Spoko, rozumiem Twój punkt i nawet się z nim zgadzam, serio. Dobrze jest mieć bilety na zapas i jeżeli wiem, że mijany przeze mnie biletomat (stacjonarny) / kiosk będzie okazją do kupna kartoniku to zbaczam z trasy i kartonik kupuję. Problemem w tym wypadku jest a) przyzwyczajanie się do nowej sytuacji, bo to pierwszy raz od stanu małego dzieciaka, kiedy "długiego" biletu nie kupuję, b) zwyczajnie czasami braknie łba, żeby coś takiego jak bilet uwzględnić "na przyszłość".Szeregowy_Równoległy pisze:Ja nawiązywałem do wypowiedzi Pitera232, który stwierdził, że nie ładuje WKM, bo ma blisko do pracy, jednakowoż zdarza mu się korzystać z komunikacji, więc wtedy biletomat jest najlepszą opcją. Moim zdaniem znacznie lepszą opcją, również dla Pitera, jest po prostu mieć ten bilet. W portfelu, na wszelki wypadek. A takich pasażerów jest całkiem sporo. Wiedzą, że w ciągu najbliższego, powiedzmy, miesiąca na pewno z usług ZTM skorzystają, więc bilet się nie zepsuje, nie straci ważności, nic się z nim nie stanie, ale pomysłu posiadania biletu na wszelki wypadek nie ma. Jest oczekiwanie biletomatu albo zakup u prowadzącego.
A, nie wiem na ile to mój fart, a na ile rzeczywiście tak jest, na biletomacie pojazdowym nie zawiodłem się przez te ponad półtora miesiąca ani razu. Czasami mam nawet wrażenie (nie wiem na ile prawdziwe, to tylko moje odczucie), że są one sprawniejsze od tych wolnostojących.
