Wszystko jest kwestią rozsądku.
Pijani kierowcy
Moderator: Szeregowy_Równoległy
Mam w domu (a nie w samochodzie, jak swego czasu życzył sobie premier) alkotest. Mierzy z dokładnością do drugiego miejsca po przecinku. Jak mam wątpliwość, czy mogę jechać - dmucham. I tylko trzykrotny pomiar 0,00 (a nie np. 0.01) upewnia mnie, że jest ok. Ten spokój kosztował mnie ok. 250 pln. Nie, żebym uchlewał się codziennie, ale zdarzają się niedzielne poranki, kiedy warto sprawdzić, co w trawie piszczy 
Wszystko jest kwestią rozsądku.
Wszystko jest kwestią rozsądku.
Zobacz ile masz wypadków skutkiem niewyspania i zmęczenia, dodaj do tego nie do końca strawiony alkohol.No więc właśnie. Nie żebym pochwalał, czy próbował, ale wydaje mi się, że jak wstajesz od stołu i siadasz za kierownicę, to chyba jednak możesz bardzej narozrabiać niż jak po ostrym piciu parę godzin się prześpisz- ale jeszcze nie wszystko wyparuje.
Nie ma opcji byś był bezpieczny.
Ja nie wsiadam za kółko nawet na kacu - nie zaryzykuję okaleczenia kogoś lub siebie.
Pan Henio, spędzający każde popołudnie pod budką z piwem, albo wszelkiej maści "wyłudzacze" - choć i oni zaczęli się cywilizować.Nie wiem, czym jest dla ciebie "skrajna lokalna patologia", imo tak rzadko się ona nie zdarza.
Wybacz, w moich oczach nie ma czegoś takiego jak "nie jestem u siebie".Być może dlatego, że nie są u siebie, więc sobie folgują. A jak nie znasz granicy, to łatwo ją przekroczyć. Przeciętny Polak wie, ile potrzeba wypić dla jakiego efektu, gdzieś w połowie liceum...
Kulturę albo się ma, albo jej nie ma. Jeśli ktoś jedzie za granicę i chleje "do porzygu", to dla mnie pokazuje jego faktyczną kulturę tego człowieka (w tym wypadku picia i nie tylko).
Ja nie wyobrażam sobie, bym na wakacjach czy wyjeździe służbowym złoił się jak ostatnia małpa.
Nie mam już 14 lat i mam za duży szacunek do siebie.
A granicę i jej przekraczanie to znają już 17-18 latkowie bez względu na narodowość (no chyba, że nie miały w życiu styczności z alkoholem, ale wątpię, by w Europie się takie osobniki uchowały.
Sorry, czy Ty myślisz, że przy 0,1 promila, ktoś przebada Cię na krew?"Zjesz jabłko (albo inny owoc) godzinę przed jazdą samochodem i alkomat wykaże 0,1"
Alkomat czy badanie krwi też?
Zanim pobraliby krew, organizm przefiltruje.
Do pewnego poziomu wątroba samoczynnie rozkłada alkohol, do krwi idzie dopiero to, czego wątroba nie jest w stanie "przerobić".
Przy minimalnej dawce, organizm oczyści się, zanim zdążą Cię "ukłuć" w warunkach laboratoryjnych, dlatego przy 0,2 i temu podobnych, rzadko stosuje się krew - czy w ogóle? - a delikwenci po niewielkim spożyciu wręcz żądają tych badań.
"Spóźniony pociąg przyspieszony relacji xyz, przyjedzie z opóźnieniem ok. 25 minut. Opóźnienie może ulec powiększe... zmianie"
"Spóźniony pociąg przyspieszony relacji xyz, przyjedzie z opóźnieniem ok. 25 minut. Opóźnienie może ulec powiększe... zmianie"
Pijany motorniczy śmiertelnie potrącił pieszego na przejściu dla pieszych, w Warszawie.
Pytanie: dlaczego sądy nie informują pracodawcy o zakazie prowadzenia pojazdów mechanicznych?
Czy pełzający zamach stanu zostanie odkręcony?
Sądy są na polityków - a nie dla polityków!
Sądy są na polityków - a nie dla polityków!
A czy obwiniony ma obowiązek podawać sądowi aktualne miejsce pracy? Z drugiej strony - dlaczego mają informować o tym i jeszcze człowieka narażać na dodatkowe nieprzyjemności? Bo jeden na miliony pracujących kierowców nie może żyć bez wódki? Wyobrażam też sobie krzyki, gdyby pracodawca żądał co rok zaświadczenia o ważnym prawie jazdy. Każdy kij ma dwa końce.
Jest jednak groźna luka w przepisach - motorniczy może wozić ludzi dużym tramwajem, choć stracił prawo jazdy jako kierowca małego samochodu. Coś tu nie gra. Z pociągami jest tak samo? Skoro ktoś lubi nadużywać alkoholu, powinien być skutecznie odcięty od prowadzenia wszelkich pojazdów transportu zbiorowego. Tak jak po pracy nie może kierować samochodem.
No właśnie jest. Ciekawym rozwiązaniem byłaby możliwości sprawdzenia ważności uprawnień na podstawie numeru PESEL. Pracodawca rejestrował by pracowników w systemie a skrypt informował o cofnięciu uprawnień. To właśnie widzą policjanci w swoim systemie. Ale wiadomo, potrzebna wola i kalkulacja polityczna
Nie wystarczyłby CEPiK?
Wystarczy, że można stracić prawo jazdy za jazdę po pijanemu rowerem.
Akurat w tym wypadku nie ma luki - doniesienie jest, że sprawca miał zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych - co na zdrowy rozum obejmuje samochody, tramwaje, pociągi i koparkę.Jest jednak groźna luka w przepisach - motorniczy może wozić ludzi dużym tramwajem, choć stracił prawo jazdy jako kierowca małego samochodu. Coś tu nie gra. Z pociągami jest tak samo? Skoro ktoś lubi nadużywać alkoholu, powinien być skutecznie odcięty od prowadzenia wszelkich pojazdów transportu zbiorowego. Tak jak po pracy nie może kierować samochodem.
Wystarczy, że można stracić prawo jazdy za jazdę po pijanemu rowerem.
Nie obwiniony, a skazany przez sąd. I pracodawca ma teraz motywację do takiego żądania; inaczej byłoby, gdyby się sam o tym dowiadywał.A czy obwiniony ma obowiązek podawać sądowi aktualne miejsce pracy? Z drugiej strony - dlaczego mają informować o tym i jeszcze człowieka narażać na dodatkowe nieprzyjemności? Bo jeden na miliony pracujących kierowców nie może żyć bez wódki? Wyobrażam też sobie krzyki, gdyby pracodawca żądał co rok zaświadczenia o ważnym prawie jazdy. Każdy kij ma dwa końce.
Czy pełzający zamach stanu zostanie odkręcony?
Sądy są na polityków - a nie dla polityków!
Sądy są na polityków - a nie dla polityków!
Tylko kto ma dostęp do CEPiKu i na jakich zasadach? Trzeba złożyć wniosek i zapłacić 30,40 zł. Przy kilkuset kierowcach/motorniczych to spore koszty organizacyjne i finansowe.
Tylko jak często zmotywowany pracodawca ma potwierdzać/żądać dokumentu potwierdzającego ważność uprawnień. Powiniem co min. 3 miesiące, bo na tyle można się pożegnać z prawkiem "za 50-kę".
Tylko jak często zmotywowany pracodawca ma potwierdzać/żądać dokumentu potwierdzającego ważność uprawnień. Powiniem co min. 3 miesiące, bo na tyle można się pożegnać z prawkiem "za 50-kę".
- Piotrek_2274
- Posty: 563
- Rejestracja: 15 sty 2006, 21:46
- Lokalizacja: Nowe Górce
Pomimo że pozwolenie do kierowania tramwajem i prawo jazdy to fizycznie osobny dokument to ma on ten sam numer, także utrata prawa jazdy kat. B jednocześnie powoduję utratę pozwolenia do kierowania tramwajem.
-
Stary Pingwin
- Posty: 6085
- Rejestracja: 11 lis 2009, 11:48
Szczerze, to jest dziwne. Moje pozwolenie na zmianie ogląda kilka osób i jego brak byłby zauważony.
Klimatyzatory są złe.
Niszczą torowisko.
Niszczą torowisko.
Ale o posiadaniu uprawnień nie świadczy okazany dokument. Na zakładzie owszem, sprawdza się to wzrokowo, ale dla funkcjonariusza wiarygodny jest zapis w systemie informatycznym.
-
Stary Pingwin
- Posty: 6085
- Rejestracja: 11 lis 2009, 11:48
To dlaczego funkcjonariusz na drodze może mnie ukarać za niemanie prawa jazdy przy sobie? Przecież wiarygodny jest zapis w systemie.
Klimatyzatory są złe.
Niszczą torowisko.
Niszczą torowisko.
To tylko moje przypuszczenie, ale myślę, że jako że był to pracownik, który prowadził tramwaj techniczny, to nie był tak samo ostro sprawdzany jak ci, co prowadzą tramwaj z ludźmi, zwłaszcza że jeździł w nocy.
