATUSZ" POWINNA NAZYWAĆ SIĘ "PLAC BANKOWY"
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
[size=0]M-1 1 7 9 14 15 182 208 523[/size]
- Glonojad
- Dark Lord of The Plonk
- Posty: 26874
- Rejestracja: 13 gru 2005, 23:39
- Lokalizacja: z Ochoty, jak to płaczki
Wychodzą z inicjatywą? Dobre sobie. Konserwator miejski jest mocna ale tylko pod warunkiem, że blokuje działania innej jednostce miejskiej, która nie pójdzie i nie każe koparce kopać mimo wszystko. Skutkiem tego np. na przystanku Stare Miasto pasażerowie zmokną, bo jakiekolwiek zadaszenie "zasłoniłoby widok na Zamek Królewski".MeWa pisze: Zresztą te panie i tak często wychodzą z inicjatywą, mam wrażenie, że są sprawniejsze / akywnieniejsze od poprzedników.
Wypowiedź ta stanowi moje prywatne zdanie i nie może być cytowana lub analizowana w związku z moją działalnością w jakiekolwiek instytucji z którą mogę lub mogłem współpracować, ani jako stanowisko tej instytucji. Nie wyrażam także zgody na jej przetwarzanie w żadnej formie technicznej ni magicznej.
Może trochę za często?MeWa pisze: Zresztą te panie i tak często wychodzą z inicjatywą, mam wrażenie, że są sprawniejsze / akywnieniejsze od poprzedników.
Zamiast chronic każdy 50 letni słupek czy plotek może konserwator skupiłby się na prawdziwych zabytkach a tak to skutek jest taki że jakies pierdłoly niby sie ratuje a rzeczy które mogłyby byc cenne w tym czasie ktos sobie po cichu rozbiera.
To jest (w zasadzie był) ten zabytek http://www.zw.com.pl/galeria/2,1,352191.html
Czy naprawde warto go było ratować? Kto miał by się podjąć odnowienia tego, za czyje pieniądze i co by powstało w efekcie? hala magazynowa?
Z artykułu widać że nikt nie miał pomysłu jak to miejsce możnaby wykorzystać.
Czy naprawde warto go było ratować? Kto miał by się podjąć odnowienia tego, za czyje pieniądze i co by powstało w efekcie? hala magazynowa?
Z artykułu widać że nikt nie miał pomysłu jak to miejsce możnaby wykorzystać.