Bastian pisze:Oczywiście, masz rację! Tylko że tu właśnie ja widzę problem. Otóż większość z rodziców, którzy nie wyobrażają sobie zakazywania czegokolwiek własnym ukochanym pociechom, tym bardziej się nie zgodzi, by w czymkolwiek je ograniczali nauczyciele. Ja nie zgaduję, ja wiem, że tak to właśnie wygląda. Szkoła niewiele może uczynić wbrew rodzicom.
I to jest IMHO również do zmiany. To znaczy powinno się ograniczyć wpływ rodziców na szkołę. Nawet nie mówię o programie, ale o ogólnych zasadach, na jakich funkcjonuje szkoła. Chociaż w kwestiach programowych też nigdy wszystkim nie dogodzisz jednocześnie i też nie powinno się IMHO zwiększać wpływu rodziców na te kwestie. Nie zrozum mnie źle. Nie chcę, żeby szkoła realizowała chore wizje pisuarów i lygusów. Ale chcę uniknąć w szkole anarchii. I nie chcę, żeby wychodzili z niej abnegaci, socjopaci, a nawet degeneraci, nie znający podstawowcyh zasad współżycia społecznego.
Widzisz... Najpierw muszą do tego dojść rodzice. Dopiero potem pozwolą to robić szkole. Pewnie nasze pokolenie będzie do tego podchodziło rozsądniej, pokolenie obecnych rodziców w znacznej mierze kupuje swym dzieciom szczęście - nie po to przecież, by kto inny tym dzieciom to zabierał, nie?
Gorzkie, choć oczywiście prawdziwe. Pozostaje pytanie, czy możemy liczyć i czy możemy sobie pozwolić czekać na opamiętanie ze strony rodziców
Sam sobie częśćiowo odpowiadasz. Owszem, szkoła "mimochodem" wychowuje. I na tym powinna poprzestać. Bo dawanie szkolnym decydentom prawa decydowania o tym, jak mają być wychowane nasze dzieci, to w tej chwili dawanie małpie brzytwy. Rozumiem, że uważasz, iż szkoła powinna dzieci wychowywać, a według jakiej koncepcji? Przypomnę ci o "wychowaniu patriotycznym". Nie zauważyłem, byś był jego zwolennikiem. Ale nie widzisz nic złego w tym, by to szkoła kształtowała dzieci w jakimś określonym kierunku. Ale w jakim? Kto ma o tym decydować? Minister Roman G.? Wara mu od wychowywania moich dzieci! Powierzyłbyś mu swoje?
Ja myślę o idealnej wizji szkoły, możliwej do realizowania w co najmniej normalnym państwie. O osobie Giertycha i reszty obecnych dygnitarzy nie będę się wypowiadał, bo wszystko nadawałoby się do ocenzurowania. I jestem świadom, że obecne nasze państwo normalne nie jest. Dlatego wszelkie przejawy ideologizowania szkoły mnie martwią i wkurzają. Ale akurat mundurki nie mają IMHO związku z ideolo. Ujednolicone stroje szkolne nie są dla mnie czymś niewłaściwym. Przy czym nie mam tu na myśli koniecznie mundurków. Nie wiem też, jak będą realizowane pomysły "Pięknego Romana". Ale może to być pozytywny element wychowawczy. Skoro zgadzamy się, że szkoła mimo woli wychowuje, to miejmy też wpływ na jakość tego wychowania. "Pranie mózgów" oczywiście nie, ale pozytywny wpływ na mentalność ludzi od najmłodszego - jak najbardziej.
PS I pierwszy będę protestował przeciwko zabieraniu ze szkół normalnego wychowania seksualnego, wprowadzania wychowania faszystkowsko-nacjonalistycznego etc.
Pozdrawiam
[ Dodano: 2006-07-26, 14:40 ]
Fikander pisze:Nadinterpretujesz, mowa była o czymś zupełnie innym, a naprawdę nie wydaje mi się, aby uniformizacja była 'uniwersalną zasadą cechującą nowoczesne i cywilizowane społeczeństwo' - chyba, że poprzez nowoczesne i cywilizowane społeczeństwo rozumiemy Hitlerjugend.
To Ty nadinterpretujesz. Nie ma żadnego związku pomiędzy chodzeniem do szkoły nawet w mundurkach (a przynajmniej w stonowanych, normalnych strojach) z ideologizacją nacjonalistyczno-faszystowską (którą się osobiście brzydzę).
MIMOCHODEM. Właśnie. Tak, jak mimochodem wychowuje podwórko chociażby. Do mimochodu NIE NALEŻY decydowanie ex cathedra, że wszyscy uczniowie mają chodzić w jednakowych strojach.
Jeśli możemy mieć wpływ na jakość nadmienionego "wychowania mimochodem", to nie widzę przeciwwskazań. Nawet na owo "podwórko". Choć oczywiście na szkołę wpływ Państwa jest duuuużo większy.