Toż właśnie robi izba celna. Dobrze selekcjonuje podmioty do kontroli dzięki czemu ma lepsza skuteczność i wyższe naliczenia przy mniejszym nakładzie pracy. Ale zapowiedź przeniesienia tego modelu do skarbówki spowodowała fale oburzenia bo przebiło się tylko ze 70% kontroli ma być z efektem a to przecież opresyjnosc.px33 pisze:Co do kontroli i karania - nie można szaleć za bardzo. Objęcie kontrolą 100% podmiotów jest kosmicznie nieefektywne. Można by próbować kontrolować małą próbkę na podstawie jakiegoś modelu opartego na historii (na pewno występują podobieństwa między oszustami), plus część losowo wybranych. Nie należy też od razu ubijać wszystkich karami (zwłaszcza jeśli urzędnik nie ma pewności, czy kara jest należna), może lepiej najpierw poinformować albo dać symboliczną grzywnę?
A teraz o polityce... (tej krajowej)
Moderator: Szeregowy_Równoległy
Niekoniecznie zgadzam się ze wszystkim, co napiszę. (C) Marshall McLuhan
"Na diamentach nic nie wyrośnie. Za to kwiaty świetnie rosną na gnoju." - Josefa Idem
"Na diamentach nic nie wyrośnie. Za to kwiaty świetnie rosną na gnoju." - Josefa Idem
A tam czasami nie chodziło o to, że te 70% ma się kończyć nałożeniem kary? Zresztą sam fakt, że o taką oczywistość jak to, czy wątpliwości mają być rozstrzygane na korzyść kontrolowanego robi się referendum (i o to, czy zły system wyborczy zastąpić jeszcze gorszym) mocno podważa zaufanie do krajowych urzędów.Ale zapowiedź przeniesienia tego modelu do skarbówki spowodowała fale oburzenia bo przebiło się tylko ze 70% kontroli ma być z efektem a to przecież opresyjnosc.
Nie mówię, że na wszystkim innym niż pracy, ale że te czynniki mają też znaczący wpływ.kajo pisze:A co do postu Jacka Z.
Skoro mówisz, że inne kraje się dorobiły na wszystkim innym tylko nie na swojej pracy to na czym powinna się dorobić Polska twoim zdaniem żeby być bogata jak kraje zachodnie?
Nie ja mówię, że w PRL się nic nie robiło - to większość ekip będących u władzy od 1989 chce lansować taki pogląd.kajo pisze:I mówisz, że w PRLu nic się nie robiło. Owszem robiło się ale słabo i nieefektywnie generalnie. Polska nie miała i nadal nie ma gałęzi gospodarki która by była jej motorem napędowym, znakiem charakterystycznym.
Polska miała silną kolej - zarżnięto. Swój przemysł samochodowy, lotniczy - dożyna się go. Kopalnie i stocznie zamknięto. Gazu łupkowego jednak nie ma. Z grafenem daliśmy się wycyckać. Zostaje Pesa, Newag, Solaris itp. wyjątki od reguły - oraz morza nigdy nie spełnionych wyborczych obietnic.
Nie mówię to o Twoich rodzicach, bo ich nie znam, ale z obserwacji u siebie i u znajomych wiem, że część ludzi w średnim i starszym wieku przejęła życiową filozofię "pokolenia samolubów", na zasadzie: w dupie mam wnuki (o ile je w ogóle mają) i to jaki zostawię komuś spadek - wolę użyć życia.kajo pisze:Jeszcze apropo tego że w PRLu było lepiej. Ja co roku jeździłem na kolonie, teraz co roku wyjeżdżam sobie gdzieś w Polskę na wakacje. Moi rodzice też teraz po mojej wyprowadzce co roku coś zwiedzają w Polsce.
Zresztą pojęcie ludzkiej wspólnoty wtedy miało jeszcze jakiś wymiar. Teraz to bardzo często tylko zbiór partykularnych interesów jednostek.
Z tym się całkowicie zgadzam.BJ pisze:Natomiast jedno jest pewne - jesteśmy Murzynami dymającymi za frajer w porównaniu do Zachodu Europy.
Ale czy na wszystko musimy patrzeć przez konsumpcjonistyczne okulary? Ja osobiście miałbym gdzieś Audi, narty i Florydę - ale zło czai się w tym, że moje dzieci muszą przez większą dnia wychowywać obce lub prawie obce osoby, bo oboje rodziców musi dymać na czynsz (a 30 lat temu mój ojciec sam utrzymywał czwórkę dzieci, i jakoś bywał też w domu); że praca - niby spoko, lecz nie będąca moją pasją - zabiera mi bezpowrotnie i częstokroć bez sensu dużą część życia, którą mógłbym poświęcić pasjom i rodzinie (a gdy składam CV tam gdzie chcę, okazuje się, że są krewni i znajomi królika, albo rzesza osób bez pracy wyuczonych na ten kierunek); że ludzi upadla konieczność wiązania końca z końcem zamiast ważniejszych spraw (co powinno być sensem w moim życiu? na jakich ludzi mam wychować dzieci? czy istnieje i kim jest Bóg?).BJ pisze:I jeszcze jeden mały przykładzik. Wujka mam w Szwecji. Lekarz. Ciocia też lekarka, na 3/4 etatu. Klasa średnia w Szwecji. Dom, Audi A6 nie od Mirasa tylko z salonu, drugi jakiś miejski samochodzik typu Yaris, raz w roku narty w Alpach lub Norwegii, raz w roku wczasy na Florydzie, bo im się spodobała i raz w roku 2 tyg. w Polsce. Jest ciężko jak widzicie.
Tak, tylko że wzrost odsetka karalności wynikać miał z lepszej preselekcji, nie gęstszego sita.px33 pisze:A tam czasami nie chodziło o to, że te 70% ma się kończyć nałożeniem kary?Ale zapowiedź przeniesienia tego modelu do skarbówki spowodowała fale oburzenia bo przebiło się tylko ze 70% kontroli ma być z efektem a to przecież opresyjnosc.
Niekoniecznie zgadzam się ze wszystkim, co napiszę. (C) Marshall McLuhan
"Na diamentach nic nie wyrośnie. Za to kwiaty świetnie rosną na gnoju." - Josefa Idem
"Na diamentach nic nie wyrośnie. Za to kwiaty świetnie rosną na gnoju." - Josefa Idem
Taaa, przemysł samochodowy PRL. Młodzi ludzi nawet nie są w stanie sobie wyobrazić, jakie to wszystko było dziadowskie, tandetne, sznurkiem wiązane i wymagające nieustannego dłubania złotych rączek, żeby w ogóle chciało jechać. A zaprawki na rdzę trzeba było robić praktycznie po wyjechaniu z Motozbytu. Zaraz się pewnie dowiem, że to było dobrze, bo złote rączki miały zatrudnienie. 
Moi rodzice pracowali oboje, a w domu się nie przelewało. Ba, wyobrażacie sobie w ogóle mieszkanie w jednym mieszkaniu z obcymi ludźmi? A ja tak mieszkałem 20 lat.
Te wakacyjne korki na autostradach to też rozumiem z tej strasznej biedy i tego, że nikogo na wyjazd nie stać?
Widzę, że robię za forumowego krezusa, któremu na wszystko wystarcza i który odpala papierosa banknotem. Ale to też nie tak. Jest mnóstwo rzeczy, na które mnie nie stać i na które bym wydawał, gdybym miał (eh, nie musieć mieszkać w bloku z sąsiadami, balangującymi do 3 w nocy - dzisiejszej nocy, gdyby ktoś pytał, kiedy ostatnio
). Tylko nauczyłem się żyć tak, żeby mieć ten zapas między stałymi wydatkami a dochodami, który pozwala nie zajmować się na co dzień liczeniem każdego grosza i szukaniem knajpy, gdzie piwo jest tańsze o złotówkę (a znam ludzi o większych dochodach, którzy wydają wszystko co im wpłynie, a także ludzi, których stać na wiele, a tego tańszego piwa szukają)...
I tak, wiem, że w modelu 2+0 zarobić na życie łatwiej.
Wiele razy już mówiłem, że bardzo niedobrze, że mamy tak niskie zarobki w stosunku do wydajności pracy i PKB, ale znowu - to nie jest coś, co się pojawiło w ostatnich latach. Przeciwnie, ostatnio chyba jednak zarobki rosną szybciej niż PKB.
A na UW, to bywały okresy lepsze i gorsze (ostatnie lata rządów "oderwanej od życia PeŁo" zaliczam do lepszych), ale 6 lat bez podwyżki sobie nie przypominam.
O tegorocznych podwyżkach można poczytać tu:
http://portalinformacyjny.uw.edu.pl/pod ... nagrodzen/
Moi rodzice pracowali oboje, a w domu się nie przelewało. Ba, wyobrażacie sobie w ogóle mieszkanie w jednym mieszkaniu z obcymi ludźmi? A ja tak mieszkałem 20 lat.
Te wakacyjne korki na autostradach to też rozumiem z tej strasznej biedy i tego, że nikogo na wyjazd nie stać?
Widzę, że robię za forumowego krezusa, któremu na wszystko wystarcza i który odpala papierosa banknotem. Ale to też nie tak. Jest mnóstwo rzeczy, na które mnie nie stać i na które bym wydawał, gdybym miał (eh, nie musieć mieszkać w bloku z sąsiadami, balangującymi do 3 w nocy - dzisiejszej nocy, gdyby ktoś pytał, kiedy ostatnio
I tak, wiem, że w modelu 2+0 zarobić na życie łatwiej.
Wiele razy już mówiłem, że bardzo niedobrze, że mamy tak niskie zarobki w stosunku do wydajności pracy i PKB, ale znowu - to nie jest coś, co się pojawiło w ostatnich latach. Przeciwnie, ostatnio chyba jednak zarobki rosną szybciej niż PKB.
A na UW, to bywały okresy lepsze i gorsze (ostatnie lata rządów "oderwanej od życia PeŁo" zaliczam do lepszych), ale 6 lat bez podwyżki sobie nie przypominam.
O tegorocznych podwyżkach można poczytać tu:
http://portalinformacyjny.uw.edu.pl/pod ... nagrodzen/
A różnica między PKB a zarobkami to zysk właścicieli firm, spora część z tego jest transferowana za granicę. Gdyby te pieniądze zostawały w Polsce i były tu inwestowane, to miałoby sens twierdzenie "jesteśmy na dorobku, musimy oszczędzać, czyli mało zarabiać". Więc wcale nie jest tak, że inwestycje zagraniczne są bezwzględnie pożyteczne. Owszem były takie branże, które potrzebowały kapitału lub know-how, ale były i są przypadki sprzedaży przedsiębiorstw przynoszących zyski.MichalJ pisze:Wiele razy już mówiłem, że bardzo niedobrze, że mamy tak niskie zarobki w stosunku do wydajności pracy i PKB
A ja mam wrażenie, że właśnie zaczynamy się odradzać. Firmy które podałeś są właśnie przykładem, że w tym kraju wreszcie zaczyna się dziać pozytywnie. Ja do tych firm bym dołączył też Polskiego Krosa od rowerów, Bioton z branży medycznej, Inglot z kosmetyków (który jakieś 2-3 lata temu otwierzył sklep w NY przy którejś z tych reprezentacyjnych alei). To są wszystko firmy które powstały w ciągu ostatnich 20 lat i dzięki ciężkiej pracy odniosły sukces.Jacek Z. pisze: Polska miała silną kolej - zarżnięto. Swój przemysł samochodowy, lotniczy - dożyna się go. Kopalnie i stocznie zamknięto. Gazu łupkowego jednak nie ma. Z grafenem daliśmy się wycyckać. Zostaje Pesa, Newag, Solaris itp. wyjątki od reguły - oraz morza nigdy nie spełnionych wyborczych obietnic.
Używanie życia to postawa pokolenia samolubów, ciekawe podejście. Ja ci powiem, że akurat u mnie to chyba działa odwrotnie. Ja się czuję wdzięczny moim rodzicom za moje wychowanie i nawet jak zacząłem dobrze zarabiać to im zasponsorowałem taką wycieczkę.Jacek Z. pisze:Nie mówię to o Twoich rodzicach, bo ich nie znam, ale z obserwacji u siebie i u znajomych wiem, że część ludzi w średnim i starszym wieku przejęła życiową filozofię "pokolenia samolubów", na zasadzie: w dupie mam wnuki (o ile je w ogóle mają) i to jaki zostawię komuś spadek - wolę użyć życia.kajo pisze:Jeszcze apropo tego że w PRLu było lepiej. Ja co roku jeździłem na kolonie, teraz co roku wyjeżdżam sobie gdzieś w Polskę na wakacje. Moi rodzice też teraz po mojej wyprowadzce co roku coś zwiedzają w Polsce.
Zresztą pojęcie ludzkiej wspólnoty wtedy miało jeszcze jakiś wymiar. Teraz to bardzo często tylko zbiór partykularnych interesów jednostek.
Polecam: http://www.zm.org.pl
Nazywam się Kajo i jestem Roweroholikiem.
Nazywam się Kajo i jestem Roweroholikiem.
- Glonojad
- Dark Lord of The Plonk
- Posty: 26876
- Rejestracja: 13 gru 2005, 23:39
- Lokalizacja: z Ochoty, jak to płaczki
Popularna legenda miejska i bzdura niewytrzymująca zderzenia z faktami.MichalJ pisze:Taaa, przemysł samochodowy PRL.
Co "zarżnięto"? Najsilniejsza (w udziale w przewozach) kolej towarowa w Europie to jest niby "zarżnięcie"? Kolej pasażerska w PRL była silna wyłącznie słabością motoryzacji indywidualnej, a nie jakością usług.Jacek Z. pisze: Polska miała silną kolej - zarżnięto.
Wypowiedź ta stanowi moje prywatne zdanie i nie może być cytowana lub analizowana w związku z moją działalnością w jakiekolwiek instytucji z którą mogę lub mogłem współpracować, ani jako stanowisko tej instytucji. Nie wyrażam także zgody na jej przetwarzanie w żadnej formie technicznej ni magicznej.
- Bastian
- Sułtan Maroka
- Posty: 36261
- Rejestracja: 13 gru 2005, 14:08
- Lokalizacja: Gdzieś tam na północy...
No ale właśnie chyba niekoniecznie - i to właśnie na tym się najbardziej przejechała Platforma (choć wychodzi na to, że największy spadek miał miejsce za rządów SLDMichalJ pisze:Wiele razy już mówiłem, że bardzo niedobrze, że mamy tak niskie zarobki w stosunku do wydajności pracy i PKB, ale znowu - to nie jest coś, co się pojawiło w ostatnich latach. Przeciwnie, ostatnio chyba jednak zarobki rosną szybciej niż PKB.

I nie tylko u nas zresztą...
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/ ... GJapan.PNG
Honi soit qui mal y pense...
Chemia teraz doszła do wspaniałych wyników. Robią wiewiórki z aminokwasów. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
- Glonojad
- Dark Lord of The Plonk
- Posty: 26876
- Rejestracja: 13 gru 2005, 23:39
- Lokalizacja: z Ochoty, jak to płaczki
A jak sie do tego licxy dochod jednoosobowych dzialalnosci? Bo w bilansach sa to uslugi, a nie fundusz plac...
Wypowiedź ta stanowi moje prywatne zdanie i nie może być cytowana lub analizowana w związku z moją działalnością w jakiekolwiek instytucji z którą mogę lub mogłem współpracować, ani jako stanowisko tej instytucji. Nie wyrażam także zgody na jej przetwarzanie w żadnej formie technicznej ni magicznej.
Wykres się kończy na 2012. Poza tym jest ładnie rozciągnięty, ale spadek z 37 na 36% to jakoś znaczący nie jest.
- Bastian
- Sułtan Maroka
- Posty: 36261
- Rejestracja: 13 gru 2005, 14:08
- Lokalizacja: Gdzieś tam na północy...
Ale z 41 do 36 to już trochę jest...
Honi soit qui mal y pense...
Chemia teraz doszła do wspaniałych wyników. Robią wiewiórki z aminokwasów. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach. Terry Pratchett
Darmowy ser znajduje się tylko w pułapkach na myszy. Kir Bułyczow
A jak w tym czasie podrożały produkty na sklepowych półkach?yavorius pisze:W 2003 moja pierwsza pensja w korpo wynosiła 833 zł na rękę. Więc jeśli dwanaście lat później dostaje się prawie dwa i pół raza tyle, to chyba jednak nie jest źle.BJ pisze:Aha, i zanim ktoś powie, że 2000 na start to całkiem nieźle i że przecież umowa o pracę to niech zapozna się z praktykami w korpo.
Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że wakacje w Chorwacji moją rodzinę kosztują tyle samo, co w Polsce - aby tyle, że trzeba więcej za paliwo zapłacić... a jaka różnica - to dłuższy temat. Uwielbiam ten kraj, a jak słyszę "polskie morze" to mi się żyć odechciewa.fik pisze:Jestem gotów zrezygnować z przymiotnika "zagraniczne", problem polega na tym, że to wcale nie zmienia specjalnie kosztów (śmieszny fakt: trzytygodniowy pobyt w Uzbekistanie kosztował mnie tyle, co moich rodziców domek w ośrodku pracowniczym na Mazurach na tyle samo czasu).pawcio pisze:To zdecyduj się, czy mówisz o minimalnych potrzebach, czy o dwutygodniowych wczasach zagranicznych. Bo coroczne dwutygodniowe wczasy zagraniczne to nie jest minimum potrzebne do godnego życia tylko już wygoda na skraju luksusu.
- Glonojad
- Dark Lord of The Plonk
- Posty: 26876
- Rejestracja: 13 gru 2005, 23:39
- Lokalizacja: z Ochoty, jak to płaczki
Wakacje w Chorwacji mają jedną zasadniczą wadę - dużą liczbę zmotoryzowanych Polaków. (nie bierz tego do siebie)
Wypowiedź ta stanowi moje prywatne zdanie i nie może być cytowana lub analizowana w związku z moją działalnością w jakiekolwiek instytucji z którą mogę lub mogłem współpracować, ani jako stanowisko tej instytucji. Nie wyrażam także zgody na jej przetwarzanie w żadnej formie technicznej ni magicznej.